Burek
Members-
Posts
23 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Burek
-
Jeśli chodzi o badanie rynku to należałoby przemyśleć jakie miałoby być usytuowanie takiej biegalni? Podejrzewam, że wydzielenie placyku w głębi jakiegoś osiedla na peryferiach raczej nie ściągnie tłumów na miarę kosztów czynszu i zatrudnienia zbieracza opłat. Pytanie II - jaka miałaby być powierzchnia takiej biegalni? Bo na teren o powierzchni hektara czy dwóch to może by ktoś przyjechał, natomiast skwerek 20x20 m to chyba raczej mała atrakcja. No więc wszystko zależy od szczegółow, jak zwykle. Co do zasady: spacer z psem polegający na tym,że opiekun przez pół godziny stoi w miejscu i plotkuje z innymi, podczas gdy pies wesoło się bawi z kolegami, jest świetnym sposobem na rozwydrzenie ww. psa. O czym mało kto wie, więc obawa, że chętnych na stanie na wyznaczonym terenie zabraknie, jest mało uzasadniona. Na mnie proszę nie liczyć, nawet gdyby psie pole miało powstać w moim sąsiedztwie.
-
A poza tym - dlaczego to dramatyczne pytanie jest w części dotyczacej rasy? na wszelki wypadek zaznaczam,piszę z perspektywy właściciela owczarków...
-
Zaboli go przypiekanie ogniem lub łamanie kołem. Niestety od tego pies raczej nie przestanie rozbrykiwać mieszkania (bo o to chodzi?). No chyba, że go trwale i poważnie uszkodzisz.... A na serio: daj mu dużo ruchu i zajęć, ciekawe zabawki na czas, gdy wychodzisz - to podstawa i bez tego nie ma mowy o sukcesie. Zabezpiecz na maksa otoczenie, w którym pies zostaje. Jak pies ci zniszczy buty lub książkę to twoja wina bo ich nie schowałeś. Rozwiązanie skrajne: nie chowasz dobytku tylko psa do klatki.
-
UlaFeta To ciekawe, bo jeden z dwóch znanych mi psów naprawdę oglądających tv to był właśnie rottweiler. Interesowały go filmy z prób obrończych. Co jeszcze - nie wiem.Twoja informacja o kilku tv- rottach połączona z jednym z wcześniejszych wpisów o psie tej rasy znającym się na obrazkach ... Ciekawe naprawdę.
-
No właśnie, w jakiejś potwornie uczonej księdze o psychologii psów była mowa o tym, że obraz w TV jest w zasadzie nieczytelny dla psów, tymczasem doświadczenia właścicieli psów (moje też) wskazują, że to nie jest prawda. A w każdym razie, że niektóre psy są w stanie ogarnąć interesujące je zjawiska pokazane na ekranie i nie chodzi bynajmniej o dźwięk i ogólne wrażenie ruchu. Frania i bokser są tego doskonałym przykładem. Ciekawe, że już druga osoba stwierdza, że ma obecnie 2 takie psy naraz. Czy one uczą się od siebie nawzajem? Czekam na dalsze informacje.
-
Maszo, dzięki. Ponieważ psy reagujące na obraz TV są jak mi się wydaje są bardzo rzadkie, a ty masz 2 naraz zastanawiam się, czy to nie jest tak, że jeden podłącza się pod drugiego, mimo, że to, co na ekranie nie jest dla niego zrozumiałe. Jak piszesz, psy silnie reagują na dźwięk - pytanie czy twoim zdaniem ich reakcje na TV są raczej na dźwięk czy też są wynikiem tego, że pies odczytuje obraz?
-
Nie chodziło mi o twoje zwierzątko, to była uwaga ogólna dotycząca tego, że coś co wygląda na spokój często nim nie jest. Mało kto domyśli się widząc śpiącego np. na wystawie psa, że to nie musi świadczyć o odprężeniu, lecz może być sposobem na ratowanie się w sytuacji stresowej Moja opinia o opisanym zachowaniu jest w przedostatnim zdaniu postu.
-
Filmik o Frani bardzo fajny. Czy ona ogląda tylko kreskówki czy też ma inne zainteresowania? Maszo, napisz jakie masz psy?
-
Czy ktoś z Szanownych Państwa ma lub widział psa, który ogląda telewizję? Mam na myśli sytuacje, gdy pies reaguje wyraźnie na treść tego, co dzieje się w filmie, programie. Na przykład wyraźnie ożywia się na widok scen z udziałem zwierząt, obserwuje, podchodzi do odbiornika, szczeka itp. Proszę o podanie rasy i wieku psów - telewidzów oraz podanie czy takie zachowania były trwałe, czy też z czasem zanikły. Jakiego rodzaju sceny przyciągały uwagę psów? jak to się zaczęło i jak rozwijało?
-
Istnieją rasy psów obrończych, hodowane i selekcjonowane przez długi czas po to, aby osobniki do tych ras należące nadawały się do walki (z ludźmi, dużymi drapieżnikami, innymi psami), stróżowania itp. Co wymaga odporności psychicznej, twardości, silnego popędu walki, sklonności do zachowań agresywnych. W niektórych z ras obrończych takie cechy są tylko wspomnieniem, bo w dzisiejszych warunkach 99% nabywców szczeniat takich cech u psa naprawdę nie potrzebuje i z psem tego typu za nic sobie nie poradzi. Mówi się więc, jak w poście poprzednim, że trzeba szukać szczeniąt u dobrych hodowców = tych, dla ktorych każdy pies powinien być pluszowym misiem, a rottweiler ma się nie różnić charakterem od pudla. A ponadto przekonuje się, że jak pies reaguje w sposob agresywny to znaczy, że jest nienormalny lub skrzywdzony przez wrednego opiekuna. Co jest wierutną bzdurą. Prawdą jest natomiast, że poczciwe amstaffy są na świecie, a co do owczarka niemieckiego problemem jest obecnie raczej agresja lękowa i paskudny stosunek do innych psów niż pomysł na rozstawianie po kątach domowników. Odpowiadając bezpośrednio na post - w wymienionych przez ciebie rasach często występują osobniki skłonne do zachowań agresywnych więc jest szansa trafienia na takie zwierzę. Jeśli tak się zdarzy, to trzeba umieć je bardzo konsekwentnie wychowywać, aby nie stało się zagrozeniem dla opiekunów i osób postronnych. Co nie jest łatwe. Nie piszesz, dlaczego myślisz o psie tego rodzaju i, wybacz, nie wydaje się, abyś wiedziała dużo o psach oraz była gotowa na takie wyzwanie. Czy umiesz rozpoznawac emocje psa? Wiesz kiedy się boi, kiedy cieszy, kiedy grozi? Zanim kupisz psa "trudnej" rasy zastanów się trzydzieści razy, na co cię stać jako wychowawcę. Poczytaj, pogadaj z hodowcami i właścicielami psów wymienionych przez ciebie ras (ale nie z tymi, którzy z punktu oznajmiają, że ich niunio jest słodki i to nieprawda, co żli ludzie mówią o tej rasie, bo wzajemna milość to wszystko, czego potrzeba) oraz szkoleniowcami, popatrz na psy. Masz czas.
-
Stres może objawiać się tym, że pies zachowuje się bardzo spokojnie, a nawet zasypia. Nie mówiąc o tym że niektore zwierzęta nieruchomieją - co można błędnie interpretować, że są grzeczne. Mówię tu np. o sytuacji podróży, siedzenia w poczekalni weterynarza itp. Opisane zachowanie to chyba oznaka odprężenia, zadowolenia z wyjścia na otwarty teren i wyraz potrzeby zaznaczenia swojej obecności w tym miejscu. Nic szczególnego w sumie.
-
[FONT=Verdana][SIZE=3]Makot`a, czy to mnie zaliczasz do czarno – białych fanatyków (I zdanie postu)? Jeśli tak, to chyba nie przeczytałaś do końca mojej wypowiedzi lub też jest ona niewystarczająco klarowna. Owszem, jest tam mowa o „policjantach” i „klikerowcach”, ale nigdzie nie stwierdzam, że którakolwiek z tych opcji jest słuszna. I zgadzam się z Tobą, że wychowanie/szkolenie/ resocjalizacja psa wymaga widzenia, rozumienia, a w końcu - znajomości (lub samodzielnego wymyślenia) oraz umiejętności zastosowania bardzo różnych technik. Z naciskiem na zrozumienie. O tym też wspomina na początku autorka wątku, a kwestionuje znaczna grupa polemistów, w tym posiadacze pozytywnych dyplomów[/SIZE][/FONT]
-
[FONT=Tahoma]Wygląda na to, że autorkę wątku udało się skutecznie zniechęcić do dalszego udziału w dyskusji. Zapewne, po udowodnieniu jej, że nie ma pojęcia o niczym, wierzy w durne teorie i jest niedobra dla piesków płacze cichutko w dalekiej Norwegii i zaprzestanie dalszych występów w PL.[/FONT] [FONT=Tahoma]Droga STRIX[/FONT] [FONT=Tahoma]W Polsce przez wiele lat szkolenie psów opierało się na metodach stosowanych w milicji. Jedyne dostępne kursy szkolenia były organizowane przez Związke Kynologiczny, a instruktorzy wywodzili się wprost z milicji lub byli to wychowankowie milicjantów. Właściciele psów w różnym wieku i różnych ras spotykali się na placu treningowym i tam pod okiem dowódcy, ustawieni w karny szereg lub krąg krążyli ze swoimi psami oraz „nauczali” je chodzenia przy nodze, siadania, zostawania itp. Smaczki nie były obowiązkowe, szarpanie i ton głosu typu kapral na musztrze – tak. Pies miał się podporządkować, nie wygłupiać i cześć. O pracy na pobudzeniu w zasadzie nie było mowy, choć wielu osobom udawało się mimo wszystko nie zarąbać psa i dojść do możliwości spokojnego porozumienia w warunkach codziennej współpracy. Na tych szkoleniach silne psychicznie psy mające tendencję do dominacji dawało się opanować, grzeczne psiuncie z dobrymi ludźmi dawały radę, psy delikatne i lękliwe były bez szans. Nikt nie zagłębiał się w tajniki psiej duszy, choć byłoby kłamstwem twierdzić, że co lepsi instruktorzy nie mieli calkiem niezłego rozeznania w tym zakresie. Polecam lekturę podręcznika płk. Brzezichy. Kontynuatorzy tego trendu nadal działają i mają się dobrze.[/FONT] [FONT=Tahoma]Potem zaczęło się zmieniać. W opozycji do „starego” wyrosła bujnie szkoła pozytywna, która obecnie jest w modzie. Jak już zauważyłaś, opiera się ona na wierze w to, że a) jedyną słuszną metodą postępowania z psem jest nagradzanie i kształtowanie, b) istnieje całkiem niesłuszna „teoria dominacji”, którą należy zwalczać i której nawet jej autor (nie wiem kto nim był) się wycofał c) pies jest naszym najukochnszym pluszowym misiem, a jak nie jest, to dlatego, że my jesteśmy podli d) stawianie granic jest zbędne, szkodliwe, a jak już to powinno ograniczać się do zmarszczenia brwi i niepoczęstowania psa parówką. [/FONT] [FONT=Tahoma]Tyle historii.[/FONT] [FONT=Tahoma]Wracając do zasadniczego pytania tego wątku. Są zawody, które mogą wykonywać wyłącznie osoby posiadające określone wykształcenie czy uprawnienia (np. pielęgniarka, taksówkarz, operator dźwigu, adwokat). Takie regulacje nie dotyczą behawiorystów. Behawiorysta w Polsce, to osoba, która deklaruje, iż pracuje z psami metodą pozytywną, o czym informuje na swojej stronie internetowej. Stwierdzając jednocześnie, że jest behawiorystą. Często behawiorystami są absolwenci weterynarii, zootechniki (na tych kierunkach zajęć dotyczących zachowań i wychowania zwierząt raczej nie ma ) oraz pedagogiki i psychologii , którzy następnie skończyli jakieś szkolenia. Szkolenia te organizują firmy innych behawiorystów, fundacje i organizacje w kraju i za granicą. Były niedawno (nie wiem ile razy) organizowane studia podyplomowe z zoopsychologii – ciekawe czy obejmowały zajęcia praktyczne i uczyły realnie jak w pracować z psem i jego opiekunami... I czy tam w ogóle mówiono o psach, czy może pszczołach i dzikich gęsiach? W każdym razie na ich ukończenie powołują się niektórzy behawioryści. Od czasu do czasu ktoś pisze pracę mgr lub licencjacką zahaczającą o temat zachowań psów, ich wychowania, szkolenia, użytkowości, relacji ludzi z psami. Na forach można znaleźć prośby o udział w badaniach ankietowych do takich prac… śmieszne i straszne na ogół. Być może część autorów (a raczej autorek) tych prac rozpoczyna potem karierę zawodową behawiorysty. [/FONT] [FONT=Tahoma]Ja tymczasem nie mam wątpliwości, że: a) żadna szkoła, kurs i studia nie nauczą jak poprowadzić resocjalizację psa i właściciela – tego trzeba długo uczyć się praktycznie w układzie uczeń – mistrz i samemu układając i wychowując psy; b) jak kto mówi, że on tylko pozytywnie, to znaczy, że mało w życiu widział, niewiele rozumie albo też świetnie oszukuje samego siebie + przy okazji otoczenie. [/FONT]
-
A oto kilka przydatnych i niezwykle interesującyh linków [FONT=Tahoma] [URL="http://www.zoopsychologia.com.pl/"][COLOR=#800080]www.zoopsychologia.com.pl[/COLOR][/URL] [URL="http://www.psipsycholog.com.pl/"]www.psipsycholog.com.pl[/URL] oraz szkół: [URL="http://www.alteri.pl/"][COLOR=#800080]www.alteri.pl[/COLOR][/URL] [URL="http://www.zoopsychologia.pl/"]www.zoopsychologia.pl[/URL] [URL="http://www.zoopsycholog.pl/"]www.zoopsycholog.pl[/URL].[/FONT]
-
Sądzę, że to bardzo dobra pora na emisję tak "wybitnego" programu. Pani Victoria owszem nieźle gra swoją rolę w show, ale pomysł, aby od niej się uczyć jak wychować psa jest, delikatnie mówiąc, niezdrowy. Collie, skoro, jak sama stwierdzasz, pies zagrażał rodzinie, to może jednak należało to powiedzićc i zalecić uśpienie psa, zamiast (jak to często u nas bywa) kazać oddać go komuś innemu. Takich, którzy pracują z psami agresywnymi w stosunku do domowników jest bardzo mało, jeszcze mniej zaś takich, którzy psa po resocjalizacji mogą wziąć z powrotem i utrzymać w stanie zresocjalizowanym. Ponadto zauważam, że dyskusje o tym programie toczyły się na tym forum długo i burzliwie i nie wydaje mi się, aby był sens temat odgrzewać.
-
Drogie forum, co robić? pies Karrin generalnie respektuje polecenia, ale tylko kiedy ma na to ochotę. Nasza koleżanka czeka nawet 10 minut na wykonanie przez psa komendy "siad". Spacery to piekło.
-
[COLOR=#3e3e3e][FONT=Tahoma][SIZE=2]Do ewell : Tak, istotnie rady typu: zachęć, zainteresuj, daj nagrodę, odwróć i skup na sobie uwagę psa są bezpieczne, miłe i nikomu nie czynią szkody, poza tym, że w bardzo wielu przypadkach są nieskuteczne. Brzmią jednak ładnie i nie powodują podejrzeń, że wypowiadająca się osoba jest niedobra dla piesków. Powiedzenie: „Musisz postawić i wyegzekwować respektowanie granic” - brzmi gorzej. Jeszcze gorzej wygląda perspektywa tłumaczenia, jak to zrobić, bo tak naprawdę jest to kwestia emocji i ich wyrażenia. Zwykle prośbę o pomoc wyraża osoba, która bardzo nie chce w sobie zaakceptować i wydobyć emocji typu „nie pozwolę, aby …” i szuka rady w duchu „pozytywnym” Bo jeśłi ktoś ma opanowane stawianie granic - nie dochodzi zwykle do momentu, kiedy rozwydrzenie zwierzątka stanowi dla niego poważne utrudnienie w życiu lub zagrożenie. [/SIZE][/FONT][/COLOR] [COLOR=#3e3e3e][FONT=Tahoma][SIZE=2]Do Martens : swój pogląd wyraziłam już wcześniej, ale powtórzę. Tajemnicze słowo NIE rozumiem jako stanowczo wyrażony i egzekwowany zakaz, niezgodę na to, co pies wyprawia i gotowość do przeciwdziałania. Nie chodzi o to, aby NIE było wyrażane właśnie słowem NIE: czasem zamiast tego można powiedzieć: cicho, odejdź, waruj, puść – jednak co do sedna sprawy, sens naszego odezwania = przestań robić, co robisz (plus ew. propozycja innego, pożądanego działania). Nie padłoz mojej strony stwierdzenie, że wystarczy powiedzieć NIE, aby rozwiązać problem niewłaściwego zachowania psa. Twierdzę natomiast, że nie da się współpracować z psem (i nie tylko z psem) bez ustalenia, co jest dozwolone, a co nie i czego wymagamy. Znam niestety liczne przypadki, kiedy temat ten przejmuje pies i ustala, że właściciele nie mogą zbliżać się do jego miski, wychodzić z domu bez niego, czesać go, siedzieć na kanapie... A następnie jasno i dobitnie mówi ludziom: NIE. [/SIZE][/FONT][/COLOR] [COLOR=#3e3e3e][FONT=Tahoma][SIZE=2]Co do filmiku – został on wspomniany przeze mnie w ramach spóźnionego żartu primaaprilisowego. Właśnie oglądanie tego typu scenek (w realu) i czytanie postów w duchu „nie okazuj zainteresowania, to zachowanie się wygasi” skłoniło mnie do założenia tego wątku. Labrador wesoło się rozwydrza, a jego opiekun robi wszystko, aby nie użyć tajemniczego słowa lub w tym duchu nie zadziałać. Gdzieś tam w tle raz po raz po raz ”nie” się pojawia, ale w żaden sposób pies nie może zauważyć, że cokolwiek to oznacza. Więc nie powoduje to żadnej zmiany w jego emocjach i zachowaniu. Propozycja: labradorze, nie szalej bez sensu, zróbmy coś razem - także nie pada. Jest za to wydawanie dziwnych dźwięków i efekt powrotu psa do skakania człowiekowi po plecach. Problem z tajemniczym słowem mają też kursanci II planu (por. minuta 2:30). Około minuty 3:20 filmu pies ma po prostu dość wygłupów, co jego opiekuna wyraźnie martwi. No bo istotnie – współpracy nadal nie ma żadnej, zresztą skąd, gdy nie pada żadna propozycja co do oczekiwań właściciela. Potem film pokazuje, co się stało po kilku dniach pracy, natomiast nie ilustruje na czym praca ta polegała. Boję się nawet myśleć, że komuś może się zdawać, że na tych cudach, które pokazano wcześniej… No w każdym razie przewodnik zachowuje się raczej normalnie, pies spokojnie, współpracy i energii do działania po obu stronach zero. W odróżnieniu od Martens nie zadaję sobie pytań, jak to montowano, wycięto z jednej czy siedemnastu godzin, dóch dni czy miesięcy. Dla mnie pytanie brzmi: gdzie jest ta praca z psem, jaki był cel i skąd autorom przyszło do głowy aby takie cuda a) robić, b) rejestrować, c) zamieszczać w sieci. [/SIZE][/FONT][/COLOR] [COLOR=#3e3e3e][FONT=Tahoma][SIZE=2]Karrin – uważam, że pani psycholog ma rację, długie przemowy są bez sensu. Jeśli swoje NIE wyrażasz przez inne słowo: E, WRR, PRECZ lub nawet ŻYRAFA i jest w tym czytelny dla psa i respektowany przekaz – to właśnie o to chodzi. A z ciekawości – gdyby jednak to, co mówisz zostało kiedyś zlekceważone - co zrobisz i co na ten temat mówi pani psycholog?[/SIZE][/FONT][/COLOR]
-
Jestem w pędzie przedwyjazdowym więc nie dam rady odpowiedzieć w tej chwili na niewątpliwie interesujące posty. Ale zrobię to po majówce. Pozdrowienia.
-
[SIZE=3][FONT=Calibri] Paulix, brawo, zagadka odgadnięta dosłownie w moment, choć niestety nie do końca… [/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Calibri]Odpowiadając na Twoje pytanie : słowo NIE jest wyrazem stanu mojego umysłu i emocji, komunikatem, że granic naruszać nie pozwolę. I muszę to przekazać prosto i jasno, w taki sposób, który pies na pewno zrozumie. Mam do dyspozycji kanał porozumienia przez zmysł dotyku, słuchu (chyba, że pies jest głuchy) i wzroku (chyba, że pies jest ślepy) w różnych kombinacjach i natężeniach oraz odmianach – o węchu i smaku nie wspominam, bo raczej tymi drogami w sprawie zakazów trudno się posłużyć ( a przynajmniej ja nie mam takich doświadczeń, choć wizja zniechęcenia psa do darcia mordy przez rozpylanie w powietrzu woni fiołków wydaje się dość atrakcyjna). Mam też cały arsenał nagród i sposobów powiedzenia: TAK, O TO CHODZI. [/FONT][/SIZE] [FONT=Calibri][SIZE=3]Problem polega na tym, że rady i zalecenia pojawiające się na forum opisują wspomniany wyżej arsenał, ale za wszelką cenę unikają wzmianki o tym, że istnieje konieczność postawienia zakazu i jego egzekwowania, granica tolerancji i stwierdzenie: „Drogi Misiu, tak się bawić nie będziesz.” Oraz potrzeba pokazania Misiowi, iż istotnie nie ma opcji. Miejsce , gdzie ta granica jest ustawiona zależy ode mnie. Od psa też trochę, w tym sensie, że można nie upierać się co do zakazu napinania smyczy przez mopsika, ale nie cane corso; da się akceptować radosne powitania z przechodniami w wykonaniu miniaturowego pudelka, ale nie amstaffa. [/SIZE][/FONT] [SIZE=3][FONT=Calibri]Zgadzam się z opinią ewell, że samo wrzeszczenie NIE, psa nie poprawi. Zmiana nastąpi, jeśli: opiekun ma na myśli NIE, mówi NIE w sposób zrozumiały (dla psa) i jakby co, nie poprzestaje na gadaniu. A jak uzyska oczekiwaną reakcję - umie natychmiast powiedzieć TAK. W takiej kolejności. I nie na zasadzie: zamiast zabraniać, daj coś lepszego. Jest też opcja, że nigdy nie dochodzimy do miejsca, w którym psa trzeba "naprawiać", ale pies od początku dowiaduje się, czego chcemy, a czego nie i problemu jak zmienić jakieś fatalne pomysły po prostu nie ma. [/FONT][/SIZE] [FONT=Calibri][SIZE=3]Dla rozrywki wklejam link do cudownie cudownego filmiku (znalezionego zresztą na dogomanii, chyba w związku z dyskusją o „Negatywach pozytywu”) [URL]http://www.youtube.com/watch?v=0eA8LYwWlqY[/URL]. [/SIZE][/FONT][FONT=Calibri][SIZE=3]Pada tam słowo – zagadka, ciche jak łopot skrzydeł motyla i posiadające takąż siłę oddziaływania. Reszty komentować nie będę, arcydzieło broni się samo.[/SIZE][/FONT]
-
[FONT=Calibri][SIZE=3]Kochane forum, co robić? Pies atakuje rowerzystów, skacze łapami na przechodniów, rzuca się na Brysia sąsiadów, drze na mnie ubranie w ramach powitania, wlecze za sobą na smyczy, kradnie jedzenie ze stołu, śpi jedynie na mojej poduszce, szczeka z balkonu na inne psy, zamknięty w osobnym pomieszczeniu – nie milknie ani na moment (niepotrzebne skreślić).[/SIZE][/FONT] [FONT=Calibri][SIZE=3]Tego typu posty pokazują się dość regularnie na tym forum i na zew potrzebujących pomocy natychmiast pomoc się znajduje. Szkoda tylko, że w udzielanych radach rzadko pada pomysł, aby właściciel uroczego pieseczka wprowadził do słownika, a raczej wzajemnych relacji, jedno słowo. Ciekawe czy ktoś zgaduje, jakie? [/SIZE][/FONT]