Przedwczoraj zmarł mój 11 letni pupil. Od sierpnia ubieglego roku leczony na nowotwór, jednak jego strata boli mnie jak nic wcześniej.... do ostatnich chwil aktywnie uczestniczył w naszym życiu rodzinnym. Boli tym bardziej, że dziś , zarzucam sobie, że go nie ratowałam jak upadł tak nagle, przy mnie. Nastąpiło zatrzymanie krążenia, język zrobił się blady, oczy nie reagowały, przelewał mi się w rękach... na koniec wyleciał rzadki kał....
Czy ktoś mógłby racjonalnie ocenić czy pierwsza pomoc miałaby tu sens? Biję się z wyrzutami sumienia dlaczego nie próbowałam masować mu serca, oddychać za Niego.... Ale czy u chorego psa miałoby to sens? Sama racjonalnie nie potrafię myśleć.. nie teraz... ale wyrzuty sumienia nie pozwalają mi funkcjonować.... Tak bardzo mi brakuje tego futrzaka we wszystkim...
Wiedziałam, że starta będzie niełatwa, ale nie sądziłam, że będzie tak ciężko....