Jump to content
Dogomania

KułAga

Members
  • Posts

    71
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by KułAga

  1. wytrzymał młodzieniec ten czas bez Was? czy straty są?
  2. U Kasi skrzynka pełna i nie przyjmuje więcej wiadomości;), więc pisze tutaj: Paczka z dap'em i kalmaidem już wysłana. powinna dotrzeć w sobotę (jeśli pracuje listonosz:)) albo w poniedziałek. A jak młodociany?
  3. [quote name='AlfaLS']Kasiu wszystko kupuj!!!! Przekaże za to kasę wraz z przelewem za Hotelik, który już niedługo będę robiła :lol: Dzielna Kasia, dzielny Uran !!! Oby tak dalej !!!![/QUOTE] co do dap i kalmaida to jak obiecałam poleci paczką, niestety w sobotę nie udało mi sie wysłać paczki, poleci jutro, ale za to ekspresem:)) Co do Urana, dzielny chłopak, mam nadzieję, ze to już wszystko na dobrej drodze i młodzieniec będzie coraz spokojniejszy:)
  4. [quote name='azalia']Jak tam zachowanie Uranka?Czy kontaktowaliście się już może z behawiorystą?Pozdrawiam![/QUOTE] Udało się umówić, albo chociaż porozmawiać z Panią?
  5. rano poszła wiadomośc do Kasi, mam nadzieję, że kontakt pomoże by i Kasia z mężem i Uran odetchnęli:) a młodzieneic żeby oduczył sie brzydkich sztuczek
  6. [quote name='AlfaLS']KułAga byłoby super!!!!!!!!! Musimy Kasi jakoś pomóc bo inaczej nam wyeksmituje nygusa :evil_lol: KułAga mam pytanie - możemy z tej kasy, którą przekazałaś Uranowi opłacić behawiorystę?????? Miałam o to zapytać na PW ale jak Cię tu zobaczyłam ......;)[/QUOTE] Co do pieniędzy-wolałabym nie podejmowac decyzji, pieniądze ( z założenia) zostały przekazane na 6 miesięcy pobytu Urana plus 200 (jako niejako równowartość zrzuty transportowej:)) było górką na inne potrzeby np. kastracja. Behawiorysta Uranowi na pewno się przyda, więc jeśli tylko uważacie, że bardziej potrzebuje behawiorysty to ja nie mam nic przeciwko, ale nie mogę powiedzieć "tak, przekażcie ją na behawiorystę" albo "nie, bo to na pobyt w DT". Właśnie ta Pani radziła mi pałętać się w kółko po mieszkaniu w ubraniu, zakładać buty, kurtkę, zdejmować, tak, aby Uranowi opadały emocje i niewiele robił sobie z mojego widoku w kurtce i butach:) na pewno powie wiele mądrych rad, i to takich właśnie na dłuższe stosowanie. jak wrócę do domu to poszukam i nr i moze kilku jeszcze porad
  7. [quote name='Jasza']Zaglądam do przystojniaka. Cudny jest, czmu taki niegrzeczny...[/QUOTE] co do behawiorysty poszukam w kontaktach telefonu do Pani z Katowic bodajże, Pani która współpracuje ze schroniskiem w Tychach, ale pewnie już tą Panią znacie:) Jeśli nie to wyślę Ci Kasiu osobną wiadomość:)
  8. [quote name='AlfaLS']Teraz możemy przystąpić do dużej akcji ogłoszeniowej naszego bezjajecznego kawalera :lol:[/QUOTE] Znawcą tematu nie jestem, ale jeszcze dałabym mu trochę wakacji...
  9. [quote name='Jasza']Dobrze, że już po wszystkim!:loveu:[/QUOTE] dokładnia, trzymałam wczoraj kciuki żeby wszystko dobrze poszło i nie było żadnych niespodzianek. Mam nadzieję, ze troszkę teraz chłopak sie uspokoi i przestanie broić Wam w domu:) a i Ty Kasiu będziesz teraz spokojniejsza zostawiając Don Juana z damami w domu:)
  10. Obejrzałam zdjęcia Urana i filmik...i powiem jedno, u nas nie miał możliwosci być tak szczęśliwy...za mała rodzina, brak kumpli i koleżanek:cool3: Teraz na prawdę wierzę, ze jednak teraz będzie mu lepiej...a jego dom chyba powinem być "liczny";)
  11. Witam wszystkich ponownie. Chcemy w tym miejscu bardzo podziękować tym, dzięki którym Uran mógł spokojnie spędzić te 6 lat w schronisku, tym którzy pomagali mu ogłaszając go, prowadząc wątek na dogomanii, tym dzięki którym mógł dotrzeć do nas, oraz znalazł teraz taki fantastyczny dom tymczasowy. Dziękuję także wszystkim, którzy wspomogą Urana teraz, a przede wszystkim przyszłym Urankowym Państwu. Bardzo dziękuję Grażynie, Oldze za opiekę nad Uranem, Alfie za koordynację, a teraz Kasi i jej mężowi za to, że przyjęli pieska i opiekują się nim. Mam nadzieję, ze ten czas jaki spędzi u Was będzie dla niego ukojeniem po schronisku i w tak doborowym towarzystwie będzie czekał na dom stały, taki który zaopiekuje się nim tak jak na to zasługuje. Dziękuję za powściągliwość w wygłaszaniu niektórych komentarzy, a także za to, ze część z członków forum zrozumiała, iż pomimo niewątpliwej przykrości jakiej doznał Uran ma teraz szansę mieszkać u Kasi i codziennie żyć niemalże jak w raju (widok mogliśmy podziwiać tylko nocą, ale i tak był powalający:)) Nie będę teraz tak częstym gościem forum jak dotychczas, ale w razie potrzeby proszę kontaktować się ze mną. Adres mailowy ma Alfa, a we wcześniejszych wypowiedziach tez zdaje się podawałam go. Mam nadzieję, że przekazana kwota wystarczy na pobyt Urana i zapewnienie mu niezbędnych zabiegów. W razie potrzeby wiecie gdzie się zwracać:)
  12. Czy uważacie że jest rozwiązaniem ciągnąć psa o godz5rano na spacer i zaraz o 6 wieźć gdzieś do kogoś na ok 12godz potem przywieźć do domu na godz 19 wyjść na spacer i następnego dnia to samo!!! Nie wiem kto będzie bardziej skołowany ja czy Uran, to jest naprawdę super pies i zasługuje na lepsze życie niż mieszkanie w dwóch domach i spacery połączone z jazdą autobusem po Warszawie. To nie będzie dobre dla psychicznie niego a fizycznie dla mnie. W takim działaniu nie nauczy się że nie można wyć, a wyjścia Pani i Pana z domu to luzik i nie trzeba się stresować. Nie wytłumaczę sąsiadce, która ma małe dziecko że to nie moja wina że pies wyje, że to nie dlatego że chce mu się siku tylko że tęskni. Nie wiem jaki błąd zrobiłam, że tak się zachowuje u Olgi Uran nie wył. Mam nadzieje że dzięki temu że go wzięłam, że ruszył się ze schroniska po 6 latach, że już jest sprawdzony wiadomo, że: nie niszczy rzeczy w domu, nie załatwia się w domu, że umie chodzić na smyczy, że nie gryzie się z innymi psami, że potrzeba mu "przywódcy najlepiej męskiej ręki" lub osoby która znaczną część czasu przebywa w domu, otworzy mu drzwi do domu w którym będzie mu dobrze, bo jeżeli nadal siedziałby w schronisku i nic nie byłoby o nim wiadomo, to nie wiadomo czy w ogóle by z niego wyszedł. Kocham Uranka i wiem, że jeżeli miała bym go co dzień rano wozić gdzieś na cały dzień do kogoś i nawet nie móc się nim pocieszyć w domu bo przez 2 godziny które była bym wtedy w domu musiała bym zająć się też obowiązkami domowymi i po prostu się wyspać wypocząć. Ktoś pisał, czy nie moge poświęcić mu trochę czasu na trening. Mogę jak na razie 3 dni od rana do wieczora kołowałam się po mieszkaniu to w ubraniu, to bez , zamykałam i otwierałam drzwi, wracała, głaskałąm jak się uspokoił, wychodziąłm na klatkę i czekałam pod drzwiami, 3 dni. Osiągnęłam tyle, ze Uran wie kiedy sa ćwiczenia i nie piszczy, a kiedy wychodze "na serio" to wyje w niebogłosy, oraz to że zaczął na mnie warczeć pod koniec dnia szkolenia. Nie siedziałam bezczynnie, tylko czytałam, szukałam, pytałam i wprowadzała w życie, to co uważałam, że na dłuższa metę sprawdzi się w naszym domu. Te 3 dni szkolenia które zrobiłam przerosły minie, nie potrafię traktować go jak przedmiotu, nie móc okazać mu radości kiedy on się cieszy tylko dopiero gdy się uspokoi, bo wiem że wtedy kiedy ja będę musiała wyjść on będzie tęsknił jeszcze bardziej i będzie WYŁ. Wycie było warunkiem przyjęcia tego psa Grażyna o tym wiedziała dlatego trafił do Olgi może ten pobyt tymczasowy trwał za krótko albo ja zrobiłam błąd bo od razu go pokochałam nie pozostawiając żadnego dystansu i teraz mamy taką sytuację. oceniacie moją decyzję i pewnie lada moment pojawią się komentarze o "nieodpowiedzialnych idiotkach", spodziewam się tego, ale uważam, ze większa odpowiedzialnością jest oddać psa, co do którego się wie, ze nie da rady się nim zająć w taki sposób w jaki się powinno, a nie wozić psa po całej stolicy w nadziei, ze ktoś się nim zajmie i kołować go jeszcze bardziej. Zanim zaczną padać gromy na moją osobę proszę, abyście przemyśleli jedno - w momencie kiedy psa odbiera się z nieodpowiedniego domu, jest ok, ktoś zainterweniował i pies będzie miał tylko lepiej, natomiast kiedy sama chcę oddać psa bo wiem, ze nie dam rady się nim zaopiekować to jest to złe. Trzeba przyjąć, ze ten dom i wyciągnięcie go ze schroniska było krokiem dla niego, będąc w hotelu/DT młody jeszcze myślę, ze opanuje to czego nie zdążył u nas. Wiem, ze wtedy będzie ogłaszany mocniej i będzie można napisać o nim "grzeczny, nie niszczy w domu, spokojny, idealny towarzysz spacerów" i nie będzie odpowiedzi takich jak do tej pory "wzięłabym go ale skoro on nigdy nie był w domu, to....", nie wiem czy gdyby nie nasza decyzja to czy kiedykolwiek ktoś zdecydował by się Urana przenieśc do DT/hoteliku by można było powiedzieć o nim więcej. Nie chce by wracał do schroniska, dlatego nie siedzę w tym momencie w pociągu i nie jadę do Tychów, tylko proszę o pomoc w znalezieniu Hoteliku/DT. Ja nie siedzę na dogomaniii od kilku lat i i nie wiem do kogo się zwrócić, mogę oczywiście wpisać w wyszukiwarkę kilka dt ale mi nic one nie mówią, a sami piszecie, ze DT MUSI być sprawdzony. ja z forum kojarzę tylko Was, odwiedzających wątek Urana, nawet nie wiem, czy osoba do której bym się zwróciła nie jest kimś komu nikt z Was w życiu nie oddałby psa. Nie jest mi łatwo oddać Uranka możeci mi nie wierzyć ale tłumaczę sobie że to jest dla niego duży krok w przód mam nadzieje że zostanie spożytkowany i da mu normalny dom a nie dom nocleg i jazdę autobusami z miejsca na miejsce. Przepraszam i proszę o pomoc dla Uranka
  13. [quote name='AlfaLS']Wysłałam skany / mam nadzieję, ze będą czytelne ;)/ i jeszcze coś takiego znalazłam: i to: [URL="http://www.dogomania.pl/threads/179112-1-5-roczna-sznaucerka-od-kilku-dni-drapie-w-drzwi-i-niszczy-%C5%9Bcian%C4%99!!Pomocy/page2"]http://http://www.dogomania.pl/threads/179112-1-5-roczna-sznaucerka-od-kilku-dni-drapie-w-drzwi-i-niszczy-%C5%9Bcian%C4%99!!Pomocy/page2[/URL] zwłaszcza ostatni post - zwróć uwagę.[/QUOTE] a tego o drapaniu nie czytałam, calm aid też już mówiła mi Pani behawiorystka, poniekąd to samo w wersji dla ludzi nazywa się calm:) tylko skład musze porównać;) młodego na razie boję się zostawiac samego, cwiczymy cwiczymy, męża dziś poprosze , zeby kupił uspokajacza, wczoraj byłam zbyt zaaferowana ćwiczeniami:) [quote name='Jasza']KułAga...Ciebie się czyta jak poradnik i to taki z prawdziwego zdarzenia. Uran - szczęściarzu ;-)[/QUOTE] dziękuję za komplement:oops: a ja tylko relacjonuję nasze postępy, a może jak ktoś przypadkiem czyta i potrzebuje rady:), wiem wiem to nie ten dział, trzeba się z informacjami udzielać na innych watkach-tematycznych:)
  14. [quote name='AlfaLS']Wysłałam skany / mam nadzieję, ze będą czytelne ;)/ i jeszcze coś takiego znalazłam: [URL="http://www.dogomania.pl/threads/19960-pies-wyje-zostawiony-sam-w-domu%22"]http://http://www.dogomania.pl/threads/19960-pies-wyje-zostawiony-sam-w-domu[/URL] i to: [URL="http://www.dogomania.pl/threads/179112-1-5-roczna-sznaucerka-od-kilku-dni-drapie-w-drzwi-i-niszczy-%C5%9Bcian%C4%99%21%21Pomocy/page2"]http://http://www.dogomania.pl/threads/179112-1-5-roczna-sznaucerka-od-kilku-dni-drapie-w-drzwi-i-niszczy-%C5%9Bcian%C4%99!!Pomocy/page2[/URL] zwłaszcza ostatni post - zwróć uwagę.[/QUOTE] dzięki za skany, zaraz sprawdzę pocztę. te artykuły na dogo tez już przećwiczyłam:) ale i tak bardzo dziękuję za linki a z młodym postępy :multi: wczoraj kołowałam go na tych 2 spacerach, jak zaczynał ciągnąć to ja w druga stronę, po chwili znów zmiana kierunku:) żeby się nie nudził i nie zmarzł to i tempo trzeba dobre narzucić, ale też skręcać w najbardziej niespodziewanych dla psa miejscach, ja na początku skręcałam w inna alejkę niż pies oczekiwał, a późnej skręcałam na trawnik, szłam prosto na drzewo, w krzaki, żeby wiedział, ze to różnie może być i że jak będzie szedł przede mną to Pani mu zwieje:razz: hehe ale chyba chodzi o to, żeby wiedział, ze nie On przewodzi spacerem:) czeka już przed wejściem do klatki, ja wchodze pierwsza, do domu to samo, dopiero jak moja przynajmniej jedna nóżka jest w domu Urański rusza;) nauka wychodzenia..już na razie małe postępy Urana totalnie olewam, wstaję rano pies radosny, a ja obojętnie przechodzę koło niego, dopiero jak się uspokoi i lezy np.ma swojej leżance to go głaszczę i też nie pozwalam mu na zbytnią radośc, jak zaczyna po mnie skakać "bo już można" zostawiam go w spokoju. moze to drastyczne, ale na pewno skuteczne i z tego co wiem, chodzi o to by pies nie miał wachań pozmiomu hormonów,a co za tym idzie nastrojów. (dobry patent na zbyt wylewne psy w stosunku do gości, albo w ogóle, nawet nie tyle tylko nie reagować co odwrócić się do psa plecami i tak robić dopóki się nie uspokoi-to nie mój wymysł, oglądałam to kiedyś w jakimś mądrym programie typu "ja albo mój pies"). tą sztuczkę testowałam jak ubierałam się "wyjściowo", chodziłam po domu, a potem zamknęłam się w łazience na kilka minut, pies wrócił na leżankę, ale jak wyszłam to szczęście ogromne, więc ja usiadłam na krzesełko, bezruch i tylko odwracałam się jak zaczynał za mocno na kolanach się opierać. jest sukces bo wcześniej jak zamykałam sie w pokoju to pies łapką w drzwi, a potem stał i stał jak wychodziałam. teraz za siup mu drzwi przed niosem a młody lezy i nie reaguje...(no nie ma jeszcze 100% skuteczności)...tyle że to na razie zamykanie w pokoju, z zamykaniem drzwi wejściowych to trudniej trochę bo stoi i patrzy (tylko stoją za drzwiami, trzymam klamkę, nie zamykam drzwi na klucz, popołudniu zaczną zamykać i odchodzić), na razie niech wie, że wychodzę, później będe dawkowała mu emocje:) mąż z niedowierzaniem na mnie patrzy, bo Urański za bardzo na niego nie reaguje, trzeba go mocno nawoływać, żeby przyszedł do męża, a ja z kuchni "Uran" i już przy mnie:) czyszczenie łapek, nie lubi, ale wie co trezba robić-tu pomoć męża bo ja kombinowałam, do łazienki, moczymy łapki, z przednimi szło nieźle, ale jak z tylnymi, bo przecież uciekał z łazienki i trudno było te łapki czyścić. z pomocą przyszedł mąż-położył Urańskiego;) i teraz tak Uran leży na korytarzu (bo tam bezpiecznie) ja idę z mokrym ręcznikiem Uran patrzy się na mnie, ja "wiesz co trzeba zrobić" Uran siada, ja "no coś jeszcze" Uran bach na bok:) i wycieram mu łapki:) aha młody jak zaczynał być zdezorientowany o co chodzi, ze na niego nie reaguję, zaczął robic sztuczkę magiczną, którą wie, ze mu nie wolno...wskakiwał na łózko i to wtedy kiedy go olewałam) pierwsze kilka razy bezwiednie reagowałam "zejdź natychmiast, jak nie reagował to go zrzucałam,) dopiero po chwili zrozumiałam, ze pies mnie " jak nie kijem to młotkiem";) popukałam się w głowę "oj stara ty i głupia, młody w durnia Cię robi" to wychodziłam z pokoju, wiedziałam, ze wyjdzie, zadowolony merdacz ogonkiem, wtedy siup do sypialni i drzwi mu przed nosem:) oczywiście po jakimś czasie wyszłam i pochwaliłam chłopa, ze tak dzielnie znosi moje ćwiczenia:) aha i jedna jeszcze rzecz pies boi się facetów, wczoraj przyszło do nas 3, pies zamarł ogon pod siebie i wtulanie "pomóż mi", a jeszcze przed chwilą był zadowolony bo szykowaliśmy się na spacerek... tyle relacji z placu boju o spokój duszy Urańskiego:) będę zdawała relacje:) jak będą na maksa skuteczne to zacznę dawać porady:)
  15. :oops: nie wrzucę, bo nie umiem, nawet nie wiem jak załadowac je do picassy żeby wkleić linka. moze ktoś chętny do przesłania zdjęc i udostępnienia w moim imieniu?:)
  16. [quote name='AlfaLS']I kiedyś była Pani Zofia chyba Mierzwińska / albo jakoś podobne nazwisko/ - też świetny fachowiec. KułAga a w tym Azorres to chcesz go tylko zostawiać na czas pracy czy żeby z nim także pracowali? Pytam bo jak tylko zostawiać to może znajdziemy kogoś na dogo kto by przygarniał na te kilka godzin... Warszawa duża, może znajdziemy jakąś duszyczkę, która ma sporo czasu bo np. nie pracuje a chciałaby zająć się nim troszkę... Jak nikt z dogo to może nam kogoś innego podpowiedzą warszawscy dogomaniacy. W mojej mądrej książce jest napisane że to lęk separacyjny. To co robisz jest bardzo dobre. Jak chcesz to Ci mogę zeskanować tych kilka stron i podesłać na mejla.... Tylko to wszystko wymaga czasu a tu go nie mamy:shake: Dlaczego Uranek był grzeczny w DT a teraz tak dokazuje - czyżby dlatego, ze poczuł, że to jego dom, jego opiekunka i tak bardzo boi się ją stracić? Nawet na chwilę?[/QUOTE] Nie wiem dlaczego teoria Grażyny jest taka, ze za bardzo nas pokochał;) a ja myślę, ze nieco z nim pofolgowaliśmy (wedle jego mniemania) bo nie sądzę abyśmy nadto go rozpieszczali... Co do stron chętnie maila zaraz wyślę na pw, a w sumie dla chętnych podaję maila [email]agkulaga@gmail.com[/email] co do lęku-tak tak właśnie się to nazywa, a my staramy się go opanować, dzisiaj był spacerek w caaaałkiem nowe miejsce i chyba zakręciłam młodego, nie wiedział o co tej Pani chodzi, raz w prawo, raz w lewo, kilka kroków do przodu, potem zawrotka, i znów w prawo i lewo:) ale przynajmniej wiedział, ze nie jest tak, ze to on zawsze prowadzi, nawet jak kawałeczek wyszło, ze On skręcił, to zaraz jakąś zmiana planów była:) I wielki sukces...bardziej chyba mój niż Urańskiego ...z drżeniem serca puściłam smycz...na szczęście park wybrałam wyludniony, więc za innym psem raczej by nie wyciął w długą:) jak odbiegał za bardzo biegłam w drug ą stronę i wołałam go (tak samo jak zawsze), ale pietra miałam, na szczęście smycz była długa, więc miałam nadzieję, ze jakby co to złapię choć kawałek smyczy:) zobaczę co powie Pani z Azzores, czy to dobry plan zabrać go na weekend w całkiem inne miejsce i tam poćwiczyć rozstania. tam jest inny piesek, który być może pokaże Urańskiemu, ze nie trzeba wyć z okazji wyjścia Pani z domu...gorzej jak Urański poduczy towarzyszkę;) zaraz znów poćwiczymy ubraniowo i jak będzie dobrze szło to jeszcze wieczorem zostawię męża i skoczę gdzieś na zewnątrz, niech lepiej nawet zamknięty w pokoju mąż w razie czego interweniuje;) na początek będę musiała psa zostawiać gdzieś, dobrze jeśli byłaby to osoba, która mogłaby młodzieńca co nieco poduczyć, ale ceny w Azorres zaporowe;/ 10 godzin szaleństw młodego po pierwsze i jego mączą nieziemsko, a także sąsiadów. Dzis poznałam sąsiadkę z wyższych kondygnacji, która zapewniała mnie, że absolutnie jej to nie przeszkadzało, ona rozumie, tyle że psiaka strasznie było jej szkoda "jakby co była sytuacja podbramkowa mogą państwo go do mi podrzucić...(po chwili)tylko nie codziennie".:loveu: i jak tu nie kochać sąsiadów kiedy oni tyle radości człowiekowi przysparzają wiec jeśli udałoby się znależć jakąs przechowalnię dla młodocianego, albo kogoś godnego zaufania, to oczywiście zostawiłąbym u niego psa, z pewnością nieco mniej zrujnowałoby to moja kieszeń:) aha fotki fotki zaraz wrzucę ze spaceru;)
  17. no dobra doczytałm koszty pobytu psa w Azorres...uch zacznę szukać innego hoteliku...ale czas na "ubieranko" z Uranem
  18. No i jestem...wczoraj Uran dał czadu jeszcze większego...w domu prawie zero zniszczeń (tzn buty grzecznie stoją, moje rękawiczki co spadły mi na podłogę też całe...za wyjątkiem drzwi wejściowych... dobrze że dziury w nich nie ma, bo by wyskoczył chłopak, zjadł/wydrapał raczej takie obicie miękkie od środka (ja mam stare drzwi wejściowe, może co niektórzy pamiętają takie np. u Babci albo starszej cioci) dziś spokój, bo jestem w domu, ćwiczymy rozstania, a jutro jesteśmy umówieni z Panią z Azorres na spotkanie. Wiem już że trzeba będzie młodemu zorganizować jakiś hotel na czas nieobecności, bo to już nie chodzi o uciążliwość, ale o dramat. Jak weszłam na klatkę to nie mogłam uwierzyć, ze pies może takie dźwięki z siebie wydawać, a słychać go było na zewnątrz. Ogólnie chłopak musi odreagować te 5 lat, więc zaczyna być trochę nerwowy, to zaczyna szczekać na windę, albo jak ktoś przechodzi (dziś w nocy i rano) mimo iż jestem/jesteśmy w domu. na spacerze tez zaczyna mocniej ciągnąc i warczeć na inne psy jak mu się nei spodobają, Generalnie kłopot jest...ze mną. Na męża nie reaguje, jak wchodzi do domu, to zerknie na niego i "a już jesteś", na mój widok szaleństwo. Wczoraj wyszłam wieczorem wyrzucić śmieci,mąż w domu, ubrałam sie "na poważnie", buty, kurtka, szalik czapka drzwi zamknęłam na wszystkie spusty, a pies oczy wielki, na męża "co jej nie ratujesz???" i do drzwi i dramat, skomlał dopóki mąż go nie uspokoił (kilka minut). dzis na razie ćwiczę zamykanie się w sypialni, od razu łapką w drzwi, ale później spokój, ale nawet jak wychodzę po ok 20 minutach to nie leży spokojnie na leżance, tylko stoi i patrzy na te drzwi. dziś będziemy go oswajac zaraz z ubieraniem się tzn. mam sie ubrać normalnie i w tych ciuchach chodzić po domu, usiąść pozwolić mu sie uspokoić, rozebrać, po chwili znowu to samo... no i jeszcze lek będzie niezbędny 5htp czy jakoś tak, feromony może...są jeszcze patenty (wczoraj Grażyna dała mi namiar na panią behawiorystkę, ale z Katowic, podpowiedziała kilka patentów, ale to długofalowych raczej, a ja niestety nie mam tyle czasu, żeby go zostawiać samemu i niech się ćwiczy w samotności...trzeba będzie ten hotelik... będe szukała dzisiaj jakiś ofert (popytam w Azorres-tu znowu kontakt od Pani behawiorystki Katowickiej:)) jak u nich wygląda kwestia hotelikowa,na czas pobytu w pracy, ale może przypadkiem Wy coś wiecie i możecie dać jakiś namiar..będę szukała, bo nie chcę młodego oddawać, choć wczoraj to wyłam pół wieczora z bezsilności...młodego mocniej ustawiam, taka zaczyna się "szorstka przyjaźń", smycz na krótko, tylko puszczam, jak mijamy "jego" krzaczki, powrót do domu kiedy ja chcę, a nie On, do tej poey nie było problemu, ja wchodziłam do domu pierwsza, teraz zaczyna się "stawiać' i trzeba go mocniej przytrzymać przy drzwiach...trochę pracy przed nami mam nadzieję, ze będzie zakończona sukcesem, ale cóź to już nie tylko nasz wkład pracy (choć głownie) , ale także Urana... co do smakołyków...Urana nie interesują gryzaki itp. dziś dipiero pierwszy raz wziął do pyszczka "kość" o smaku bekonu, suchej karmy prawie wcale nadal nie, patyki z dworu leżą nietknięte...on sonie leży, patrzy i zbiera siły na następne 10 godzin szaleństwa...
  19. Ja wiem, ze każdy pies potrzebuje czasu, zeby się przyzwyczaić, tyle że im większy to często potężniejsze płuca i bardziej donosny głos. Ja ich nawet rozumiem, że to jest uciążliwe, ale ja staram się zawsze zrozumieć, ze to tak jest, jak sąsiad zza ściany pół roku robił remont (stwierdził, ze zadanie przerosło chyab ekipę) i cały ten czas wierciły wiertary i młoty rozwalały ściany, to moze to dziwne, ale mi to nie przeszkadzało-ok słyszałam i czasem głowa puchała- ale wiedziałam, ze bez hałasu nie ma remontu, a teraz ma piękne mieszkanko, że az miło popatrzeć jak się przechodzi obok, a drzwi sa uchylone;) to samo z innymi psiakami, ale nie oszukujmy się, nawet jak mówią mi, ze pies musi mieć czas i że rozumieją, to nie znaczy że nie słyszą, mi też serce zamarło jak weszłam na klatke na parterze i słyszałam ujadacza na 3 piętrze, a że on tak 10 godzin... głownie mam nadzieję, że się uspokoi dl aniego, bo to znaczy że już poczuł sie dobrze i rozumie, ze zawsze wrócimy do niego, i nie oszukujmy się sąsiadów też trzeba brac pod uwagę...
  20. Aha i bardzo dziękuję za fotki ja nie mam teraz czasu do kompa nawet zajrzeć po pracy, a wczoraj aparatu nie wzięlam. mam nadzieję, ze wybaczycie mi, do weekendu postaram się zmontować trochę zdjęć. mamy teraz małą reorganizację dnia i jeszcze nie odnalezliśmy się wczoraj z nowym rozkładem dnia:)
  21. no więc jakby to rzecz...wczoraj cały dzień podobno wyjec, już na wejściu na klatke miałam starcie z jedną ze starszych mieszkanek...ale zawsze miałam wrażenie, ze chce mi walnać tylko nie znalazła jeszcze pretekstu;) Starałam się żeby ta Pani nie wyporowadziła mnie z równowagi pytam, czy cały czas szczekał, czy może miał przerwy, a od której, ona że cały czas i tak już myślała że serce mu pęknie z tej ropaczy tak sie męczył i zaczęła robić mi wykład na temat tego, ze pies to istota czująca, cierpi i uwaga!!! ma puls i krew w nim płynie, ale ja pomna mądrych prawd ludowych "nigdy nie kłóć się z idiotami, sprowadzą Cię do swojego poziomu i pokonają doświadczeniem" mówię do Pani "proszę Pani w Polsce jest ok 8 mln psów, czy uważa Pani że KAZDY z nich ma takiego farta, ze jego Pan jest emerytem albo nie pracuje?, poźniej że to normalne ze psy zostają na kilka godzin same w domu, tylko ten potrzebuje kilku dni na przyzywczajenie się do sytuacji, jak wyleciała mi 2 raz ze schroniskiem (że jak nie umiem i nie mam możliwości zajęcia sie psem to moze powinnam oddać go komuś kto będzie umiał się nim zająć, albo oddać go do schroniska) to jej wytłumaczyłam że pies jest u mmnie od soboty, że to jego pierwszy dzień kiedy wyszłam do pracy (ona lament ze tyle godzin), czy w niedziele słyszała cokolwiek (ona ze nie), to ja że w niedziele pies został sam na 4 godziny (na to ona, ze to moze powinnam wcześniej z pracy wracać), ręce mie opadły i powiedziałm jej raz jeszcze ze przepraszam za hałas, mam nadzieję, że chłopak niedługo sie przyzyczai do sytuacji i widzac że cos znów chce wciac wyparowałam, ze pies właśnie jest ze schroniska, ze ma 6 lat a ostatnie pięć spedził w schronisku, ze jestem jego pierwszym właścicielem i że jeśli uważa że go katuję i znęcam się nad nim (tak mi wyparowała na dzień dobry) to chyba sama nie wie o czym mówi, i chyba nie uważa że jest mu teraz gorzej niż przez te oststnie 5 lat, kiedy opiekuna widział kilka minut dziennie jak dawał mu jeść i sprzątał boks...zrobiła wielki oczy i zaczęła że pies urodzony pod nieszcześliwą gwiazdą bla bla bla... jako że ja jestem człowiekiem spokojnym, do czasu az mnie wpienią a wtedy jestem w stanie w bardzo wyrafinowany sposób uprzykrzać zycie innym...wziełam głeboki oddech i rzekłam" Prosze Pani, jeśli chce mnie Pani obrażac i udowadniać, ze jestem najgorsza opcją dla tego psa to prosze pomyślec nad innymi argumentami, ja nie mam czasu teraz zPanią rozmawiać pies na nie czeka, zawinełam się i poszłam. Uran szału z radości dostał, skakał do góry miziałam go "Pani" oczy wielkie, ze pies tak się cieszy zapiełam mu szybko szelki a on spokojnie na spacerek, przechodząc koło niej rzekła tylko z politowaniem "ze pies tyle godzin sam w domu, pewni nasikał, kupę zrobił" "nie, prosze Pani, dom jest w idelanym porządku w takim jakiem go zostawiłam, piesek umie wytrzymac kilka godzin bez spaceru", na koniec porzegnała mniesłowami"żebym sie nie martwiła, bo ona na mnie nie doniesie"-na co? do kogo? aha, pewnie, ze znęcam się nad zwierzetami... uhhh rozpisałam się... bynajmniej to tej utarczce zrobłam wywiad środowiskowy...sąsiadka piętro niżej (trochę chyab jednak głuchawa)...ze było go słychać, gdzies chyba od 10 ale potem to już cały czas; dozorczyni "ja to go nie słyszałam za bardzo, chyba tylko 2 razy, tak coś koło 10, potem to nie wiem chyba gdzieś koło 14, ale to razem z psem który jest na Panią, ale pzrezciez to nowa sytuacja dla niego każdy pies tak reaguje, i tak nie był tak głośny jak bokser z naszego pietra", ok poszłam do sąsiadów za ścianą mają ok 3 letnie dziecko "cały dzień, ale spokojnie, dało się wytrzymać mały spał bez stresu nie było to takie uciążliwe, ale jak Pani pyta to cały dzień" rano rozmowa jeszcze z dozorcą, ze w sumie to nie było go za bardzo słychac, tylko popołudniu dał popis na spółkę z bokserem z 6 piętra... wniosek taki, piszczał cały dzień, dwa razy dał wszystkim do wiwatu... dzisiaj dałam mu uspokajacza, jak wychodziłam to zaczął wyć, ale dzwoniłam niedawnio do dozorczyni to mówi, ze cicho jest, nie słyszała go na klatce, moze uspokajacz zaczął działać i chłopak lezy sobie spokojnie. Ale już zaskakuje o co chodzi (to przeciez dopiero 2 dzień pracowniczy jak jest u nas, dzis już nie pilnował mnie tak bardzo jak przebierałam sie do pracy, tylko leżał na leżance i wygądał jakby miał uciąc sobie drzemkę). tylko jak wyszłam z domu to słyszałam, że zaczał...jakby niebyło w bloku jest kilka psów, każdy na początku wył i piszczał, przy każdym wiadomo było ze to sytuacja tymczasowa, na dzisiejsze spotkanie szykuje sobie już riposty, ale boję się, ze zacznie się pyskówka, niby nie chcę babci nawrzucać, ale chyba w końcu ktos musi, bo ona do wszystkiego dosłownie do wszystkiego się czepia... ale wracając do Urańskiego...spacerki już spokojniejsze, nie ciągnie tak smyczy,chyba że jakiś super zapach albo wychaczy jakąs super piękną psią damę, już wybiera krzaczki i drzewka przy których chce sie załatwiać, a inne ignoruje. w końcu wczoraj się przełamał i zaczął jeśc suchą karmę, od soboty to tylko kilka froliczków dziennie i to tez tylko jak mu się podsunęło. Wczoraj zjadł ze 3 froliczki, kilka kulek darlinga i 2 jajka na twardo, a to smakowało mu najbardziej, kaszy z "mielonką kurczakową" nie bardzo, choć sama mielonka ok. może dzisiaj będzie makaronik z mięskiem, nie chcę kombinować za bardzo z jedzeniem, bo musi przejśc głownie na suchą karme z jakimiś frykasami ale to od czasu do czasu. nie sądzę by w schronisku dostawał lepszą karmę, wczoraj dopadł kośc z zupy, wszamał w kilka sekund a był to kawał indyka:) w nocy cisza i spokój, zaglądał do sypialni, ale spokojnie wracał na miejsce.
  22. hmmm szczerze mówiąc to wcale nie szukalismy psa...nawet umówiliśmy się kiedyś, że pies to dopiero jak będzie dom z działką, bo pies w bloku to całkowita pomyłka...(tyle, ze zawsze zakładaliśmy, ze raczej będzie to pies "w potrzebie"). przez zupełny przypadek zamiast wpisać gratkę w pasek adresowy wpisałam w wyszukiwarkę...i pod napisem gratka były odnośniki do kilku kategorii m.in. zwierzęta "o ciekawe ile kosztuje szczeniak bigla i basseta" (zawsze nieziemsko podobały mi sie te 2 rasy-ale to i tak z ciekawości niz chęci posiadania psa:)), z lewej opcja psy do adpocji/oddania i tak sobie kliknęłam...Uran był na 1 stronie ... tyle tutułem wstępu...czyli jak to się stało... Jak już zobaczyłam biedaka (a było tylko 1 zdjęcie) opis zdołował (jak to biedaka atakują inne psy???), zobaczeniu tego smutnego nochalka, który jakby mógł to wcisnąłby w schodek, wysłałam linka mężowi, i telefon "wiem, ze powiesz nie, ja tez tak bym powiedziała jeszcze kilka minut temu, ale...wysłałam Ci linka obejrzyj", po pracy telefon do męża, mąż wypytuje jakiej wielkości, jak wygląda, czy coś więcej wiem, kończy "wiem, obejrzałem-jak chcesz to możesz wziąć, biedak straszny"-stąd telefon do Grażyny i późniejsze oglądanie forum...i bardzo mi się spodobał chłopak, ale tu to co bardzo mnie zasmuciło zaczęło być problemem-czy damy radę, bo to taka odpowiedzialność, jak chłopak nas nie zaakceptuje, co czy nie dostanie jeszcze większej depresji, jak on taki wystraszony, to czy nie skrzywdzimy go bardziej, a jeśli nie damy rady i chłop wróci do tego schroniska???to w ogóle już bedzie dramat, to może lepiej nie...ale siedział mi w głowie cały czas i byłam na siebie wściekła, że chyba powoli odpuszczam... ale decyzja w końcu zapadła, później wizyta przedadopcyjna i postanowienie-nie, nie możemy wziąc na siebie tyle odpowiedzialności, później wiadomo kolejna burza mózgów... Uran jest, czasem zastanawiam się czy opisujący Urańskiego to się przypadkiem nie pomylili i nie opisywali innego psa, albo chociaż nie "podkoloryzowali" faktów, bo to jest inny pies niż ten którego się spodziwaliśmy. Na pewno dużo, bardzo dużo dał domek tymczasowy, bo chłopak tam się otworzył, pierwszy spacer podobno był w tempie żółwia, ja z Uranem chodzę i czasem też biegam i nie wyrabiam jego tempa :) Ale rozpisałam sie nadto, mnie urzekła jego aparycja:loveu: to na pewno, zasmucił watek cierpiętniczy, ale czy to zdecydowało-nie wiem, z pewnością przykuło uwagę. nie wiem czy można na moim przypadku rozważać co moze przyciągnąc człowieka do psiaka...dla mnie wielką niewiadomą było "a jak nigdy nie chodził na smyczy, to czy się nauczy, czy nie będzie sikał w domu, gryzł, piszczał, szczekał, bał się wszystkich i wszystkiego, wywijał sie z rąk przerażony, a jak zwieje ze smyczy i go nigdy już nie zobaczymy, bo biedak wpadnie pod jakiś samochód???" Sa tacy co szukają przytulanki, radosnej merdającej ogonkiem ufnej trzpioty i żadne cierpienie zwierząt ich nie skieruje na szukanie psa "po przejściach, zlęknionego", a są tacy co szukają seniorów, inni stonowanych psiaków inni wariatów do wspólnych harców, a sa tacy co chca pomóc tym "trudniejszym", wiem wiem pisze oczywistości napisałam, ze Uran był na 1 stronie, później przejrzałam jeszcze kilka tych stron, ale to jedno siedziało mi w głowie i inne psy (oczywiście im współczułam) nie wydawały mi sie "interesujące"-wiem, ze to nie dobre słowo, ale nie przyciągały swoim magnetyzmem, nie wiem jak to nazwać. chyba chłopak znalazł "swojego" wariata, sa tacy co przymierzają sie do pieska długo, zastanawiają, oswajają (i chwała im za to:)) a u nas to był taki "strzał" jeden a skuteczny:) pewnie za wiele nie pomogłam, ale studium naszego przypadku z lekka nakreśliłam:)
  23. Ma gryzaki, kość o smaku bekonu, jakąś "coś" szmaciane-wygląda jak tysiące węzełków, nie wiem jak to nazwać, nawet patyczka z dworu stargałam, ale to nie było zbyt atrakcyjne dla Urana, spojrzał się na mnie tak "co Ty mi tu dajesz kobieto!" W dzień nie gryzie, nic go nie interesuje do gryzienia, nas też nie tyla, ani ubranek, ani ręki, buty sobie grzecznie stoją i też są zostawione. może są jakieś zabaweczki gryzałki, ale te co wydaja dźwięki to nie wiem czy sie ich nie wystraszy, albo my nie dostaniemy uwiądu uszu:)
  24. Wczoraj wpadł na pomysł, żeby udekorować nam gałki od szafki, bo takie czarne, jednolite, a teraz to przecież modne w kontrastowe wzorki:) tylko za wcześnie wrócilismy do domu i zdarzył tylko 5 z 12:) i ta piąta tez jeszcze nie do końca dopracowana:) Coż najwyżej pomoże nam w decyzji o remoncie:) może zje ściany i nie trzeba bedzie tylu fachowców do skuwania ścian;) ale na poważnie to mam nadzieję, że uspokoi się, wczoraj po pierwszej nieobecności i naszym powrocie uspokoił się na tyle, że już nie dreptał za nami i nie sprawdzał tak często, tylko leżał sobie spokojnie i patrzył na nas co tam porabiamy, dlatego mam nadzieję, ze jeszcze kilka takich powrotów i nabieże pewności, że wracamy do domu. a po powrocie SPACEREK!!!:)
×
×
  • Create New...