Wczoraj wieczorem wróciłam po 5 dniowej nieobecności, w trakcie której Portosek został pod opieką mojej Mamy.
Stęskniłam się za Nim ogromnie !!!
A co zastałam?
Portosiński najpierw na mnie naszczekał,nafukał,naprychał,nawet trochę powarczał (nie reaguje tak nawet na obcych), po czym odwrócił się do mnie pupą i dumny, z podniesionym ogonem odszedł.
Cały wieczór mnie ignorował, omijał z daleka, a jesli nasze spojrzenia się spotkały, to ostentacyjnie odwracał głowę i odchodził.
Dzisiaj rano, zaraz po moim przebudzeniu wszystko wróciło do normy. Był to już, mój kochany, radosny i usmiechnięty, radośnie witający mnie pies.
Odnoszę wrażenie,że chyba tak sie na mnie obraził, że Go zostawiłam.
Czy to możliwe?