Ty jej tak nie mów, bo będziesz musiała jej Patrycji jakiejś szukać ;)
Mój głos rozsądku (znaczy Tz) jest nieprzejednany. Ustaliliśmy, że październik, że już nieodwołalnie i że choćby się paliło to w październiku najwcześniej mógłby zamieszkać z nami pies. Tak pies, bo doga cały czas próbuję przeforsować. Mój uparł się na ogara... Uzyskałam już nawet zgodę na kompletowanie smyczy, zabawek, misek i reszty "sprzętu". To skompletuję - na doga :P
No i to by było na tyle. Wszelkie moje płacze i krzyki, że Pela, że szczenię, że cudowna na niewiele się zdają. W odpowiedzi usłyszałam że:
1. W październiku kończy się sezon na moją pracę i będę mieć czas na opiekę nad nowym domownikiem i przede wszystkim nie będę wyjeżdżać czasem na całe dnie - no niestety to fakt.
2. Mój TZ będzie w domu, gdyby coś się działo. Poza tym też chce być obecny w pierwszym okresie aklimatyzacji zwierzęcia - niby też rozsądne
3. Stwierdził, że gdyby coś się stało w dzień ślubu z psem (profilaktykę działania przy skręcie zna) a z naszym szczęściem tak właśnie będzie, po prostu nie weźmiemy ślubu, bo ja pojadę do lecznicy - tu już nie miałam argumentów ;)
Także dupa blada :(