gacekccm
Members-
Posts
40 -
Joined
-
Last visited
gacekccm's Achievements
Newbie (1/14)
10
Reputation
-
To ja tak z kronikarskiego obowiązku: Kongo zabieg kastracji przeszedł już parę miesięcy temu z drobnymi problemami - nie zawsze rodzina go pilnowała, przez co sobie wylizał szwy i trochę wydłużył czas leczenia ;) - ale od tego czasu nie ma już najmniejszych problemów. Kopiuje wszystkie zachowania naszego drugiego psa poza najbardziej pożądanym - Gacek się mocno postarzał w ostatnich miesiącach, bo to już 11 letni jamniczek, więc jest wolniejszy, a Kongo tylko śmiga po ogrodzie, aż się kurzy. Wyraźnie brakowało mu ruchu, bo co jakiś czas wypuszczany na zewnątrz nawet bez "intruzów" zza płotu robił kilka rund dookoła ogrodu jak najszybciej, więc od jakiegoś czasu z nim biegam po sąsiedztwie, z początku myślałem, że dla takiego pieska to będzie za dużo, ale niestety gdy ja już umieram ze zmęczenia, to on markotny wraca do domu, bo jest mu mało. ;) Nadrabia zaległości z tego piekła, w którym musiał żyć przez kilkanaście pierwszych miesięcy życia, niesamowicie dużo biega (znajoma dogomaniaczka poleciła mi wysłanie go na jakieś konkursy dla psów, nigdy o tym nie słyszałem, gdzie one mogą się wyszaleć i wybiegać w różnych konkurencjach), Kongo ma mnóstwo energii, jakby przez półtorej roku ją w sobie magazynował i teraz chciał szaleć przez cały czas. ;) Przy okazji nauczył się paru podstawowych rzeczy, po początkowych trudnościach bardzo dobrze reaguje na swoje imię, z czasów choroby pamięta, że przesiedziałem z nim prawie cały tamten czas i z rodziny mnie wybrał na swojego właściciela, bardzo ładnie się słucha, ale niestety tylko mnie, co denerwuje rodzinę. ;) Poza obłędnym apetytem i ciągłym wymuszaniem jedzenia (co robi w dość uciążliwy sposób, bo skacze na człowieka, a skacze bardzo wysoko ;) ), to jest idealny pies, tym większą mamy satysfakcję, że go z tej parwowirozy wyciągnęliśmy, nie sposób opisać szczęścia, jakie odczuwamy z posiadania takiego psa.
-
Nie przesadzajmy, jeszcze były imieniny Twojego Taty, miałem chyba dwanaście. ;) Ale faktycznie, świat jest mały. ;)
-
Obiecałem jakiś czas temu wrzucić zdjęcia Konga. Jako że przerasta mnie obsługa dodawania zdjęć, które wrzucają się do albumu losowo i chaotycznie, to wrzuciłem zdjęcia Konga na imageshack: [url]http://img864.imageshack.us/g/dscn2307jq.jpg/[/url] Zdjęcia są chaotyczne, bo Konga irytuje każdy głośniejszy dźwięk i natychmiast musi podejść do mnie, chce wskakiwać na kolana, uciekać od lampy błyskowej, obwąchać aparat. Dostaje ataków widząc, że ziewam czy kicham, każdy głośniejszy dźwięk powoduje, że natychmiast do mnie podbiega i chce po mnie skakać, przytulać się, jakby okazując mi troskę z powodu... Sam nie wiem jakiego. ;) Chyba myśli że ziewanie to jakiś objaw choroby czy bólu. Jestem przekonany, że Kongo ma świadomość otarcia się o śmierć przy leczeniu tej parwowirozy, bo teraz jest psem jeszcze bardziej żywym, skocznym, radosnym i ciekawskim niż przed wykluciem się choroby. Mimo tych niecałych dwóch lat przez to więzienie w melinie zachowuje się teraz jak szczeniak - interesuje go każdy poruszający się na wietrze listek, lampa, nowe krzaki, poruszające się kamyki, na spacerach jest nieokiełznany i sporo go nauki jeszcze czeka, zanim przestanie się dusić na smyczy. Niedawno zakończyliśmy szczepienia, czekamy teraz na upłynięcie okresu przejściowego między szczepieniami a kastracją. Martwiliśmy się trochę o to, że nie przybiera na wadze, ale osoby widzące go raz na tydzień czy dwa wychwyciły, że już nie widać żeber, skacze zresztą jeszcze wyżej, biega szybciej, wrócił do pełnej formy po tamtym paskudztwie. Przy okazji drugiej szczepionki lekarka powiedziała, że skoro się obawiamy o jego wagę, to możemy zrobić badanie stolca, ale w końcu z tego zrezygnowaliśmy, bo przy okazji choroby stolec wyszedł zdrowy, później był odrobaczany, więc uznaliśmy to badanie za zbędne. Zobaczymy, co lekarze powiedzą przy okazji wizyty przed kastracją, w razie czego przebadamy go dokładnie raz jeszcze. Z Gackiem, naszym drugim psem, dogaduje się bardzo dobrze, potrafią leżeć w jednym koszu, właściwie tylko z jednego korzystają, jedzą obok siebie bez problemów, jedyne kłopoty są wtedy, gdy Gacek zbliża się do mojego pokoju - z uwagi na to, że większość czasu spędzam w nim z Kongiem, to on uznał to za jego osobiste terytorium i szczeka, gdy Gacek do niego wchodzi, choć na tym się kończy sprawa. ;) Zaczyna coraz lepiej akceptować ludzi, pierwsze dwa tygodnie po chorobie to było obchodzenie dookoła, obwąchiwanie na dystans, nawet popuszczanie ze strachu, gdy ktoś się zbliżył, teraz jest już o wiele lepiej.
-
Dziś po raz pierwszy wziąłem go na spacer do sklepu - przywiązałem do barierki i wszedłem na kilka sekund na zakupy, spisywał się nieźle, mój drugi pies nie jest w stanie przeżyć chwili samemu przed sklepem bez kosmicznej paniki. Jest w świetnym nastroju, cały czas się rusza, biega po schodach między kuchnią a moim pokojem, w którym spędzam większość czasu, żeby sprawdzić, co się dzieje, otworzył się też na świat - zwraca uwagę na inne psy, biega po ogrodzie trochę więcej, niż tylko się załatwić, na szczęście nie ujada na byle wróbla, jak nasz jamnik. Zostawiamy już oba psy same w domu, świetnie się dogadują, nie ma konfliktów. Stopniowo zwiększyliśmy rozmiary posiłków i zaraz zlikwidujemy trzeci, zostawiając tylko standardowe dwa, rano i wieczorem, pewnie nic się nie zmieni, Kongo i tak jest cały czas głodny. ;) Były problemy z załatwianiem się, ale od dwóch dni nic nie zrobił w domu, mamy nadzieję, że załapał i będzie robił tylko na zewnątrz. Ze zdrowiem już wszystko gra. W tym tygodniu biorę go na szczepienie, porozmawiamy też o zabiegach, które musi przejść.
-
Nie miej wyrzutów sumienia, uratowałaś Konga, który dzięki Tobie był w stanie się wyrwać z tamtej meliny. W lecznicy mówili mi, że nawet oddanie do schroniska oznaczałoby śmierć, bo nie mają tam takich środków finansowych, by wyleczyć psy, a raczej nie ma wielu takich domów tymczasowych, które z miejsca wydają tysiąc złotych i kilkadziesiąt godzin na leczenie psa kroplówkami... Szkoda, śledziliśmy ten wątek, bo gdyby nie groźba parwowirozy, to może znaleźlibyśmy dom dla niego.
-
Z Kongiem jest już zdrowotnie wszystko ok, w przyszłym tygodniu idziemy już na szczepienie i będzie można odetchnąć z ulgą. Najczarniejszy scenariusz - nosówkę - wyeliminowaliśmy, miały się pojawić objawy w ciągu tygodnia, nie pojawiły się, test na nią wyszedł ujemnie, więc można chyba o niej nie myśleć już. Niestety, razem z powrotem do zdrowia Kongowi wyrosły "różki", zaczął mocno rozrabiać, ale musimy to wszystko się unormuje, oba nasze jamniki wcześniej robiły głupstwa i dało się utemperować je, to pewnie z Kongiem też będzie wszystko ok. ;)
-
Dalsze problemy żołądkowe się nie pojawiły. Wczoraj już ładnie jadł tylko jedzenie i leki, dziś rano miał na czczo badanie krwi, wszystko wyszło bardzo dobrze w normie, pożarł już tabletkę na odrobaczenie, a lekarka na odchodnym powiedziała mi, że kończymy leczenie. Pokonaliśmy parwowirozę. :)
-
Dziękuję bardzo za miłe słowa. :) W domu czeka nas trochę pracy, bo Kongo zaczął obgryzać liście roślin, po czym zwymiotował. Na razie nie idę do lecznicy z panicznym apelem o pomoc, ale jutro trzeba będzie jego brzuch jeszcze obserwować. Pociesza nas to, że psy często jedzą trawę i po tym mają problemy żołądkowe, z Kongiem na pewno jest podobnie, poza tym chłopak jest niemożliwie głodny.
-
Wyniki testów - brak pasożytów. Pazury obcięte, wenflon z łapki zdjęty, temperatura w normie, apetyt bardzo duży, ochota na zabawę i spacery jeszcze większa, ma lekką opuchliznę po zastrzyku, ale mu to rozmasowujemy. NARESZCIE JUTRO MAMY WOLNE OD LECZNICY! (O ile nie będzie niespodziewanych wypadków ;) ). W czwartek pojawiamy się tylko na badanie krwi, jeśli wszystko pójdzie dobrze, to też w czwartek go odrobaczamy i zamykamy rozdział pod tytułem "parwowiroza".
-
[QUOTE] Może jedzonko dawać w małych dawkach , to może się przyjmie[/QUOTE] Dostaje, od niedzieli rana nie wymiotował. [QUOTE]czy podczas pierwszej wizyty u weta został odrobaczony?[/QUOTE] Nie mógł być, cały czas czekamy na pozwolenie, nie można odrobaczać psa leczonego farmakologicznie. Sam się nie mogę doczekać odrobaczenia go, bo póki do tego nie dojdzie, to musimy mu zakazywać siedzenia na fotelach/kanapach/łóżkach, do których nasz drugi pies sam wchodzi, głupia sytuacja, bo Kongo ewidentnie nie rozumie nierównego traktowania jego i Gacka. [QUOTE]tu są nawroty.[/QUOTE] To nie nawroty, Kongo nie ma żadnego z objawów parwowirozy - krwi w kale, braku apetytu, gorączki, posmutnienia, wymiocin. Ma za to bardzo przez chorobę uszkodzone jelita, przez co trzeba się z nimi ostrożnie obchodzić, prawdopodobnie w sobotę przesadziliśmy z dawką jedzenia i stąd te wymioty. Zaraz idziemy po wyniki testów i prawdopodobnie ostatnie zastrzyki.
-
Nie ma wymiotów, nie ma sraczki, to lekarce nie spodobało się teraz coś z jelitami Konga. Dostał lek w proszku do rozpuszczania w wodzie, który ma zlikwidować zapalenie jelit, dodatkowo dostał suplement diety na odbudowę flory bakteryjnej, stolec poszedł do badania i jutro dostaniemy wyniki, choć jesteśmy przekonani o robakach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie go odrobaczyć, bo przyjmuje leki i nie możemy podać mu tabletki przeciwko robalom. Je kurczaka aż się kurzy spod miski, trochę mniej pije, ale pewnie dlatego, że kurczaczka dostaje z niewielką ilością bulionu, w którym gotowane było mięso. Jutro kolejna kontrola, kiedy się to wreszcie wszystko skończy... Prawdę mówiąc mam serdecznie dość kliniki, pomimo przemiłych lekarzy w niej pracujących, to wszystko jest bardzo męczące.
-
Była sraczka, to nie było wymiotów. Skończyła się, to wróciły wymioty. Dziś od 3 co parę godzin Kongo wymiotował, najpierw śliną, później nieopatrznie podanym posiłkiem, poszliśmy do lekarza, dostał ranigast w kroplówce, zastrzyk z lekami przeciwwymiotnymi, musimy go teraz obserwować i będzie dostawał jeszcze mniej jedzenia i jeszcze rzadziej, dla jego dobra.
-
Dziś skromnie, tylko niecałe dwie godziny kroplówki + ranigast, zdaniem lekarzy to już prawdopodobnie koniec. Kongo przesiedział na kroplówkach od poniedziałku prawie 60 godzin, z tego ponad 45 leżąc tam tylko ze mną. Od wczoraj już był nieznośny, wiercił się, rzucał, chciał zejść ze stoliczka na kroplówkę, więc już zdrowieje. Kurczaka wymiata z miski jak odkurzacz, mam nadzieję, że ryż z kurczakiem też, dodatkowy ryż ma mu pomóc na jelita, bo są problemy ze stolcem. Do końca przyszłego tygodnia mamy już nadzieję na karmienie go normalnie, dwa razy dziennie solidną miską, a nie co godzinkę łyżeczką. Jutro powinny być już tylko zastrzyki, bo gdyby nie moja upierdliwość, to nawet dziś kroplówki by nie było, sam ranigast na żołądek. Oby to był koniec kroplówek, bo już mam ich serdecznie dość. Dom odkaziliśmy dziś specjalnie kupionym wczoraj środkiem, więc jutro wieczorem sprowadzamy Gacka - naszego jamnika - do domu i mam nadzieję, że już wszystko będzie grało...
-
Dziś wydatki na leczenie Konga przekroczyły okrągły tysiąc, więc niestety nie jesteśmy w stanie wziąć jeszcze jednego pieska na odratowanie. Lekarze powiedzieli jasno - choroba silnie zakaźna, Kongo ją podłapał, a nie zarażał, a gdzie indziej mógł ją złapać? Do tego gdyby nie nasza interwencja, to lekarze dawali mu czas maksymalnie do wtorku, bo to choroba silnie odwadniająca, psy wymiotują i mają silną biegunkę. :( Na szczęście na dzień dzisiejszy lekarze nawet słowem nie wspomnieli o jakichkolwiek innych choróbstwach, planujemy już obcinanie pazurków, szczepienie, jutro odkażamy dom, więc, tfu tfu odpukać, wszystko wskazuje na bardzo szczęśliwe zakończenie.
-
Nie mam niestety na ich temat żadnych wieści, choć czekam ciągle na informacje w ich sprawie, poinformowałem Avilę o tej parwowirozie kilka minut po pozytywnym teście, lekarze stwierdzili, że jest pewne ich zarażenie. Kongo pochłania kurczaka w tempie ekspresowym, stopniowo mamy mu zwiększać dawki, w poniedziałek badanie stolca, dzisiejszych badań nie było, bo lekarka widząc jego apetyt uznała, że nie ma się czym przejmować, skoro wrócił mu taki apetyt. Kurczaka i ryżu, które ma dostawać przez najbliższy tydzień, mamy już jak dla pułku wojska, więc jedyne ograniczenie wynika z jego stanu zdrowia, nie można dać mu do pełna jedzenia, bo zwymiotuje i będzie tyle z leczenia. Jutro resztka kroplówki dzisiejszej, pewnie w 4 godzinach się zamknie (dziś było tylko 6 godzin siedzenia, super!), w niedzielę mają być tylko zastrzyki, a później mieć nadzieję już tylko kontrole i stopniowo szczepienie i reszta obowiązkowych rzeczy dla nowego pieska, z obcięciem pazurków na czele. Ma świetny nastrój, dostał dziś nową smyczkę, była przymiarka obroży pod kolor i rozmiar, żeby miał jak najlepszą, jak go trochę podtuczymy, to wrzucimy zdjęcia, bo na razie wstyd pokazywać skórę i kości, jeszcze się ktoś przyczepi, że go głodzimy i gdzieś zgłosi. ;) W końcu to tylko 6,4 kg dla psa trochę większego od jamnika... Jutro rano, gdy idziemy na kroplówkę, to zdezynfekujemy dom i mamy nadzieję na przywiezienie naszego drugiego psa, już na stałe, pod wieczór.