Milusińska
Members-
Posts
50 -
Joined
-
Last visited
Milusińska's Achievements
Newbie (1/14)
10
Reputation
-
Cześć!! Maxior, jak widać, przypakował :) 38kg żywej wagi, która uwielbia się przewalać z boku na bok, łazić na spacery i JEŚĆ. Przeszedł kastrację, pięknie się wygoił. Teraz rozważamy zmianę karmy z Royala High Energy na coś dla kastratów. Niestety Max bardzo źle znosi zmianę karmy więc to poważne wyzwanie. Dom stały już bardzo wyczekiwany, bo strasznie już się w nim zakochaliśmy. I on chyba troszkę nas też. Pozdrowionka!!
-
Byliśmy z Maxem w lecznicy. Pani weterynarz obejrzała go, zbadała krew i siki (łapałam w specjalistyczny sprzęt typu chochla:) ) I okazało się, że nasz młodzieniec, jak na takiego bidula, ma całkiem dobre wyniki. Przynajmniej z sików i krwi. Skład krwi pokazuje, że ma jakiś mały stan zapalny, ale objawy "brzuchowe" sugerują, że to jelitka. Dostaliśmy receptę na: probiotyk, Tobradex (krople do oczu) i Nifuroksazyd. Jego wczorajsze złe samopoczucie wynikało prawdopodobnie ze zwykłego przeżarcia :) Max nie jest w stanie jeszcze normalnie trawić, stąd bóle brzucha, kosmiczne wzdęcia, gorączka i rozwolnionka. Kupiliśmy mu dziś Royala High Energy HE, podpasowała od razu :) Wczorajsza nocka była ciężka bo się baliśmy, że chłopakowi coś się straszliwego dzieje. Takie dawał oznaki no i miał gorączkę 40 stopni. Mój chłopak (Pawełku, chwała Ci za to) siedział z nim cała noc i czuwał. Dziś jest zdecydowanie lepiej. Pani weterynarz wykluczyła podejrzewane zapalenie pęcherza i prostaty. Jak Max będzie silniejszy, trzeba będzie chirurgicznie mu pomóc z grudkowym zapaleniem powiek. Krople działają doraźnie, ale wymaga to zabiegu. Polepszyła mu się skóra, nie bączy już tak okrutnie i ogólnie idzie ku lepszemu. Wolnymi i małymi kroczkami, ale ku lepszemu. Wielkie podziękowania należą się Borysowi, który poświęcił swój wolny czas i pomógł nam w przywiezieniu i odwiezieniu Maxa. Dzię- ku- je-my-!!!
-
Cześć! Max się wczoraj późnym wieczorem trochę gorzej poczuł, wiec pojechaliśmy na pogotowie. Gorączkował, nie mógł sobie znaleźć miejsca, pojękiwał i apetytu brak.. Wstępne badanie sugeruje zapalenie pęcherza i prostaty. Dostał antybiotyk i coś na obniżenie gorączki. Spał, jak suseł do rana! Zważyliśmy go, z 24 dobił do 30,6kg :) Niestety ciągle nie możemy trafić jedzeniowo. Często ma rozwolnionko i rewolucje żołądkowe. Dziś ma dojechać do nas dobra, wysokoenergetyczna karma, która ma mu utwardzić kupkę i ładnie go budować. Zlecono nam w miarę szybkie wykonanie USG i wyników. Bidul piszczał z bólu jak lekarz go macał po bebeszkach, ale zastrzyk zniósł dzielnie. Dziś/ jutro odwiedzimy naszą Panią Weterynarz i ustalimy plan leczenia. P.S. Bardzo dziękujemy, Panu taksówkarzowi jeżdżącemu granatowym mietkiem kombi, za życzliwość i wożenie Maxa bez ekstra dodatkowych opłat.
-
Dzień dobry! Max ma się bardzo dobrze!! Rozstrój żołądka opanowany, pierdzioszki w psiej normie. Je w kółko te same posiłki nawet 4 razy w ciągu doby. Micha wylizana do czysta. Na spacerach trochę się sadzi do dużych psów. Ale z buldożką francuską sąsiadów nawiązał zdrowe porozumienie- on sika, ona go podziwia. Coraz więcej spacerujemy z nim po ulicach, żeby się oswajał- z ludźmi, samochodami, wózkami, dzieciorami, psami. Zostaje w domu!! Za pierwszym razem trochę beczał, ale już ma relaks, gdy zostaje sam. Bez problemu, histerii, wycia i skakania na drzwi. Wstaje tylko zorientować się, czy aby na pewno został sam, po czym wraca do spania. Jest cierpliwy i pozwala na wszelkie zabiegi wokół siebie. Oczy w lepszej kondycji. Skóra, gdyby nie łysinki, byłaby prawie całkiem ok. Ucho się słabo goi, bo ciągle trzepocze uszyskami, ale nic się tam nie sączy. Obroża od dziś o jedno oczko poluzowana! Miał iść ze mną wczoraj między ludzi, do wspomnianej kawiarni, ale dupina mu zmarzła w połowie drogi, więc wróciliśmy. Max marznie. Ciągle brakuje mu tłuszczyku i po 15 minutach spaceru obiera kierunek dom. Może dlatego tak się dokłądnie zawija w kocyku do spania :) Dziś na spacer dostanie jakiś mój wiązany sweter, a co!! Rano jest przesłodki i można ustawiać pod niego zegarek :) punkt 9 rano, Max wchodzi do sypialni i zaczyna podchody do wlezienia na łóżko. Pojękuje, ociera się, prosi łapką, żeby tylko mu uchylić kołderki. I wystarczy tylko otworzyć oko i pozwolić i ... JEST!! Szczęście największe! Ładuje się z tą chuda dupiną, zawija w kłębek i jeszcze chwile drzemie. Max jest tak fajnym, sympatycznym i rozumnym stworzeniem, że w zasadzie nie wymaga jakichś specjalnych szkoleń, jeśli chodzi o zachowanie w domu. Ma świetny charakter, czasem nas rozśmiesza i lubi się bawić. Na spacerach idzie mu oporniej. Lubi złapać jakiegoś śmiecia z chodnika, niektóre psy wywołują w nim totalny niepokój, niektóre totalnie olewa. Jak się podkręci, to szarpie, jak koń. Pozdrawiamy ciepło!
-
Witamy! Żyjemy :) Max ma się całkiem nieźle. Jest bardziej żywy i już się nie boi, ale za to dostał dziś od rana rozwolnionka. I spacer przed chwilą też zwieńczył miętką kupą. Strasznie jest łasy na jedzenie, ale nie dajemy mu niczego "extra". Bąki rzadziej, ale równie ostro. Czekamy na poprawę. Przestaliśmy kropić mu oczy i dziś rano już nie miał tak zaczerwienionych i obrzękniętych. Noc ładnie przespał pod łóżkiem. Na porannym spacerze mieliśmy niemiła przygodę, otóż Maxa zaatakował psiur ganiający luzem. Nic mu na szczęście nie zrobił. Musiałam zasadzić temu psu mundialowego kopala w dupala, żeby odskoczył i poinstruować właścicielkę. Wyobraźcie, próbowała się awanturować, że kopnęłam jej psa (???) Powiedziałam jej, żeby w ogóle przestała dyskutować tylko szła do domu raz dwa!! I na cały głos powiedziałam, "i co? amstafy są agresywne i gryzą, tak? Bierz Pani tego swojego agresora i do domu, ale już!" Ludzie od razu w oknach, babka czapkę nasunęła na łeb i poszła do domu. Mam nadzieję jeszcze zorientować się, gdzie mieszka i nie zostawić tej sprawy otwartej. Wracając do domu Max trochę się spiął w tym miejscu, ale go poklepałam i przebiegliśmy na wesoło. Max zachował się ok, tzn. nie przystąpił do walki. Obejrzałam go całego, nic się nie stało. Uff... 500 metrów dalej ogonek mu się podniósł i już było w porządku. Jak na amstafa przystało, przez snem dokładnie i precyzyjnie zawija się w kocu, kręci, kręci aż w końcu przyjmuje dogodna pozycje i usypia. Jest całkiem spokojny. A wczoraj przez pół nocy machał ogonem przez sen :) Zdjęcia wrzucimy za kilka dni, zobaczycie jaki będzie z niego chłop! Pozdrawiamy!
-
Kupa gigantyczna i śmierdząca okrutnie. Ale w miarę zwarta. A te bąki.. no jakoś trzeba chyba przetrzymać. Jutro dostanie dodatkowo marchewki. Myślę, że nie ma obrzękniętego, wzdętego brzucha, bo daje się po nim dotykać i głaskać. Wiecie, ja już czułam różne psie piardeczki, małe i duże, ale to co prezentuje nam Max od rana, to jest czarnobyl :)
-
Dziękujemy za pozdrowionka! Potrzebujemy jedynie porady w kwestii karmienia. Karmimy go gotowanym makaronem/ ryżem z mięskiem (żoładeczki, smalczyk, parówki, pucha plus suche) ale Maxio ma straszne piardki. Nie wiem, czy to normalne. My jakoś wysiedzimy przy otwartych oknach i w grubych golfach, ale czy jemu nic nie będzie? Nie wykręci mu kiszeczek? Apetyt ma ogromny, na wszystko, dziś już zostawił w misce jedzonko na później. Ale bąki sadzi okropne. Poradźcie, czy to normalne po tak długim złym odżywianiu i mamy się tym nie przejmować?
-
Dzień dobry! Słuchajcie! Max przespał cała noc! Trochę szczekał swym barytonem stawiając nas na równe nogi, ale nie chciał siku, nic nie nabrudził i nie zniszczył. Strasznie pchał się do łózka. Pół nocy kombinował, jakby tu niepostrzeżenie, łapka po łapce, wśliznąć się pod kołdrę. Dostał na wlasność jedną sofę, ale wszystkie traktuje, jak swoje. Włazi po cichaczu i udaje niewidzialnego :) Wczoraj, jak już tak usnął mocno, to obejrzałam go dokładnie. Skóra ma masę takich drobnych ranek, jakby dziurek, ale już się robią strupki. Naderwane uszko też się goi. Ale ma bardzo obolały ogon, końcówka nadal nie wygojona. Maxio nim macha, ale nie chce, żeby go dotykać. W ogóle to widać, że zanim ten pies trafił do szopy, żył w domu, spał w łóżku i był rozpieszczany. Jak się z nim "gada" to daje łapę, liże i mało mu się dupina nie urwie. Ne jest natrętny, nie sępi jedzenia i nie mamy obaw, że coś mu odwali i np wskoczy na meble, czy parapet. Jest zrównoważony, siada, czeka, zostaje. Ktoś z nim kiedyś pracował. Sądzę, że nie będzie problemu z pozostawieniem go na troszkę samego w domu. On nic sobie z tego nie robi, jest panem na włościach i ma do dyspozycji wszystkie kanapy i fotele. To pierwszy pies, jakiego znam, który bez problemu łyka tabletki! Nie wiem, czy to z głodu, czy tak ufa, ale wcina, jak leci. Wczoraj zjadł chyba ze 2x tyle, co normalny pies. W odstępach oczywiście. Ma słabe mięśnie i często musi sobie przycupnąć. O bieganiu za piłeczką jeszcze przez kilka tygodni nie będzie mowy, niech się chłopak regeneruje. Ale widać, że by chciał :) Dzisiaj wciągnął już michę (puszka+ suche+ makaron) i wyżebrał trochę jogurtu. Zaraz dostanie gotowane mięsko z ryżem i warzywami. Zjada, co dostanie. Ważne, żeby było dużo :) Nie wiem, jak z jego pewnością siebie. Nie łazi już dziś za nami krok w krok. Na ostrzejszy ton "złaź z kanapy" trochę się kuli i robi oczy, jak kot ze Shreka :) Ale musi, Bidul jeden, wiedzieć, co wolno a czego nie. Jest pieszczochem, jakich mało. Bardzo potrzebuje kontaktu z człowiekiem- miziania, gadania, głaskania, chwalenia, i mówienia mu, jaki to będzie piękny i zdrowy :)Cieszy się wtedy, jak dziecko i merda tym swoim kikutkiem. Jakbym tym samym tonem mówiła, że jest brzydalem i ma łysinę jak benedyktyn, to też by się tak cieszył :) Trzymajcie kciuki, żeby młodzieniec ładnie przybierał na masie. I żeby nie warczał na każdy dźwięk :) Pozdrowienia!
-
Nie wiem, jak to z tymi zdjęciami, więc korzystając z uprzejmości Panny Picasy .. [URL]https://picasaweb.google.com/116126152765079495810/20Stycznia2012?authuser=0&authkey=Gv1sRgCI_Ao93109TOYQ&feat=directlink[/URL] Jak widać, Bidul zrelaksowany i coś jakby szczęśliwy. Martwi stan oczka - bardzo mruży i sączy się glut. Ponieważ Bidul strasznie capił, zrobiliśmy mu leczniczą kąpiółkę w antyseptyku od Pani Weterynarz. Wyobraźcie sobie, dał się wykąpać! Trochę kiełbaski, trochę cierpliwości i jakoś się udało. Teraz dupka sucha i czysta. Padło bidactwo od razu po spacerze i kolacji. Na sofie mu niewygodnie, wiec dostał materacyk na podłogę. Śpi pod choinką. A piardki ma takie, że nie wiadomo gdzie się chować. Apetyt ma wilczy, więc tylko czekać, aż nabierze ciałka. Sąsiadki już zainteresowane wypytały, co to za nowy piesek i czemu taki bidok a kiedy się dowiedziały, ze to "austaf" to oczywiście nie omieszkały wspomnieć, jakie to niebezpieczne i agresywne psy... Ale my twardo łamiemy stereotyp amstafa :) a sam Bidul pokazał, że jest grzeczny i ładnie się przywitał.
-
Witam, Bidul już u nas w DT. Połaził, poniuchał, pojadł, szczeknął, obskoczył wszystkie kanapy i padł. Dziś w lecznicy nie udało się zrobić żadnych konkretnych badań. Morda musi najpierw trochę przybrać na wadze i skóra musi choć trochę się polepszyć. Śmierdziuszkuje nie najgorzej, ale oddech ma zabójczy, jak ze śmietnika. Czujność 9/10, senność 10/10. Jednocześnie kima na siedząco i nasłuchuje dźwięków zewsząd sił ostatkiem pomrukując. Długa noc przed nami, bo na siku trzeba często chodzić. Sytuacja w miarę opanowana. Aha, zdjęcie wrzucimy dziś wieczorem lub jutro rano. Najważniejsze, że już mu nic nie grozi i będzie sobie powolutku własnym rytmem dochodził do siebie.
-
Tego nie wiem. Dyrektor, jako ,że nie jest weterynarzem i nie miał przed sobą dokumentacji psa, nie chciał mówić, żeby nie wprowadzić nikogo w błąd.