Witam wszystkich oczekujacych wieści o Reksiu. Niestety pacjenci nas dzisiaj zatrzymali w gabinecie po godzinach i dopiero wrocilamz pracy wiec juz opowiadam
Wczoraj najwiecej czasu zajelo nam przygotowanie Reksia do dzisiejszej podrozy. Kąpanie, pakowanie wszystkich rzeczy, żeby niczego nie zapomnieć rano....O 3 nad ranem Reksio byl gotowy do snu i rannego wyjazdu:)..
My spaliśmy 3 godziny i znow trzeba bylo wstawać, zeby sie nie spóźnić do Rudy Śląskiej.
Ok 8.00 ruszyliśmy w drogę i przed 9 byliśmy na miejscu. Reksiu całą drogę popłakiwał, zawsze tak się zachowywal jak go wiozłam na rehabilitacje, albo z Gabinetu do domu. Tym razem znow biedak nie wiedzial co sie z nim bedzie dzialo...
Gdy dotarlismy na miejsce , przejmujący widok schroniska pelnego psow...kontrastowal z myslami ze to REKSIOWI sie WLASNIE UDALO!
Caly czas czuje sie jak w jakims nierzeczywistym śnie.
Przekazalismy Reksia , wszystkie zalecenia co do opieki nad nim ...o ile zrozumiano moj lamany niemiecki:) Ale jakos to poszlo...
STaralam sie nie plakac....W koncu spotkalo go szczescie,a nie nieszczescie.
Reksio zabral ze soba wyprawke : śpiwór-legowisko, pieluchy, jedzonko, leki za ok 200 zl na przyszly miesiac (dziekuje WAM za POMOC w sfinansowaniu tego wszystkiego!), Reksio dostal w prezencie rowniez parasolke dla psów:) Mam nadzieje ze mu sie przyda na deszczowe dni:)
W koncu sie rozstalismy....na nas przyszedl czas... Reksio zostal smutny i skomlący w transporterku....moja koszulka którą dostal na czas transportu by czuc zapach dotychczas mu znany za duzo mu nie pomogl...
To bylo trudne 1,5 miesiaca opieki nad Reksiem, ale serce sie kroiło gdy przyszedl czas rozstania....Przywiazalam sie do niego bardzo i pomimo trudow, bedzie mi go brakowalo....no ale tak musialo byc.
Mam nadzieje ze Reksio pokocha nowych opiekunow tak szybko jak pokochal mnie...i ze bedzie dochodzil do zdrowia....