Jump to content
Dogomania

tomekihobbit

Members
  • Posts

    95
  • Joined

  • Last visited

tomekihobbit's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. [quote name='wilczka']a jak poszlo z misiaczkiem? ktory zostawil pamiatke tobie a ktory tomkowi?[/QUOTE] Znasz Misia. Musiałem fizycznie misiaczka… ubezwłasnowolnić, inaczej nieludzki doktor nie wyszedłby w całości, poszło szybko, później poszedłem do niego, dostałem jęzora i jest OK. Załatwił nas jeden piesek, wkur… się już przy zaproszeniu przez Martę do środka „apartamentu”, gdzie czekałem, ale jak pisze ciotka Marta obrażenia praktycznie symboliczne. Pakuję się powolutku. Będę za Wami tęsknił.
  2. [quote name='backbone']W ogóle dziś wszystkie psy w schronie zostały zaczipowane, także duży krok do przodu we wprowadzaniu awangardowych rzeczy, które miejmy nadzieje kiedyś staną się standardowymi.[/QUOTE] Oprócz wyposażenia naszych psów w mikroczipy zostały do-szczepione suki, których wcześniej nie udało się kujnąć z uwagi na niedawne zabiegi sterylizacji, no i takie typki jak Zołzik. Marta - dziękuję za współpracę w czasie operacji czipowania - poszło sprawnie.
  3. [quote name='andzia69']nie cieszmy się za bardzo.....obawiam się, ze może wrócić, ale czas pokaże...[/QUOTE] [LEFT]Przekonałem się, że każda adopcja wyłączające te, kiedy mamy do czynienia ze znanymi nam ludźmi – to zawsze wielka niewiadoma. Pozory mylą a entuzjazm jest może prawdziwy ale krótkotrwały. Tylko wizyty po-adopcyjne mogą to zweryfikować i niestety „niespodziewane” powroty naszych psów. Sisę oddawałem bez entuzjazmu, zahartowała się, ale pozostanie pieskiem delikatnym, lekko chimerycznym, może popadać w skrajności. Potrzebuje, więc i wyrozumiałości, spokoju, ale i zrozumienia. Każdy pies po schroniskowy z dużym stażem jest psem specjalnej troski, uwagi - są zwyczajnie rozchwiane psychicznie/emocjonalnie. Normalne życie to na początku wstrząs – potrzebują oprócz miłości -NIE MYLIĆ Z NIEPOTRZEBNYM POCIESZANIEM, LITOWANIEM SIĘ jak zagubionego człowieka!- także czasu żeby w łepetynach poukładać te rewolucje. Pozytywne bodźce, spokój cierpliwość, nagradzanie budowanie wzajemnego zaufania. My to wiemy gros ludzi - nie!:shake: Wierzę w ścisłą kuratelę pani Joli ze Skarżyska, oraz że krotka pogadanka z Panią Katarzyną (nową właścicielką Sisiulinki) będzie pomocna dla suczki. Nie wyobrażam sobie Sisi znów w karcerze. Czekamy na wieści. [B]Może wraz z wydaniem[/B]: psa, książeczki, umowy adopcyjnej wydawać krótkie info na papierze o postępowaniu z psem adoptowanym ze schroniska (?) Emocje powodują że nasze pogadanki są mimo uszu …co papier to papier. [B]Walkę z zapasieniem[/B] już zaczęliśmy - u niektórych psów występuje syndrom wiecznego głodu. post pukowskiego np. Scubi weteran schronu - zeżre każdą ilość. Majka, która wyraźnie szczęśliwsza jest u nas niż u eks „opiekunki” a która ją oddała niczym taboret - mogłaby już z powodzeniem pozować do rubensowskich płócien. Mniej karmy –więcej ruchu hasło m-ca. Pora roku sprzyja, grubasy na wybieg i musztra piłkowo/ zabawkowa. Wymaga to także większej aktywności wyprowadzających :evil_lol: No i obyśmy takie kłopoty mieli z naszymi podopiecznymi. [B]Dziś zaczynamy [/B]z nieludzkim doktorem i Enedą radosna akcję [SIZE=3][I]wiosenny czip.[/I][/SIZE] Postaramy się, żeby było w miarę bezstresowo i spokojnie. [B]Szelki u Iskierki[/B] - tak ma być - w tym szaleństwie jest metoda. [/LEFT]
  4. [quote name='eneda']Dobrze, że Cię andzia nie było, trochę nerwów zaoszczędziłaś. Tofik rzekomo ma świetną opiekę weterynaryjną i 15 lat!!....kazaliśmy z Tomkiem, aby kobieta przyjechała z książeczką. W książeczce był wpis tylko szczepienia i odrobaczenia, żadnych innych informacji, a na zaświadczeniu o szczepieniu przeciwko wściekliźnie wiek - 9 lat. Właściciele się dziwili, że pies trafił do schroniska, no bo przecież on regularnie wychodził sobie na "panienki" i zawsze wracał......:angryy::angryy::angryy:[/QUOTE] Fakt, „opiekunka” troszkę pitoliła od rzeczy. Jedynie potwierdziła rozpoznanie choroby psa (zdiagnozowany w lecznicy Kwiecińskiego) Pies na sterydach, leczenie nie tanie, systematyczne…pies „ukochany” biegał w złym stanie, pani nie zadbała o smycz, obrożę przy odbiorze psa, zapewne w ogóle nie posiada. Zapytałem wprost mając dość dyrdymałów, czy pani kocha swojego psa? Mam małą nadzieję, że posłucha rad, wskazówek Marty (także o kontynuacji leczenia u „naszej” dr Pierzakowej. No i mam nadzieję, że pokryje choć poniesione koszty związane z opieką nad jej psem. Urynoterpia. Dziś duży postęp z czarną wypłochą, głaskanie sprawia jej przyjemność, przypięcie smyczy bez problemu, nad opuszczeniem boksu jeszcze popracujemy w dogodniejszych warunkach, dziś za dużo psów było podekscytowanych i sporo krążyło naszych wspaniałych wolontariuszy. Mniejsza też śmielej wygląda na świat. Pożegnaliśmy dziś naszą największą bidę…czekamy na wieści z nowego miejsca Ptasiek został bez sąsiada… kot jednozębowiec został przyhołubiony przez Martę…lepiej trafić nie mógł…nie wiem czy wyrosną mu nowe trybki u naszej Martusi, bo umie dokonac cudów w trudnych przypadkach ale bez wątpienia będzie u Marty bezpieczny i kochany.
  5. [quote name='wilczka']wiem,tylko wiesz jak ciezko jest z domami,nie ma chetnych na potulne baranki wiec albo misiaczka wezmie jakis debil ktory zrobi z niego agresora albo wcale nie znajdzie domku,bo malo jest ludzi ktorzy zdecyduja sie na duzego psa z ktorym trzeba popracowac skoro cie tak kocha to moze ty.......?????:)[/QUOTE] Wystarczy nie zapominać, że to PIES:wymagać prostych rzeczy, byle konsekwentnie i zapewnić dużą dawkę ruchu - to wystarczy. Nie zauważyłem, żeby ŚTOZ wydawał psy debilom, wiec spokojnie, choć wariograf czasem by się przydał. Spokojnie więc i bez czarnowidztwa proszę. Zrobiliśmy już dużo dla Miśka.Kolejny etap - szukanie odpowiedzialnego i w miarę doświadczonego opiekuna - do dzieła :lol: Ja zabrałbym wszystkie: psy, gołębia ze złamanym skrzydłem, kota z jednym zębem, niestety nie mogę sobie na to pozwolić. Rozumiem szczególny sentyment do Miśka, ja nie mogę sobie i na to pozwolić, ponieważ się wypalę a i tak to niemożliwe do końca ponadto pracuję w schronie i mam podobne rozterki pomnożone kilkadziesiąt razy sztuk/psów, więc wilczko bądź człowiekiem i nie dobijaj.[FONT=Times New Roman][SIZE=1][FONT=Tahoma] [/FONT] [/SIZE][/FONT]
  6. [quote name='wilczka']oj misiu,misiu..... wspanialy jestes niestety z twoim charakterkiem widze szaro twoja przyszlosc....ZMIEN SIE!!!!![/QUOTE] Wilczko. Ja uważam, że jedynym problemem Miśka była nadpobudliwość płciowa, a poziom testosteronu obniży mu się znacznie. Poza tym to był, jest i będzie przemiły pies nie sprawiający problemów o ile nie trafi do ciućmoka. Nie jest psem nadagresywnym i w sumie nietrudnym do prowadzenia, zdecydowanie lepiej się czuje w roli wasala aniżeli dominanta. Teraz jest w stresującej sytuacji pełnej postępujących (przykrych) doznań, ma już dość ale daleko mu do rozwścieczonego, czy rozjuszonego.
  7. [FONT=Arial][SIZE=2]Z[/SIZE][/FONT]mieniliśmy dziś lokale urynoterapeutce nr 1 i nr 2. Psy zostały przeprowadzone i rozdzielone, będzie teraz łatwiej z nimi popracować. To początek ozdrowieńczej akcji, w której dzielnie brała udział andzia 69 - dziękuję za pomoc, asystę, determinację. Poszło sprawnie, bezboleśnie. Misiek….cóż…dał popalić Agnieszce i Elizie rano. Chłopak jest wkurzony za odjajczenie, kołnierza pozbył się sprawnie jak i sprawnie wymierzał „psie klapsy” między innymi na pupie naszej koleżanki. :shake: Nieładnie Misiu W przypadku Misia/krokodyla działanie sprawdzonych środków uspakajających nie różni się niczym od efektu placebo. Lek vet opowiadał nam dziś jak byliśmy z andzią 69 jak Misio walczył jeszcze po chlaśnięciu pierwszego jajeczka, też uważa naszego niedźwiadka za spec przypadek, troszkę wybryk natury. Udało nam się z Martą Misia obłaskawić (dziękuję Marta za pomoc, bo było ciężko) Oby nowy żyrandol przetrwał jeszcze jakiś czas, jeśli nie, to damy radę a sposoby sprawdzone..Misiek baaardzo mnie kocha…czego świadkiem była właśnie ciotka Marta. :-o
  8. [quote name='wilczka']misiu wybudzil sie podczas zabiegu!!!on jest niezniszczalny!!!!!!!!!!!!podczas wybudzenia sie w trakcie zabiegu wetka chciala mu zalozyc kaganiec jeszcze na polspiocha i oczywiscie nie dal sobie.musieli zwiekszyc mu dawke i znowu go uspic podczas odjajczania-cholera ma charakter-ale chyba dlatego tak go kocham a dzis zyskalam kolezanke-ploszke lub wyploszke(ta po sterylce)siedziala wtulona mi na kolankach i jak ktos podchodzil to chciala zwiezwac a tak to z mordka na moim ramieniu siedziala mi na kolankach i nawet jak nikogo nie bylo w zasiegu wzroku to uszka stawiala i rozgladala sie w kolo no i cyganek dostal ostatnia igle ant do piatku wetka powiedziala ze z czystym sumieniem moze powiedziec ze jest rewelacja!!! no i dostaly mi sie za was komplementy!!!:)ze cygan jest pod znakomita opieka i ze wspaniale sie zajmujecie nim!!!!!!!!!!!!!!!!![/QUOTE] Uuuuffffff............... Bardzo się denerwowałem - też polubiłem bardzo naszego eks casanovę i jak widziałaś z wzajemnością, choć wiedziałem, że to dla jego dobra, stabilniejszej przyszłości martwiłem się. Dzięki Wilczko Tak nasz Cyganek bidulek (obecnie blanio na cześć Blanki) jest kochany, cierpliwy. Wszyscy robimy jak umiemy, żeby uratować mu ten paluszek. Mamy szpitaloschronisko i trudne to wszystko, ciężko wpaść w rutynę przy takich przypadkach...ale załoga jest kochana
  9. [quote name='illa']Tomuś napisz coś o Babci bo słyszałam że widziałeś ją a i wizytę poadopcyjną mógłbyś zafundować enedzie:eviltong::eviltong::eviltong:[/QUOTE] Nasza Babcia nie wymaga żadnej kontroli uspakajającej :lol: ale możemy towarzysko wpaść o ile jest kameralna klatka schodowa i z parę pięter. Babuszka odmłodniała, sprawnie podąża jak cień za swoją panią – serce mi się raduje, bo jeszcze mam w pamięci obraz naszego Oskarka w swoim domu – oby więcej takich adopcji, wtedy nasza praca ma nie tylko większy sens, ale motywuje, nie wspominając o samopoczuciu. Wygłaskałem, wytarmosiłem…ale miałem i inną refleksję...została druga babuszka, obie dzielnie przetrwały zimę, obie były specjalnej troski. Wierzę, że i tej suczce się uda i ostatnie lata, może miesiące spędzi w swoim domu poza schronem. Dziś trzymamy kciuki za Miśka. Pierwsze podejście do zabiegu nie udało się, Misiek dał odpór koledze Albertowi i lek vet. Nie udawało się podać [I]głupiego Jasia[/I], igły się gięły, kły zbliżały - jajka zostały. Dziś zamach na klejnoty miśkowe się dokonał… Sorry Misiu, poszerzą ci się horyzonty, może nie będziesz kudłatym sex machine ale filozofem też nie zostaniesz. Koleżanka Eneda dziś przejechała do schronu na rowerku, zero zakwasów po wczorajszej misji. Rowerek jest znakomitym narzędziem do wizyt poadopcyjnych, ale i wytwarzania endorfin, liczę teraz na Wiktora. Pora wyruszyć, na jaką wycieczkę integracyjną zakończoną kolacją w pobliskiej szkap knajpie i noclegiem w boksie 69 :evil_lol:
  10. [quote name='eneda']Właśnie wróciliśmy z wujaszkiem Tomaszkiem naszym kochanym z wizyt rowerowo - poadopcyjnych i nie był to ciężki dzień, wręcz bardzo przyjemny :) Odwiedziliśmy Płosię, Oskarka, szczeniorka, Franka i Niunię. Płosia niestety nas nie poznała, ale właścicielka dba o naszą kochaną wypłoszkę i suńka robi postępy. Szczeniorka spotkaliśmy na spacerze, jest na drodzę uczenia się czystości, Państwo zadowoleni z łobuza :) Domek Frania budzi trochę moich obaw, trzeba jeszcze go skontrolować. Niunia się wygrzewa pod kołderką i wszyscy są przylepą zachwyceni :) A co do Oskarka, hmmm ulubieńca wszystkich, powiem jedno.....CHŁOPAKOWI TRAFIŁ SIĘ RAJ NA ZIEMI !!! Przywitał nas psiak serdecznie jak i Państwo, najpierw szaleństwa, zabawa, a później niestety musiałam drania z zimną krwią obudzić i znieść z moich kolan :( P.S O upadku z roweru wujaszka Tomaszka miałam nie pisać, więc nie pisze :P[/QUOTE] [FONT=Tahoma]Nic dodać nic ująć. Bardzo pożyteczne śmiganko bikowo- poadopcyjne. Do pełni szczęścia zabrakło niewiele, ale ten „dziwny domek" – fortecę z dwoma (przyjaznymi) owczarkami należy sprawdzić. Z zewnątrz śladu bytności naszego podopiecznego niestety nie stwierdziliśmy. Dawno tyle się nie wytrząsałem po chodnikach, ale bezpieczeństwo koleżanki nade wszystko a i cel misji arcyważny. Ciągle brakuje czasu na wizyty poadopcyjne i też mnie to męczyło, więc zaraz po pracy - na siodełka, kiery w dłoń![/FONT] [FONT=Tahoma] Ciotka Marta ma zadatki na dobrą biker’kę, muszę przyznać, że dzielna była bo mimo wolnego tempa 38 km po kieleckich „metropolitalnych” trotuarach to już mały wyczyn a najdzielniejsza na klatkach schodowych i w tachaniu rowerka na 4 te piętra. Owszem przyglebiłem, normalka przy tym hobby i jak się niegrzecznie jeździ po chodnikach pełnych piachu na oponach typu slick…ciągle troszcząc się o trzymającą tyły koleżankę- tak że nie wiem ile razy ciotka Marta zaliczyła glebę… czasem musiałem troszkę poczekać ale widok czerwonych lic i wyraz skupienia na twarzy – bezcenny. [/FONT] [FONT=Tahoma] [/FONT] [FONT=Tahoma][SIZE=1]Tak, Oskar mój kochany klasyczny, wzorcowy kundelek pełen wdzięku jest bardzo szczęśliwy w nowym domu - cudowni ludzie, świetne warunki…to duża satysfakcja dla Nas i wszystkich Przyjaciół schroniska[/SIZE][/FONT]
  11. [quote name='wilczka']i gdzie ten przestraszony pies???illa kawal dobrej roboty i pracy z psem odwalilas,wlasnie takie tymczasy sa potrzebne,ktore przywroca psiaka do normalnosci. tomku ty jak sizar naprawde pomagasz psom ale i uyczysz ludzi jak pomagac-nie mam problemowego psa ale z checia zapisze sie na takie szkolonko:)[/QUOTE] [FONT=Arial][SIZE=1] Niedługo wyjeżdżam i nie wiem czy nie zakupić u ruskich jakiego spadochrona z demobilu, żeby wyskoczyć z samolotu. Będzie ciężko bez naszych psów, Róży, Randa, Dantesa/Kłopota wszystkich bez wyjątku, bez bliskich memu sercu ludzi, z którymi pracuję w schronisku, ale nabrać dystansu też trzeba, no i moje inne pasje też są dla mnie ważne, np. będę brał udział w alley cat i jest szansa na dobry wynik, bo masę straciłem, jestem lżejszy, co w rowerowaniu jest bardzo ważne. Słodkokwaśnej po miesiącu i na pół etatu poleciało 6 kg. Wszystkie cud diety przy schronie są do bani. No i mam kilka psich spraw do załatwienia. [/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2][SIZE=1]Dlaczego o tym piszę(?) Poznałem Cię i obserwowałem w schronisku, chciałbym poprosić, żebyś w tym czasie przerzuciła siły hoteliku na schron, lub je podzieliła i powychodziła np. z Sisą, bidami ze szpitalika, „pogadała”, z psami, posiedziała z nimi ze swoją dobrą energią, oczywiście w miarę swoich możliwości, np. 2 razy na tydzień., pomyła miski, po szczotkowała psiaki. Są już sprawdzeni, wspaniali wolontariusze, głównie dziewczyny, którzy robią wiele dobrego, pożytecznego, co ważne systematycznie a ludzi z dobrym podejściem nigdy za wiele.[/SIZE] [/SIZE][/FONT]
  12. [quote name='illa'][URL]http://img821.imageshack.us/i/20110306029.jpg/[/URL] [URL]http://img560.imageshack.us/i/20110306015.jpg/[/URL] [URL]http://img88.imageshack.us/i/20110306027.jpg/[/URL] Tomku dla ciebie:modla:[/QUOTE] [SIZE=7]Chapeau bas[/SIZE] Kamilko Bardzo się cieszę i gratuluję i ...bądź w takim razie gotowa na kolejne misje z kolejnymi bidami jakie powinny do Ciebie trafiać.
  13. [quote name='wilczka']nie mialam czasu sie zapytac wiec zadam pytanko tu-czy jest mozliwosc zebym przyszla po psiaka na spacer ale dostala go poza terenem schroniska?czy moge tylko spacerowac po schronisku?bo jakby sie dalo to moglabym codziennie przyjezdzac po psiaka,zabrac go na spacerek po lesie i po godzince go odstawic wam do schroniska[/QUOTE] [LEFT] [LEFT] Kierownictwo Schroniska "Misiek i spółka" wespół z p.o. Kierowniczką Parówą *- na pewno odpowiedzialnie pochyli się nad tak szlachetną propozycją A moim skromnym zdaniem [I]de iure[/I] pewnie nie ma takiej możliwości. To, że kogoś znamy, uważamy za osobę odpowiedzialną to nie wszystko. Nikt nie może dać gwarancji na wszystko, co może się przydarzyć. A na zewnątrz może przydarzyć się wiele rzeczy: pogryzienie, zerwanie z linki, samochody etc. [/LEFT] Schronisko odpowiada za psa, jego zdrowie, bezpieczeństwo. Mnie twoja (awangardowa) propozycja podoba się bardzo i porządne wyspacerowanie psa tylko poprawi jego kondycję psych/fizyczną. A teren jest faktycznie odpowiedniejszy aniżeli w mieście. Za samą ofertę jako pracownik - dziękuję, szacun za chęci. Wiadomo, że pies musi spełniać określone warunki jak np.szczepienia ale to nie wszystko. [/LEFT] [B]Jako osoba postronna musisz tę odpowiedzialność za psa w sposób formalny – przejąć. * [/B] [IMG]http://img819.imageshack.us/img819/8528/cidzdjcie0037.jpg[/IMG]
  14. [quote name='andzia69']chciałam wam pokazać...kierowniczkę na stanowisku pracy:smile::smile: [IMG]http://img819.imageshack.us/img819/8528/cidzdjcie0037.jpg[/IMG] małe to zdjęcie, bo na szybko robione było komórką; ale widać jak zastępuje "ludzką" jak nie ma jej w biurze:smile::smile:[/QUOTE] Co ciekawe..ilekroć rano przybywalem na odsiecz pęcherza parówkowatej to na jej posłaniu ZAWSZE leżał przenośny fonik. "donos" - skarga dotykała problemu nieodbierania telefonów w schronisku. Jak widać nawet w nocy kierownik Parówka zachowuje czujność, w dzień czynią to ludzie. Zamiast obsługi plwocin "życzliwych" proponowałbym kontrolującym i żwawo reagującym udanie się do TP S.A. i obejrzenie bilingów ilości, częstotliwości połączeń w tym odbieranych za dnia, bo w nocy wiadomo - samotna Parówa ma z kim pogadać. --------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Schronisko zamienia nam się w szpital. Psy z połamanymi łapami, po amputacjach, z rozległymi ranami wymagającymi specjalistycznej opieki w sterylnych warunkach… Lecznice nie mogą, nie chcą przetrzymywać tych podopiecznych. Nie daje to nam większego pola manewru, co skwapliwie zostaje wykorzystywane przez plujokrety i ożywione kontrole magistrackie przedkonkursowe. Co by się nie działo NA PEWNO nie wyrzucimy tych psów na śmietnik i będziemy starali się je ratować – do końca! Apeluję o pomoc dla suki, która wyrywała się z wnyków - potrzebuje indywidualnej stałej opieki w jak najlepszych, spokojnych warunkach. A tym „życzliwym”, miłośnikom fauny i flory…oby pies wam mord nigdy nie (po)lizał - na psią miłość i szacunek trzeba zasłużyć, choć kochać potrafią bezkrytycznie
  15. [quote name='wilczka']zakaz mam od lekarza mojego-choc sama pani doktor pomaga mi w ratowaniu psiakow z ulic tak do schroniska kategorycznie zabrania mi wchodzic-moje serduszko moze tego nie wytrzymac:(ale wczoraj wytrzymalo wiec......:)[/QUOTE] Lekarz uważa ze silne wzruszenia mogą Ci zaszkodzić, ma rację – schronisko w końcu to nie Eden, psy nigdy tu nie będą do końca szczęśliwe, choć zdarzają się osobniki, które nie zaznawszy nawet minimum normalnego psiego życia, po przejściach - tu wydają się w pełni usatysfakcjonowane – brak przemocy, regularne jedzenie, spacer 1x a bywa 2 razy dziennie, dobre słowo, dotyk…poczucie bezpieczeństwa - jeszcze nie wiedzą, że najlepsze przed nimi :crazyeye: tj. prawdziwy dom, psio ludzka sfora, miłość, wolność. Bywa, ze adoptujący daje mniej od nas, przekonaliśmy się już o tym i pies wraca do równowagi powróciwszy do schronu. Wiadomo, że możemy jedynie zminimalizować- jak się da - skutki zamknięcia, braku prawdziwego domu, rodziny, wyszarpać ponownie zaufanie i pocerować co zostało rozdarte, pokaleczone w psich sercach i łebkach. Faza spacerowa trwa u nas non stop,staramy się, żeby wszystkie powychodziły, chociaż roboty innej jest huk wiec nawet w oświetleniu sztucznym jak wolontariuszy brak. Natomiast widok roześmianych pysków w czasie szalonych psich gonitw na wybiegu może podziałać jak remedium na wiele rzeczy. Możemy zadziałać wybiórczo, przyjedź, zaczekaj przed bramą, pójdziemy od razu na wybieg.
×
×
  • Create New...