-
Posts
672 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by AnnaAntonina
-
NORA i 11 rozbójników - Ostrowiec Św - kolejna masakra!!!
AnnaAntonina replied to Viris's topic in Już w nowym domu
Zapraszam serdecznie na bazarek, z którego dochód przeznaczony będzie między innymi na maluszki: [url]http://www.dogomania.pl/threads/206831[/url] -
NORA i 11 rozbójników - Ostrowiec Św - kolejna masakra!!!
AnnaAntonina replied to Viris's topic in Już w nowym domu
Podbijam drużynę piłkarską. -
Przed chwilą dzwoniła moja mama, że chce wziąć Kubę do siebie. Uważam, że to rozwiązanie najlepsze z możliwych. Moja mama wie, jakim psem jest Kuba. Nie decyduje się na kota w worku. Jest gotowa z nim pracować. Jest silniejsza psychicznie niż ja i ma większe doświadczenie z psami,więc na pewno sobie poradzi. A przede wszystkim Kuba uniknie kolejnego wstrząsu wiążącego się ze zmianą otoczenia, z całkiem obcymi opiekunami.
-
Kompletnie nie radzę sobie z Kubą. Jestem kłębkiem nerwów, naprawdę na skraju wytrzymałości psychicznej. Kiedy jestem z Kubą w domu, to boję się, czy nie zapuka do nas jakiś niespodziewany gość. Jeżeli wiem, że ktoś ma przyjść - tak jak np dzisiaj Viris - to witamy z Kubą gościa na dworze. Dzwonek już dawno zdjęłam. Ale i na dźwięk pukania Kuba reaguje istnym szałem - biegnie do drzwi, agresywnie obszczekuje, za nic w świecie nie chce wpuścić gościa do domu. Wizyta listonosza urasta do rangi wielkiego problemu. Bo wiem, że będę psa musiała spod drzwi zabrać do innego pokoju i go tam zamknąć, a pies będzie się rzucał i gryzł mnie na oślep. Wiem, że nie zrobi mi fizycznej krzywdy, ale psychicznie bardzo przeżywam takie sytuacje. Kiedy tylko słyszę pukanie do drzwi, to zaczynam cała się trząść, a serce mi wali ze 3 razy szybciej niż normalnie. Nie przychodzą do mnie już żadni znajomi. Kuba rzuca się z zębami do każdej obcej osoby próbującej wyciągnąć do niego rękę, ale też np gestykulującej przy wypowiedzi. Viris miała dziś to szczęście, że została jedynie obszczekana, gdy wstawała z krzesła i szła do łazienki. Najgorsze jest to, że na mnie i inne dobrze sobie znane osoby Kuba też potrafi się rzucić, bez najmniejszego ostrzeżenia i wyraźnego powodu. Dużo czytałam na ten temat i wygląda to na typową agresję lękową, bardzo mocno zakorzenioną. Kuba rzuca się do gryzienia, kiedy ktoś sięga po coś, wstaje z kanapy, ale wczoraj czy przedwczoraj rzucił się na mojego chłopaka, kiedy ten go drapał za uchem, nie wykonując żadnych innych gwałtownych ruchów. Nie mówię już o sytuacjach, kiedy np próbuje się Kubę wziąć na ręce i zestawić z łóżka na podłogę albo zabrać mu jakieś paskudztwo, które złapał w mordkę na spacerze - tu znowu pojawia się istny szał z gryzieniem na oślep. Z takimi sytuacjami staram się sobie radzić smaczkami - rzucam smaczka, żeby Kuba sam zszedł po niego z łóżka na podłogę albo żeby odwrócił jego uwagę od paskudztwa trzymanego w pyszczku. Ale niestety, tylko część jego napadów agresji jest przewidywalna i da się im zapobiec. W większości przypadków Kuba jest kompletnie nieobliczalny. Mam straszne problemy z sąsiadami. Po pierwsze, o szczekanie, które co prawda znacznie się zmniejszyło, w dużej mierze dzięki temu, że nikt już do mnie nie chce przychodzić. Po drugie o to, że Kuba także klatkę schodową traktuje jako swoje terytorium, a przebywające na niej osoby jako intruzów, których trzeba obszczekać i wygonić. Ostatnio rzucił się z zębami na sąsiadkę zamiatającą schody. Od samego początku starałam się usprawiedliwiać Kubę, że to biedny piesek, że po przejściach, że niedługo się oswoi. Ale mija już prawie 4 miesiące, a on nie oswoił się w 100% nawet ze mną. Dopóki wszystko mu się podoba, to jest aniołkiem. Ale kiedy tylko coś się stanie nie po jego myśli, a tak jak pisałam bardzo trudno przewidzieć, co to będzie, to zaczyna być agresywny. Nie ostrzega warczeniem, nie wysyła sygnałów uspokajających, tylko pokazuje ząbki. Czasem ma wrażenie, jakbym miała 2 psy. Jeden, który gryzie mnie po całych rękach, kiedy np zabieram go spod wcześniej wspomnianych drzwi i drugi, który potem przychodzi mnie lizać po tych samych rękach, przepraszając za wcześniejszą utratę kontroli nad sobą. Zdarzyło się też Kubie nie poznać mojej mamy, która wyjątkowo przyjechała po niego, bo zwykle to ja go do niej zawożę. Zasłoniła się reklamówką, która została kompletnie poszarpana przez mojego psa. Wyjście na spacer jest dla mnie kolejnym źródłem stresu. Jednym powodem są zdarzenia na klatce schodowej, które opisałam wyżej. Kiedy sąsiedzi słyszą na schodach moje kroki to albo uciekają i zamykają za sobą z trzaskiem drzwi, albo wręcz przeciwnie, przychodzą mi powiedzieć, że dopóki się nie wprowadziłam, to mieli spokój. Drugi powód to ludzie spotykani na spacerze. Kuba wykazuje agresję np w stosunku do małych dzieci przechodzących w małej odległości. Tak więc chodzimy sobie w kagańcu, na smyczy wyregulowanej na jakiś metr długości, a ja oczy mam dookoła głowy. Ale to chyba nie o to chodzi, że psa tak stłamsić, nie mając pojęcia, co się dzieje w tej jego malutkiej główce albo żeby mi serce stawało na widok biegnącego dziecka. Na początku, na fali optymizmu, nadziei na poprawę i ogromnego współczucia dla Kuby bagatelizowałam wszelkie problemy. Ale nie mogę już dłużej tłumaczyć sąsiadom, że piesek sobie tylko poszczeka, kiedy ten chce gryźć albo mojemu chłopakowi, że nie może ruszyć ręką we własnym łóżku, bo piesek po przejściach się na niego rzuci. Bardzo kocham Kubę. Cieszył mnie każdy nasz najdrobniejszy postęp, a kroczki robiliśmy naprawdę drobniutkie. Choćby ze smyczą. Na początku, tak jak pisałam, Kuba nie pozwalał podejść do siebie na ten 1,2 m długości smyczy i za nią złapać. Kiedy spróbowałam pierwszy raz, kiedy Kuba był jeszcze w samochodzie Pana Adama, to mnie ugryzł. Potem nie pozwalał jej sobie odpiąć, gryzł np po stopach, przegryzając buty. Całkiem niedawno po raz pierwszy założyliśmy szelki, a smycz zmieniliśmy na Flexi. To wyeliminowało problem ciągnięcia na smyczy i chodzenia własnymi drogami. Nasze spacery mogłyby być ogromną przyjemnością, gdybym nie bała się, co też Kuba tym razem wymyśli. Naprawdę starałam się cały czas, by Kuba miał wszystko, czego mu potrzeba, czuł się u mnie komfortowo i mógł zapomnieć o złych przeżyciach. Kiedy ciężko zachorował, to walczyłam o jego życie. Kuba miał bardzo chorą wątrobę. Był w stanie tak ciężkim, że nie mógł sam chodzić ani jeść. Przez 10 dni, często 2 razy dziennie, zanosiłam albo zawoziłam go do weterynarza na kroplówki. Nie liczyłam już nawet, ile wydałam na wizyty i leki, nie wiem czy to 600, 700 czy 1000 zł. Odmawiałam sobie wszystkiego, by mieć pieniądze na jego leczenie, bo ratowanie Kuby było dla mnie priorytetem. Piszę to, bo nie chcę, by ktokolwiek pomyślał, że Kuba jest dla mnie zabawką, która się znudziła. Kontaktowałam się z behawiorystą. Zaproponował mi samodzielną pracę z psem pod jego kierunkiem. Ja nie podłam psychicznie takiemu zadaniu. Kuba jest jednocześnie najcudowniejszym i najstraszniejszym zwierzątkiem, jakie poznałam. Bardzo mi przykro, że wcześniej nie sygnalizowałam problemów, nie szukałam ich rozwiązania. Ale naprawdę mocno wierzyłam, że miłość i spokój wystarczą, by Kubuś stał się łagodnym psem. Żałuję, że czekałam, aż Kuba przywiąże się do mnie. Czuję, że bardzo go zawiodłam.
-
Uwaga!Kto nie wpłacił, kto nie wysłał :) Wyjaśnienia i Czarna lista.
AnnaAntonina replied to Czarodziejka's topic in Bazarek
Witam, 17.02 skończył się mój bazarek: [url]http://www.dogomania.pl/threads/201999[/url] . Użytkowniczka Jaga. miała zapłacić za zakupioną rzecz zaraz po jego zakończeniu. Na początku miałyśmy kontakt, dwukrotnie podawałam użytkowniczce dane do przelewu. Niestety kontakt się urwał, a wpłaty jak nie było, tak nie ma. Jaga. nie odpowiada na prywatne wiadomości. Bardzo mi przykro, bo wciąż się łudzę, że być może ona przelała pieniądze, a one jakimś cudem nie doszły. Ale gdyby tak było, to pewnie skontaktowałaby się ze mną, żeby wyjaśnić sytuację. -
Blachy przy obroży, czy od tego może ogłuchnąć ?
AnnaAntonina replied to Bayoo_Projects's topic in Wszystko o psach
Gdyby psu hałas blaszek w jakikolwiek sposób przeszkadzał, to zwracałby na nie uwagę. Mój kompletnie olewał swój 'naszyjnik'. Dopóki go nie zgubił:) Moja średniodługowłosa psinka też się nie kołtuni pod szelkami. Nie wyobrażam sobie już używać obroży. Miewał straszne ataki kaszlu, jak ją nosił. -
Pies inaczej sie zachowuje kiedy jest pod opieką innej osoby
AnnaAntonina replied to Blackberry's topic in Wychowanie
Zachowanie psa może się drastycznie zmieniać, gdy opiekuje się nim inna osoba. Mój np, kiedy jest u mojej mamy, to wyje, słysząc karetkę - u mnie nigdy. U mamy szczeka do psów szczekających za oknem - u mnie nigdy. Takie przykłady możnaby mnożyć i sama zastanawiam się, od czego to zależy. Może po prostu od tego, że ja szczekania oduczam, a mamie nie przeszkadza;) -
[quote name='Taya']Zdradzisz nam, jaka to choroba dziesiątkuje uszy tak wielu amstaffom?[/QUOTE] I jeszcze skacze z ucha na ucho. Z tego co mi wiadomo, to rany się nie przemieszczają.
-
Mała bidulka. Do weta na pewno trzeba pójść, ale myślę, ze do czasu, aż wizyta będzie możliwa, to możesz małej aplikować kropelki z antybiotykiem: Dicortineff-vet, do kupienia za parę zł w aptece.
-
[quote name='leepa']oh jej jak to łatwo człowieka z błotem zmieszać na forum paznokciem da się zdjąć lekki kamień, mam zamiar użyć skrobaka który służy do tych celów, jest dostępny w sklepach groomerskich bo u groomerów czasem można spotkać taką usługę pies na szczęście jest rozsądny i wychowany, nie gryzie właściciela bez powodu i daje sobie grzebać gdzie tylko ja chcę, bo wie że nie stanie mu się krzywda[/QUOTE] Nie miałam zamiaru nikogo mieszać z błotem i jeżeli tak się poczułaś, to przepraszam. Chciałam tylko powiedzieć, że moim zdaniem to bardzo nierozsądne, żeby czyścić zęby psu samemu, w jakikolwiek sposób, nie mając doświadczenia.
-
Dziękuję serdecznie za wyczerpującą odpowiedź. Długie spacery na pewno zaczniemy praktykować. Mój Aniołek, jak jest zimno albo mokro w łapki, to siku, kupka i zaraz ucieka do domu. Ale jak widzi słoneczko takie jak dzisiaj, to mógłby ze spaceru nie wracać. Z wetem przez tę wątrobę to kontakt mamy aż za częsty:) Zapytam go przy najbliższej wizycie, czy nie widzi przeciwwskazań.
-
Podepnę się pod ten wątek, coby nie tworzyć niepotrzebnie nowych forumowych bytów:) Mam 9 letniego, 8,5 kilowego pieska. Nie ma problemów zdrowotnych poza zniszczoną wątrobą. Czy bieganie z takim pieskiem to dobry pomysł? Mam na myśli półgodzinny truchcik raz dziennie. Ma ktoś doświadczenia z takimi maluszkami?
-
[quote name='gryf80']sama,czyli pewnie (jesli leepa to nie stomatolog)przu urzyciu albo paznokcia-co jest gućko warte,bo kamienia paznokciem nie da się ściągnąć lub o zgrozo,przy pomocy innego ostrego narzędzia-wtedy faktycznie łatwo o krwawienie z dziąseł,a w dziąsłach przecież też krązy krew.prawda?[/QUOTE] Gdyby leepa była stomatologiem, to nie pytałaby, co zrobić po skaleczeniu dziąsła. Aż mi skóra cierpnie, jak sobie pomyślę, jakiej metody z cyklu zrób to sam dziewczyna chce użyć. Psy są na szczęscie bardzo rozsądne i przewiduję ugryzienie już na początku dziwnych manewrów w jamie ustnej. A wtedy leepa porzuci myśli o zaoszczędzeniu tych 50,70 czy 100 zł w zależności od miasta i pobiegnie do weta, jak należy.
-
[quote name='gryf80']ranigast o,5 tabl na pół godz przed posilkiem/5 dni i powinno przejść[/QUOTE] A jeżeli to wątroba? Morfologia to morfologia, o wątrobie nic nie mówi.
-
U mojego psiaka takie sporadyczne wymioty okazały się oznaką problemów z wątrobą. Zaobserwuj, czy wymioty występują np po tym, jak piesek zje coś tłustszego.
-
Dziękuję serdecznie za wszystkie rady. Również uważam, że policja nic tu nie pomoże. Ta pani jest osobą o charakterze typu 'ja zawsze mam rację', więc po wizycie policji nadal będzie sądzić, że to ona ma rację. Pies jest tylko pretekstem do pretensji pod moim adresem. Jak nie miałam psa, to też miała pretensje, o absurdalne rzeczy typu: jak można żyć tak jak ja, że wstanę o 13, wyjdę tylko do sklepu i potem siedzę w domu resztę dnia albo że gumowe rękawiczki, jak spadały z mojego balkonu, to przeleciały obok jej okna i leżały na trawniku parę godzin, zanim zauważyłam, że spadły i po nie poszłam. Przeraża mnie sąsiedztwo takiej osoby, która nasłuchuje najmniejszego szmeru z mojego mieszkania i wie, o której idę siku. Będę zdrowsza psychicznie, jak zmienię mieszkanie. A to nie jest wielki problem, bo wynajmuję i muszę poczekać tylko do końca umowy. Co do zemsty, to co to za problem dać wnuczkowi z kolegami po 10 zł, żeby skopali mi psa? A pies w bloku rzeczywiście szczeka. Tylko, że nie mój pies... Może przygłuchej Pan się myli, skąd dochodzi szczekanie?
-
Znam jedną Panią ,która robi paznokcie. I kiedy np klientka się spóźni, to ona odmawia zaczęcia pracy, właśnie z takiego powodu, o jakim wspominasz, że nie chce się śpieszyć. Tylko, że ta Pani jest w swoim fachu mistrzynią i wie, że może sobie pozwalać na takie rzeczy, a klientki i tak wrócą, bo nikt inny nie zrobi im tak pięknych paznokci. Przeciętna manikiurzystka na pewno w ten sposób straciłaby klientów:)
-
[quote name='vanili']no do 22 to chyba nie masz sie czym martwić;p moze ma niezwykły gen słuchu i słyszy jak karaluch biega u sąsiada niżej po ścianie;p[/QUOTE] No właśnie problem w tym, że jest głucha. Pół dnia spędza z koleżankami na klatce schodowej na plotach i krzyczą jedna do drugiej tak, że słyszy cały blok. I jeszcze co 3 minuty trzaskają drzwiami, bo wstępują po cośtam do domu. Hałasują generalnie 100 razy bardziej niż mój pies.
-
[quote name='Taya']No wiesz???:crazyeye:Takiej babie dasz się zastraszyć??? Nie zwracaj na nia uwagi, a jak za duzo sobie pozwoli wywrzeszczeć na korytarzu, to też jej coś odkrzyknij, ale głośno i wyraźnie i tak, żeby jej w pięty poszło:cool3:. Jak babsko wie, że pozwalasz się tak traktować, to niedługo będzie miała do Ciebie pretensje, że Ci mrówki w mieszkaniu tupią i ona spać nie może. Sąsiadka mojego kolegi ( w bloku mieszka) miała ostatnio do niego pretensje, że chomik karuzelą hałasuje:eviltong:. Bartek przeprosił bardzo, bardzo bardzo i powiedział, że nie wiedział, że jej to przeszkadza, i, że już on się postara, żeby nie słyszała pisku karuzeli. Po czym włączył na maksa nagranie z muzyką afrykańskich bębniarzy:evil_lol::evil_lol::evil_lol: - pomogło, jak ręką odjął:diabloti:[/QUOTE] Nie chcę się kłócić z tą kobietą, bo jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Kiedy ja tu nie mieszkałam, to sąsiadka z klatki obok miała pieska, a jej balkon sąsiadował z balkonem tej kobiety, z którą ja mam kłopoty. Piesek to był West Highland Terrier, a że terrier, to czasem sobie pewnie i szczeknął. Był wypuszczany na balkon, przeszkadzal i został przez naszą kochaną sąsiadkę...otruty. I oczywiście nic nikomu się nie udało udowodnić... Mojego psa pilnuję niczym nadopiekuńcza matka, ale i tak się boję o niego, bo zupełnie nie wiem, czego spodziewać się po tej kobiecie.
-
Ja też powoli zaczynam popadać w paranoję przez jedną z moich sąsiadek. Mój pies szczeknął dziś sobie około 10 razy, w sensie, że wydał z siebie 10 pojedynczych 'hau' i około minuty poszczekał w zamkniętym pokoju, kiedy przyszedł listonosz. Od mojej ukochanej sąsiadki, która komunikuje się ze mną w taki wspaniały sposób, że wychodzi na klatkę i krzyczy, co jej leży na sercu, dowiedziałam się, że mój pies szczekał dziś cały dzień. A jak nie szczeka, to zanieczyszcza osiedle (sprzątam po psie). Jak nie zanieczyszcza osiedla, to ja zakłócam ciszę nocną, schodząc późnym wieczorem po schodach na spacer z Kubą (pies oczywiście nie szczeka, słychać kroki na schodach). A jak nie zakłócam ciszy, to mój pies jest krwiożerczą, ośmiokilową bestią (bo kiedyś taki mały pies ugryzł męża tej sąsiadki i to nigdy nie wiadomo). Bardzo emocjonalnie reaguję na całą sytuację, bo nie rozumiem, jak można stawiać takie bezpodstawne zarzuty. Nie jest mi miło słuchać dziwnych rzeczy pod swoim adresem i to nawet nie powiedzianych prosto w twarz, tylko wykrzyczanych na klatce. Chodzę po palcach po własnym mieszkaniu, żeby się nie narażać tej pani, a i tak ona ciągle widzi jakiś problem. Jedyne rozwiązanie, jakie widzę, to zmiana mieszkania.
-
Trudno mi uwierzyć w ten artykuł. Azjaci mieszkający w Polsce bardzo szybko się dostosowują do Europejskiej kultury, w tym do podejścia do zwierząt. Jedzą dziwne rzeczy, ale nie psy.
-
[quote name='leepa']słyszałam że jeśli zrani się dziąsło psa to trzeba podać antybiotyk, powiedzcie, co na ten temat wiecie? bo mój pies nie raz sobie kością dziąsło psuł i jakoś żyje bez antybiotyku mówię o tym bo chciałabym swojemu sama kamień nazębny zdjąć i w razie czego nie wiem czy reagować ;D[/QUOTE] Ale jak sama?
-
Myślę, że kiedy pracuje się z ludźmi, to czasem trzeba się szeroko uśmiechnąć i powiedzieć 'Nic się nie stało', chociaż na usta ciśnie się coś zupełnie innego. Możesz przy umawianiu się wspomnieć: bardzo proszę o telefon, gdyby coś się zmieniło. Zdarzają się przecież różne sytuacje losowe. Np umówiłabym się z Tobą na kąpanie i strzyżenie na środę, a w poniedziałek mój pies by się wytarzał w zbutwiałych liściach, jak mu się to zdarza ostatnio. Przecież nie przyprowadziłabym go takiego uświnionego. Tyle, że ja zadzwoniłabym, że zaszła zmiana. Wystarczy, że powiesz jakiejś pani coś ostrzejszym tonem, a ona nigdy do Ciebie nie wróci. I jeszcze powie 10 koleżankom jaka z Ciebie zołza. Myślę, że rzeczy, o których wspominasz to swego rodzaju 'ryzyko zawodowe'. Ja się już pogodziłam z różnymi zachowaniami klientów, które choć w innej branży, to też narażają mnie nieraz na stratę czasu i pieniędzy.
-
Spod opuchlizny wyłonił się dzięki Wam bardzo przystojny amstaff. Mam nadzieję, że znajdzie dobry dom, gdzie zapomni, co go spotkało. Niesamowite, że wciąż ufa ludziom.