Dzień dobry!
Nazywam się Barbara Rosińska. Zarejestrowałąm się na tym forum, ponieważ dostałam informację, że poruszony jest tutaj temat pani Anny Hawranek. ,,Hodowczyni'' yorków. Pani Anna jest zarejestrowana w związku kynologicznym, wszędzie widnieje jest bytomski adres, ale tak naprawdę mieszka w Pyskowicach. Sprzedałam Annie Hawranek kotkę rasy devon rex. Zapłaciła mi tylko 400zł, jest winna jeszcze 1600zł i jak poinformował mnie jej konkubent nie ma zamiaru zapłacić reszty. Jak dowiedziałam się od sąsiadów, którzy nie boją się potwierdzić swoich słów ani przed sądem ani przed policją, Anna Hawranek ma 8 psów i nieczęsto wychodzi z nimi na dwór. Gdy otwiera okno ludzie chodzą okrężną drogą do domu, ponieważ czuć niesamowity smród. Od środy, gdy u niej się pojawiłam do piątku w ogóle z psami nie wyszła. Gdy przyjechałam siedziała w domu zakmnięta z zasłoniętymi roletami anywłamaniowymi. Po kilku godzinach czekania, gdy wpuściła do siebie straż miejską przez uchylone drzwi udało mi się zajrzeć do środka. Dom wynajmuje od tego samego pana co jej sąsiedzi, jest pięknie wyremontowany, wynajem takiego domu kosztuje na pewno kilka tysięcy złotych i domyślam się skąd pani Anna Hawranek ma na to pieniądze. Naciągnęła i oszukała poza mną wielu ludzi, nie wszystkim zwróciła pieniądze, mnie dodatkowo czekała przykra 'niespodzianka' w postaci zagryzionej kotki. Byłam z kotkąu weterynarza, mam zdjęcia. Pani doktor nazwała to co zobaczyła - zwłoki mojej kotki Aurorki - kanibalizmem. Kotka została uduszona przez Yorka, a w niektórych miejscach miała wyraźne ślady typowe dla konsumpcji. Widocznie miała być pożywieniem, a gdy zadzwoniłam, że przyjadę po jej zwłoki, konkubent Anny Hawranek wyrzucił ją na pole, nawet nie wysilił się by ją zakopać. Leżała rzucona w krzakach. Cała brudna i mokra. Nie chcę nawet myśleć, jak cierpiała moja mała księżniczka, a cierpiała na pewno. Musiało minąć sporo czasu zanim się udusiła, nie wiadomo jak byłą traktowana przed śmiercią.
Śmiem twierdzić, że zwierzęta u tej Pani musiały walczyć o byt, choć nie rozumiem dlaczego, skoro jeszcze niedawno za Yorka na kolanka chciała 3 tysiące złotych. Ja na pewno tak tej sprawy nie zostawię. Byłam już u radcy prawnego, znalazłam kilka zaufanych osób oszukanych przez Annę Hawranek lub ich znajomych, którzy mi pomagają, zgłosiliśmy sprawę w odpowiednich miejscach, nagłaśniamy jak tylko się da. Mam nadzieję, że uda się powstrzymać tą panią od krzywdzenia zwierząt i ludzi.