Sunia miała być dziś oddana pani, która chciała ją adoptować. Pani jest osobą niepełnosprawną, ale na wizycie przedadopcyjnej wszystko wyglądało ok.
Pani miała wcześniej jamnika, który miał raka i został niedawno uśpiony. Wizyta wypadła ok.
Dziś byłyśmy umówione na wspólny spacer.
Niestety porażka na całej linii :( Byłam z tą panią i Szczotką na spacerze. Pani kompletnie sobie nie radzi z wyprowadzaniem psa jadąc na wózku. Mimo, że wcześniej zapewniała, że chodziła na spacery, to wątpię. Sama miała wątpliwości, smycz się plątała, raz najechała na łapkę małej, aż w końcu mi oddała smycz. Rozmawiałam też z jej sąsiadką, mówiła, że ten poprzedni piesek był luzem puszczany pod klatkę i błąkał się po osiedlu.
Nie mogłam zostawić jej suni, mam wątpliwości czy ona poradzi sobie z jakimkolwiek pieskiem, skoro ten poprzedni był tak puszczany luzem.
Jestem załamana, bo ona na koniec mówiła, że musi się przespać i przemyśleć, ale ja już wiem, że nie dam jej Szczotki.
Taka fajna sunia, a takie problemy, żeby znaleźć jej dom.