Jump to content
Dogomania

nancy1

Members
  • Posts

    4
  • Joined

  • Last visited

Converted

  • Location
    Kielce

nancy1's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. [quote name='mrs.ka'][B]nancy1 [/B]nie wiem czy ktos uwierzy w twoją historie ,testy z krwi robi się w każdym wieku ,nawet noworodkom,tylko nie ważne jaki będzie wynik ,ty już podjęłaś decyzję,poprostu nie dajesz sobie rady z pieskiem i z dzieckiem , przecież nie zostawisz samego dziecka w domu ,żeby wyjść bo pieskowi chce się siusiu,co tłumaczy ,że nadal załatwia się w domu ,sytuacja cię przerosła i to jest kolejny dowód na to ,że nigdy nie wydaje do adopcji psów kobietom w ciąży,nie dadzą sobie rady(co akurat rozumiem,bo przy noworodku czuwa się 24 h na dobę) i zwalą winę na alergie(czego nie rozumiem bo kilka krostek to nie jest tragedia i skoro ma skłonności alergiczne to będzie jeszcze tysiące alergenów ,których się nie usunie z otoczenia tak jak...psa) Mam nadzieję tylko ,że sunia nie wyląduje na ulicy ...[/QUOTE] [quote name='Handzia55']Najlepiej skutki własnych błędów zrzucić na barki innych ludzi. Nie podobał mi się twój pierwszy post, a już te bajeczki o alergii to już zupelnie Cię dyskredytują. Wybacz, ale ludzie, którzy od lat zajmują się pomocą zwierzętom, fałsz tych opowiastek wyczuwaja na kilometr. Mrs.ka ratuje nie od dzisiaj ani nie od wczoraj i na ten temat ma zdecydowanie więcej do powiedzenia niż Ty. Oprócz wiedzy ma także wielkie serce dla zwierząt, czego Tobie najwyrażniej zabrakło.[/QUOTE] Heh. Widzę, że cokolwiek bym nie napisała, to Wy wiecie lepiej. Jasne, nie daję sobie rady z wychodzeniem z psem codziennie na spacery i dlatego nie jest nauczony czystości, ale to nie powód, żeby się jej pozbywać. Nie jestem na tyle odważna, żeby ryzykować zdrowiem, czy chociażby wyglądem mojego dziecka po to by zatrzymać suczkę. I moje dziecko nie miało "kilku krostek" tylko całą buźkę paskudnie zsypaną, potem zrobiły się z tego wielkie czerwone plamy (może i swędzące bo dziecko bardzo szorowało rączkami po twarzy). Musimy smarować go preparatem ze sterydami. Nie jestem lekarzem, nie znam się, ale słucham, tego co mi powiedziało już 4 lekarzy. Nie wiem jak z tymi testami z krwi, bo pierwszy raz o nich słyszę. W tym wieku "leczenie" polega przede wszystkim na wyeliminowaniu tego, co uczula. W tym wypadku psa. A tak na marginesie, to weźcie proszę, pod uwagę, że pomiędzy wieloma zmyślonymi historyjkami o alergii są też te prawdziwe. I nie każdy rodzic, matka, ma odwagę trzymać psa, gdy dziecko okazuje się być alergikiem. Zresztą, jak napisałam, bez względu na wszystko jestem w Waszych oczach złą paniusia, której się pies znudził. Przykre. Ogłoszenie usunęłam, bo suczka wraca do osoby, od której ją wzięliśmy.
  2. Ok, żeby nie było, że zła ze mnie kobieta i coś ukrywam, to wszystko od początku: Suczkę wzięliśmy pod koniec lipca, kiedy byłam w 7 miesiącu ciąży. Do czasu urodzenia dziecka miałam nauczyć ją większości rzeczy (typu załatwianie potrzeb na zewnątrz). I zabrałam się za szkolenie jej, ale co do zachowania czystości w domu, to najpierw były szczepienia i kwarantanna, a potem, na początku września, trafiłam do szpitala. Troszkę tam przeleżałam i w efekcie urodziłam 2 tyg przed terminem-cesarskim cięciem. Podczas mojego pobytu w szpitalu, jak i w pierwszych tygodniach po powrocie, psem zajmował się mąż, jednak większość dnia sunia była sama w domu (mąż zaraz po pracy jechał do szpitala, a jak już byłam w domu, to jej unikałam ze względu na bliznę - sunia spokojnie sięga łapkami do mojego brzucha). Chodzili wieczorem na spacery. Wszystko było w porządku, aż do czasu, kiedy moja blizna się zagoiła i też zaczęłam zajmować się psem. Nasze dzieciątko dostało wysypki. Karmię piersią, więc normalne, że najpierw podejrzewałam się coś z pokarmów, więc wykluczałam kolejne rzeczy ze swojej diety. Przez miesiąc się z tym męczyłam, a w końcu miałam dość i przez dwa tygodnie jadłam tylko sam chleb (dodam, że nie pszenny, bo ten też może uczulać) i piłam wodę. I nawet wtedy wysypka nie minęła. W zasadzie to z każdym dniem było coraz gorzej. Lekarze twierdzą, że to na 100% alergia. Podejrzewalismy psa, i dlatego ograniczyłam kontakt z sunią do minimum. W zasadzie znów siedzi sama całymi dniami, a ja z dzieckiem zamknięta w pokoju. Z psem bawię się tylko wieczorem, chwilkę przed kąpielą. I co? Skóra mojego maluszka wygląda dużo lepiej. Czyli na 99% to sunia jest przyczyna problemów skórnych naszego dziecka. Nie można tego stwierdzić z całą pewnością, bo nie robi się testów u tak małych dzieci. Moglibyśmy zatrzymać sunię, ale jaki jest sens, skoro nadal musiałabym unikać z nią kontaktów? W tej chwili boje się jej dotknąć, żeby nie przenosić alergenów na dziecko. Taka sytuacja jest chora, bo ani pies nie jest szczęśliwy (bo niby jak), ani ja nie czuję się swobodnie w swoim własnym domu. Co chwilę znajduję gdzieś sierść i od razu się złoszczę na psa, choć niczemu przecież nie zawinił. Nie mogę przez kilkanaście lat jej unikać. A jak dziecko zacznie raczkować to co? Będę przed każdym położeniem go na podłogę odkurzać i prać dywan? Część z Was powie pewnie, że przesadzam, że z alergią na psy, można mieć psa. Jasne, że w niektórych przypadkach tak, ale mój mąż ma bardzo silną alergie na trawy, więc obawiam się, że alergia syna też może być taka. Problemy ze skórą, jakie ma teraz mogą przerodzić się np w atopowe zapalenie skóry, a to jest paskudne. W dodatku moje dziecko nie ma kilku lat, a ledwie dwa miesiące, więc normalne, że nie będę ryzykowała trzymając suczkę dłużej. Moim błędem było, że założyłam, że dziecko alergii mieć nie będzie. A jednak chyba ma i muszę zrobić wszystko, by w swoim domu nie było narażone na kontakt z alergenem. Tyle, możecie mnie krytykować, że nie trzeba było brać psa w ciąży. Ano, nie trzeba było, teraz to wiem. Ale jest za późno i szkoda, że zrozumiałam to kosztem suczki, ale teraz już nic na to nie poradzę. Wiem, że nigdy już żadnego zwierzaka mieć nie będę. O suczkę dbaliśmy bardzo od początku, i dbamy nadal. Zostala przez nas odrobaczona, odpchlona, zaszczepiona, dostaje dobrą karmę (purina dog chow), przysmaki, wielkie kości do gryzienia, ma swoje zabawki. Mąż ja kąpie, szczotkuje. Nie zdążyliśmy jej jedynie wysterylizować.
  3. Oj, dyskutować na ten temat nie będę. Ale nie, nie znudziła mi się i w życiu nie nazwałabym psa zabaweczką. Przyczyna jest zupełnie inna i suczkę i tak musiałabym oddać prędzej czy później (a lepiej teraz, kiedy jest jeszcze mała) Żałuję bardzo, że nie wiedziałam, nie przewidziałam tego wcześniej, bo nie brała bym jej w ogóle i oszczędziła zmiany "właściciela". Ale, stało się, nic na to już nie poradzę, czasu nie cofnę. Teraz zależy mi na znalezieniu jej odpowiedniego domu. I proszę nie wyskakiwać z takimi tekstami, zakładając najgorsze, tylko może grzecznie zapytać o przyczynę.
×
×
  • Create New...