Miał chore serduszko, od roku brał leki. Wczoraj późnym wieczorem zaczął się dusić. Pojechaliśmy do całodobowej lecznicy. Wetka stwierdziła, że musi zostać pod tlenem. Po niecałej godzinie telefon, że Leoś musiał być dwukrotnie reanimowany i stan jest krytyczny. Pytałam chyba z 5 razy, jak wariatka, czy nie ma szans na poprawę. Nie było. Wetka zasugerowała, że najlepiej pomóc mu odejść . Wyraziłam zgodę na eutanazję. Dzisiaj byłam się z NIM pożegnać. Przytuliłam go i wycałowałam. Zamówiłam kremację indywidualną i ładną urnę.
Cierpię, przez cały dzień płaczę, nie mam siły na nic. To był cudowny piesio . Ideał. Mój mały, najdroższy skarb.
Kaja i Karmelek nie rozumieją, co się stało. Są smutni, zdezorientowani.
To tak bardzo boli