Dzisiaj miałam okazję wyjść z Rokim na spacerek :D Z boksu wyskoczył jak strzała, pewnie troszkę się zawiódł, że Martyny nie ma... ale potem już tylko spacerek po parku, odpoczynek (dla mnie) - Roki miał wręcz mi za złe, że pozwoliłam sobie usiąść, kiedy on chciał tylko iść i iść :D
Potem poszliśmy na wybieg... no właśnie :mad: Gdy tylko go spuściłam, to pognał prosto na siatkę... okazało się, że jest dziurawa i już Rokiego nie było. Nie no dobra, nie było tak źle, po prostu wbiegł na drugi pawilon, a że tam wyjście z drugiej strony było zamknięte, to musiał się wrócić prosto w moje ręce :D
Potem smutny powrót do boksu... :shake:ale przynajmniej (jak na razie) jest sam...