Wróciłam.
Ja tylko dodam, że Jadzia podczas podróży do Warszawy była bardzo grzeczna.
Za Zawadą wyjęłam ją z kontenerka ( siostry zakonne obok jechały i " wzięłam " je na litość) , żeby łapki rozprostowała.Nie miała ochoty tam wracać, ale przed Lublinem bez problemów włożyłam ją z powrotem do klatki.
Przez ponad 5 godzin sunieczka nie zrobiła siusiu, nie reagowała na hałasy, przenoszenie ani na panujący upał.Cały czas zwilżałam jej pyszczek, głasiałam i to wystarczało jej do szczęścia.
I małe wytłumaczenie w stosunku do osoby odbierającej Jadzię w Wawie.
Przepraszam za tempo przekazania.Wynikało ono z braku czasu ( pociąg miał opóżnienie), którego tego dnia okrutnie mi brakowało.