Witam wszystkich. Do tej pory byłam biernym podglądaczem tematu. Nie zdarzyło się nic co było by warte opisania.Aż do niedzieli. Mam roczna Akitę, nie jest agresywny ale nie lubi jak jakiś inny zwierz pokażnych romiarów naciera na niego od tyłu. Spacerowaliśmy po parku, pieso jeszcze na smyczy szliśmy na bezludne łąki, żeby mógł poszaleć w śniegu. Nagle słysze jak biegnie coś za nami. Malamut bez smyczy obroży i oczywiscie bez własciciela Pokojowo nastawiony nie był już widze ,ze za chwile moze nie być przyjemnie...Odciągnełam mojego i starałam sie odejśc ale niestety malamut upartypcha sie z łapami na mojego. W miedzyczasie zza krzaków wyłania sie łaskawie własciciel krokiem wolniejszym od zólwia i krzyczy "" Może Pani poczekać? " Wiec mu odkrzyknełam Ze ja może i owszem ale psy niekonieczniecznie " Ledwo to powiedziałąm i zaczeło sie ! okazało sie,ze pan potrafi biegać bo znalazł sie obok w ciagu paru sekund, nie było łatwo rozdzielić psy.Całe szczeście żadnemu krzywda sie stała.A pan co bez słowa złapał psa za kark i poszedł w swoja strone !! smyczy ani obroży nie widziałam.Generalnie szkoda słow bo wracajac widziałąm tego psa dalej biegajacego a pana z puszeczka piwa beztrosko podpierajcego drzewko