Jump to content
Dogomania

Bestia

Members
  • Posts

    41
  • Joined

  • Last visited

Bestia's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Żeby zakończyć ten wątek i ku pokrzepieniu serc: lodówka i szynka z indyka pogodziły zwierzaki - już jest wszystko OK!
  2. Najnowsze wieści: Dom podzielony na dwie strefy. Torres na parterze, kot Eliasz na 1 piętrze. Nie jest łatwo...:-(
  3. No to jeszcze jedna anegdotka o dzieciach i psach z czasów mojej młodości. Do mojej mamy w tymże Zakopanem przyszła inna znajoma - tym razem zakopiańska, posiadaczka owczarka podhalańskiego ze swoją małą wnuczką. U mamy przed łóżkiem leżała na podłodze biała skóra z barana, na której zresztą najczęściej urzędował rzeczony (kopnięty) Wabik. I mała Maryjka powiedziała: my też mamy takiego pieska, tylko nie jest taki rozdeptany. Od razu zaznaczam, że ich Baca był ukochanym psem i nikt go nie kopał i nie deptał. Mnie te wspomnienia nieustająco bawią. Ale może ja mam inne poczucie humoru... :evil_lol: I obiecuję, że już więcej OT anegdotek tu umieszczać nie będę!
  4. [quote name='kakadu']o matko, to bylo makabryczne! ten chlopczyk kiedys dorosnie, bedzie mial wiecej sily, a przekonanie o zbawiennym wplywie kopania w nim pozostanie byc moze... :cool3:[/QUOTE] Dziewczyny! Ten chłopczyk ma już własną córeczkę, dwa psy i kota! I jest świetnym facetem! Trochę luzu! Nie wiadomo, skąd wziął ten odjazdowy pomysł (stawiam na tzw. podwórko) ale nigdy już nie próbował edukować żadnych zwierzątek w ten sposób. A historia bawi moją i jego rodzinę. Nie zrozumiałyśmy się ;) A przyszło mi to do głowy, jak Kakadu napisała, że Sojka po kopnięciu zrobiła się mniej szczekliwa!
  5. Nie mogę się powstrzymać.... Dawno to było - do moich rodziców w Zakopanem przyjechała znajoma z małym, dwuletnim wnuczkiem. Rodzice mieli pieska "przecudnej urody" - mieszaniec jamnika z maltańczykiem, nazywał się Wabik. Mały na widok pieska podbiegł i z całej siły go kopnął. Na szczęście był mały, więc wielkiej krzywdy psu nie zrobił. Moja mama zapytała, dlaczego to zrobił. I co Wojtuś z poważną miną i pewnością w głosie odpowiedział? Jak się psa kopnie to jest potem mądry przez cały rok! :lol:
  6. Dostałam wiadomość z Zakopanego - ten lekarz (rozmawiał z nim syn moich przyjaciół), który mnie operował prosi, żeby zainteresowana do niego zadzwoniła, chce się czegoś więcej dowiedzieć - mam jego numer komórkowy. Weszłam w ten wątek wczoraj przez banerek Kakadu na moim "Olbrzymie". Napisałam e-mail z moim telefonem do Kakadu - przekaż, proszę mój telefon, a ja opowiem, co i jak.
  7. Ja 10 lat temu zmasakrowałam sobie kompletnie kostkę. Połamałam i poprzestawiałam wszystko co możliwe i zerwałam więzadło. Dokonała tego właściwie moja ukochana suka Bestia - bawiąc się z innym psem w berka podcięła mi kolano, spadła mi pięta z drewniaka i już!!! Było to w Zakopanem. W szpitalu zakopiańskim lekarze pytali, jak ja to zrobiłam, a ja im mówiłam, że nosiłam takie zdrowotne obuwie, jak oni wszyscy. Ale do rzeczy. Ponastawiali wszystkie kości i staw, założyli gips aż do pachwiny i stwierdzili, że jadę na górę na oddział ortopedii, bo noga jest do operacji (więzadło). Wycięli okienko w gipsie, zoperowali nogę, po 10 dniach zdjęli szwy i wypuścili do domu z zaleceniem zmiany gipsu po tygodniu, jak zejdzie opuchlizna - to już w Warszawie. Przyjaciel mnie przewiózł do W-wy i po tygodniu zawiózł do warszawskiego szpitala. A tam zrobiono mi rentgen kontrolny panowie doktorzy się nie mogli nadziwić, jak wspaniale mam tę nogę poskładaną. A na temat więzadła powiedzieli, że tu nikt by mi go nie cerował, bo: "może się odbuduje w krwiaku, a jak nie, to trudno". Wracając do sprawy - zadzwoniłam przed chwila do Zakopanego i poprosiłam przyjaciół, żeby się dowiedzieli u zakopiańskich ortopedów, czy robili takie operacje barku i z jakim efektem. Oni tam mają ogromną praktykę, bo mają mnóstwo połamańców. Pamiętam z mojego pobytu, że część lekarzy wtedy była na szkoleniu (stażu) w Piekarach Śląskich - może tam jest jakaś dobra ortopedia - sprawdź. Jak dostanę odpowiedź z Zakopanego - napiszę.
  8. Wiadomości z dnia dzisiejszego: TORRES (nowe życie - nowe imię :evil_lol:) w oczekiwaniu na własny tapczanik w nocy wlazł na kanapę! Nie wzbudziło to entuzjazmu pana, ale były tylko ślady - nikt go na gorącym uczynku nie nakrył - spryciulek! Pan ma nadzieję, że uda mu się go przydybać na kanapie i wtedy mu wytłumaczy, że to nie jest najlepszy pomysł. Poza tym Torres poczuł się u siebie i zaczął przez ogrodzenie obszczekiwać obcych! To świetna wiadomość - ale w ogrodzie chętnie przebywa mając towarzystwo. Jak tylko osoba która z nim wyjdzie wraca do domu to pies też. Widać boi się, żeby go nie porzucić. Właściwie cały czas jest koło pana - leży przy nogach. Wie kto jest przywódcą stada :loveu: W sprawie stosunków psio-kocich: Torres baaardzo chce powąchać kota. Pan mówił, że nic nie wskazuje na jakieś mordercze zamiary. Ponieważ Torresowi powiedziano, że NIE WOLNO wchodzić na schody, więc kot siedzi na górze schodów (czasami tyłem, demonstracyjnie) a Torres na dole merda ogonem i zachowuje się tak, jakby zapraszał do zabawy. Dom został podzielony na parter psi i 1. piętro kocie. Czasami kot się przemyka, żeby wyjść do ogrodu. Ale kot jest bardzo obrażony i pewnie cierpi. A Torres? Pewnie myśli, że trafił do raju! Zdaje się, że się powtarzam, ale co tam! JESTEM SZCZĘŚLIWA
  9. Zdjęcia "militarne" to ja i Robert na pożegnalnym spacerze w oczekiwaniu na nowych właścicieli. Następnie zabawy z suczką strażnika, a ostatnie dwa zdjęcia to już nowa pani z córką i pieseczek kompletnie rozłożony ze szczęścia, że ktoś drapie po brzuszku.
  10. No nie wiem. Muszę zapytać tych państwa. W końcu to oni są na zdjęciach. Jeśli się zgodzą, to oczywiście wyślę.
  11. Dostałam mail z 15 zdjęciami robionymi dziś. Pies w domu, pies w ogrodzie, pies na spacerze w lesie... Sielanka. Państwo napisali, że są szczęśliwi i że radość wróciła do ich domu (niedawno uśpili chorego na raka 13-letniego psa rasy bouvier). Pies szczęśliwy. My szczęśliwi, że to się tak pięknie skończyło. :cool1:
  12. A tu relacja z dnia dzisiejszego: Do domu dojechali o 1-ej w nocy. Kot został zamknięty na 1. piętrze w pokoju córki, Rocky obszedł i obwąchał całe ponad 100 m2 na parterze a potem nakarmiony leżał na grzbiecie i do trzeciej w nocy dawał się drapać i głaskać po brzuszku i „całym psie” - dopieszczany był przez mamę z córką, a pan żartował, że Rocky ma dwie niewolnice. Zostało mu powiedziane, że na schody nie wolno wchodzić - on pięknie reaguje na komendę „NIE WOLNO” i poszedł spać na swoim, trochę brudnym, ale pachnącym mu poprzednim życiem kocyku. Rano przywitał schodzących z góry bardzo przyjaźnie, wyszedł bez smyczy na teren posesji, ale cały czas się oglądał, czy pani idzie za nim. Po śniadaniu poszedł do lasu za ogrodzeniem z córką na spacer (na smyczy) i podobno wszyscy inni spacerowicze z psami na widok Olbrzyma wycofywali się. Ale on jest przyjazny, a w każdym razie nie napastliwy. Kot dziś się pojawił, Rocky warknął, został skarcony, kot uciekł na piętro. Za drugim razem kot się pojawił, kiedy Rocky leżał na swoim posłaniu i bawił się gryzakiem - nie zwrócił na kota uwagi. Mam nadzieję, że za jakiś czas wszystko się ułoży – a na razie będą urzędować każde na swoim poziomie. Kiedy pani do mnie dzwoniła Rocky leżał na podłodze z 15 letnim synem i obaj „trzymali się w objęciach”. Rocky jest spragniony czułości, tu niewiele jej dostawał, od popołudnia do rana siedział sam w kojcu. Jestem szczęśliwa, że wszystko się dobrze skończyło!!!
  13. Około 21-ej Państwo zadzwonili, że piesek został jednak wykąpany w „Bukowym Dworku” . Z Góry Kalwarii na Wybrzeże mieli Białołękę po drodze. [url]http://www.detweester.pl/Salon/[/url] [url]http://www.eoferty.com.pl/strzyzenie_i_kapiel_psow_24h_duzych_173809.html[/url] To jest to miejsce o które poprzednio pytałam, czy ktoś je zna. No więc teraz ja po relacji nowych państwa Rockiego mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że miejsce jest świetne. Prowadzi je u siebie w domu dwójka młodych ludzi, jest teren, gdzie pies może pobiegać przed i po kąpieli, Rocky zachęcony paróweczką sam wskoczył do wanny, został wyszorowany, znaleźli mu dwa kleszcze (pewnie złapał je na grzybach mimo zabezpieczenia Fiprexem), usunęli krople smoły z brzucha (lubił w kojcu w dzień polegiwać na dachu budy pokrytym papą) pokazali wszystkie zadrapania pod brodą (pewnie zdobył je wydostając się z kojca drugiej nocy po przywiezieniu z Dolnego Śląska) i posmarowali je maścią z antybiotykiem (nowi właściciele psa przy wszystkich zabiegach byli obecni!), wyczyścili mu uszy, wysuszyli psa suszarką. Uprali brudną obrożę i linkę na której chodzi. Wszystko kosztowało 100 zł. REWELACJA! Dobrze wiedzieć, że jest takie miejsce. Rocky ma gładziutką sierść, ale zajmują się też kudłaczami.
  14. [quote name='kamucha']poooobudka Bestio ;) siedzę w pracy i umieram z ciekawości:)[/QUOTE] Przepraszam, problemy z psią łapą mojej osobistej suczki - nie mogłam wcześniej, wybaczcie! No więc był tak: Nowi państwo z córką dojechali dobrze po południu. Rocky był „wyspacerowany” z nami przez pół dnia, cały czas dawał nam do zrozumienia, że jest głodny, bo dostał rano małą porcję, a potem już nic. Tuż przed ich przyjazdem strażnik sąsiedniej firmy wypuścił zaprzyjaźnioną suczkę i zaczęły się szaleństwa. Państwo podjechali, wysiedli z samochodu i … ZERO obaw przed cielaczkiem, rozbawiony Rocky wskoczył na córkę usiłując jej dać buzi, dostał od nich przygotowane parówki, dawał się głaskać, łasił się do nich jak kot, potem córka wzięła go na spacer a my poszliśmy podpisywać papiery. Ponieważ z tych emocji zapomniałam z domu przygotowanego wydruku umowa została napisana ręcznie w formie: Umowa adopcyjna, miejscowość, data, Pan XXX przekazuje, a Pan YYY przejmuje psa (tu opis). I Pan YYY umowę podpisał, a pod spodem dopisał, że zobowiązuje się do zapewnienia mu godnych warunków i opieki i „że go nie opuści aż do śmierci”. Naprawdę!!! Jedyny problem który jest, to kot. Tak jakoś wyszło, że ja nie powiedziałam, że Rocky nie lubi kotów, bo kiedy Pan dzwonił 1. raz mówiłam, że pies już zaklepany (potem ci ludzie się wycofali), potem wysłałam im linka do wątku Olbrzyma na Dogomanii, oni nie doczytali, dopiero przedwczoraj ich córka przeczytała cały wątek. Jeszcze przed ich przyjazdem w czasie rozmów stwierdzili, że chyba zrezygnują z kąpania psa, bo to za duży stres. Ostatni kwadrans przed odjazdem wyglądał tak, że Rocky leżał na grzbiecie a mama z córką drapały go po brzuszku! Po niecałej godzinie od ich przyjazdu Rocky wskoczył do bagażnika wyłożonego jego kocykiem (za kratkę) samochodu i pogłaskany przez nas odjechał z Góry Kalwarii nad morze. Byliśmy bardzo smutni, ale też szczęśliwi, że wszystko odbyło się tak fajnie i bezproblemowo.
  15. :cool1:Właśnie weszłam do domu. O 17-tej pies pojechał nad morze. Wszystko było O.K. Szczegółowe sprawozdanie napiszę jutro, bo teraz muszę iść z własną suczką do lekarza na zmianę opatrunku i zastrzyk z antybiotyku. Przedwczoraj miała pod narkozą wycinaną narośl na łokciu przedniej łapy. Teraz tylko krótka wiadomość, reszta później - ale jestem szczęśliwa!!!
×
×
  • Create New...