Ivovita
Members-
Posts
14 -
Joined
-
Last visited
Ivovita's Achievements
Newbie (1/14)
10
Reputation
-
Dzięki Wszystkim , za wsparcie ...Długo mnie tu nie było... Pewnie domyśliliście się ... Rockiego już nie ma... Musiałam podjąć decyzję o uśpieniu, i było to straszne doświadczenie... 15 pażdziernika , dopiero teraz mogę to napisać - i ciągle płakać mi się chce - i pusto w domu- i brak tego cholernego szczekania na każdy dzwonek... i kudłów wszędzie , i spacerów o 6 rano, i tego ciepełka kiedy się przytulał jak czytałam książkę, i rozmów przez telefon ( a jakże..),... tego spojrzenia mądrego i wyrozumiałego- brązowych oczu ....
-
Rokuś apetyt ma wilczy, pije sika , ma błysk w oczach , ale również problemy z podniesieniem się i chodzeniem. Wet. zrpbił badania krwi i był zdziwiony - wątrpba się pogorszyła , ale nie aż tak bardzo jak myślał, niestety spada ilość czerwonych wzrasta białych - anemia.
-
nie wiem co mam robić!!!Rocki czuje się żle. Wczoraj myślałam o etanazji , dzisiaj było lepiej , mój mąż może przyjechać w sobotę...okazuje się ,że wątroba zużywa się nie tak szybko , ale chyba to cóś co zawiaduje mięśniammmi nie działa ok. Nie wiem czy możemy poczekać do soboty , czy lepiej zakończyć to dzybciej
-
Jeszcze niedawno miałam nadzieję, ale wydaje mi sie ,że Rokiś powoli od nas odchodzi. Ta łapa nie chce dojść do siebie, a on robi się osowiały , mam wrażenie ,że przestaje walczyć.Przesypia większość dnia.Nie wydaje mi się,żeby teraz cierpiał ( zawsze histerycznie reagował na najmnieszy ból), ale po prostu traci siły. Ja nie mogę przestać płakać , przypominam sobie jak do nas trafił i,że wcale go wtedy nie chciałam. Został uratowany 9 lat temu przed uśpieniem - tak chciała się go pozbyć jego pierwsza rodzina , dla której był prezentem świątecznym. Mi też mówiono,żebym zaczęła myśleć o nowym piesku, ale na razie nie mogę i nie wiem czy i kiedy to nastąpi.Rokuś jeszcze jest z nami - wczoraj 10/10/2010 skończył 10 lat.
-
Bardzo mi przykro właścicielkojamniczka!!! Nasze pieski były operowane w podobnym czasie. Mój Rokuś , jeszcze wśród żywych, ale jestem ciągle w strachu. Do dziś było dobrze, ale po powrocie ze spaceru , nie tak ,że od razu - po dwóch godzinach zaczął kuleć na tylną lewą łapę. Jako ,że ma mniej mięśni ciężko było mu chodzić. Z popołudniowego wyjścia zwieżli nas dobrzy ludzie samochodem , bo "nunuś " nie chciał wstać z trawki, a ja ryczałam , bo on jest za duży ,żebym mogła go ności na rękach. Wieczorem odwiedził nas wet. i zbadał i powiedział ,że to jeszcze nie koniec - psisko naderwało sobie ścięgno , bo zbyt intensywnie się ruszało. Do tej pory nikt nie chciał wierzyć ,że Rokuś jest chory. Pomimo ,że wiem ,iż ten moment nadejdzie ,że trzeba będzie się pożegnać - nie mogę się ztym pogodzić. Tak bardzo się przywiązujemy ,my do psów , a one do nas.
-
Tak , na początek , dziękuję wszystkim za wsparcie. Właścicielko Jamniczka - trzymaj się!!! Mój Rokiś po operacji schudł bardzo , ale apetyt ma wilczy. Tydzień temu ściągaliśmy szwy.Wiemy ,że ma włokniaka . Ma jednak sobie żyć psim życiem póki się da Wieczorami jest bardzo aktywny , chce biegać i bawić się. Martwię się tym jego głodem , jutro idziemy do wet. porozmawiać co dalej robić - dać więcej jeść , czy dietka.
-
Ja się czuję bardzo winna , myślę ,że się pzryczyniłam do choroby mojego Rokusia . Do tej pory jak wyjeżdżaliśmy na wakacje zawsze zostawał we własnym domu pod opieką ludzi , którzy przyjeżdżali do nas spędzić urlop. W tym roku postanowiłam, że psiuna pojedzie z nami, że ma już 10 lat i ,że nie wiadomo ile jeszcze będzie z nami , a 2 miesiące to przecież długo. Zle zniósł podróż do Polski. W drugą noc po przyjeżdzie musiałam wzywać wet. , bo Rokuś miał zaburzenia równowagi i w pewnym momencie sztywne przednie łapki. Wet. przypisał to stresowi po podróży, dał mu zastrzyk sterydowy - miał działać ok.3 dni. Po tych paru dniach u Rockiego wystąpiły bóle w stawach - piszczał przy podnoszeniu się z wyrka - jeszcze tego samego dnia byłam u wet. i dostał zastrzyk przeciwbólowy. Powiedział, że jak bóle się powtórzą zrobiy prześwietlenie i usg ,żeby sprawdzić stawy. Ale było dobrze, tylko trawę kosił , nie pomyślałam że to może być już objaw choroby. On trawę zawsze lubił, tylko w Posce jadł jej więcej , podejrzewałam ,żę chce uzupełnić witaminy , minerały... Teraz wiem , że podróż była zbyt silnym stresem dla niego. To było widać jak dyszy... sądziłam ,że skutki będą tak katastrofalne ... nie wyjechałabym , na żadne wakacje , gdybym wiedziała jak to się skończy ... nie mogę sobie tego wybaczyć , widząc co się dzieje z Rockim
-
Rokuś ( operowany w czwartek ) ma się fizycznie lepiej. Zwawiej się porusza, reaguje na dzwonek u drzwi , szczeka. Ale jednak mam wrażenie ,że jest osowiały, po krótki ożwieniu na spacerze -wlecze łape za łapą. Jest jak już pisałam na diecie , ale mam wrażenie , że porcje jakie zalecił mu wet. są dla niego za małe. Ma dostawać po 300g ryżu ( ważony po ugotowaniu) , warzyw i mięska . Psisko przed operacją ważyło trochę ponad 38 kg. Już wczoraj wieczorem upominał się o więcej, a dzisiaj rano miał ochotę zjeść całą dzienną porcje ( ja dzielę mu ją na 2 , albo 3 razy) Mam za złe naszemu wet. ,że nie zrobił biopsji tego co siedzi na wątrobie Nunka w trakcie usuwania śledziony. Ewentualna chemioterapia byłaby od tego uzależniona. Bardzo chciałabym go ratować , ale nie wiem czy mogłabym go wysłać na jeszcze jedną operację w celu zrobienia biopsji. Wet. powiedział ,że za dużo tej wątroby jest zajęte,by guzy usuwać . Są to straszne dla mnie dni.
-
Widzę,że nie tylko ja śpię z psiuniem , gdziekolwiek by się nie położył.Jeszcze tego dnia - po operacji wlazł na łóżko mojej córki - na szczęście on nie musi wskakiwać , bo jest duży - ale jednak to wysiłek. Rokiś dostaje - CUREPAR z prednisolone, no i oczywiście dieta cały czas- ryż , warzywka , kurczak lub indyczek. Po operacji , zadziwiająco szybko doszedł do siebie - już dzisiaj ma inną minę, nawet sobie szczeka ( trochę delikatniej). Wczoraj mnie wzruszył , bo jeszcze obolały -zaczął szukać w parku piłeczek tenisowych...
-
Jakie kroplówki Wasze psiaki dostały? Rokiś wyszedł z lecznicy na własnych łapach parę godzin po operacji. Dostał antybiotyk, dzisiaj byłiśmy na powtórce. No i od dzisiaj - kortyzon.
-
Nasz wet. nie jest onkologiem , nie pobrał z tej wątroby nawet wycinków. Ma natomiast zdjęcia , może mi je udostępnić. Miał tą wątrobę w ręku podczas operacji usuwania śledziony i powiedział ,że gdyby tylko trochę tej wątroby było zaatakowane byłyby szanse na uratowanie Rockiego.Twierdzi ,że jak chcę może mi podać adres do najlepszej kliniki w Paryżu, ale to od nas prawie 1000 km. Mieszkamy na południu Francji. Myślę ,że w tym stanie psisko by takiej podróży nie zniosło. A ja ciągle nie mogę powstrzymać się od płaczu.Szukam nawet alternatywych metod leczenia - podczytywałam o soku z noni... Dzisiaj Nunuś czuję się odrobinę lepiej. Wczoraj tylko poszukiwał wody. Nawet w podlewaczce na balkonie. Dzisiaj zainteresował się miską ( oczywiście dietetycznie -ryż, kurczaczek i warzywka). Wczesno-poranną porcję zwrócił co prawda , ale następna porcja chyba zatrzymała się na dłużej. Było już sikanko i kupka. Na spacerze wyciągał mnie w swoje ulubione miejsca.Myślę o zorganizowaniu wyjazdu w pażdzierniku gdzieś na wieś , w naturę - w Posce tak cieszył się z lasu. Oczywiście jak będzie się dobrze czuł...
-
Rocki jest już z nami w domku. Długo nie mógł sobie znaleść miejsca. Bardzo chciało mu się pić , ale wet . pozwolił tylko1/2 szklanki wody co 2 godziny. Zwilżałam mu więc mordkę reką zamoczoną w wodzie. Nasz wet. odradza chemioterapię. Wątroba jest już mocno zaatakowana. Ma nam natomiast dać kortizon , co pozwoli psisku pobyć jeszcze z nami i bez cierpień. Jak długo nie wiadomo. Powiedział 3-6 miesięcy, ale dał też przykład suni z zaawansowanym rakiem płuc , ktorej kortizon przedłużył życie o rok. Może to głupie, ale cały czas mam nadzieję ,że wet. się myli i żadnego raka nie ma. Teraz biedaczek w końcu sobie leży , ale nie na pańskiej kanapie , ani na swoim posłanku tylko na podłodze w przedpokoju. Przykryłam go jego kocykiem i chodzę na paluszkach, żeby trochę odpoczął. Dobrze ,że jest to forum, gdzie można się wypłakać i być zrozumianym.
-
O ok.16 jadę po niego. Wet. jeszcze raz ze mną rozmawiał i powiedział ,że tą wątrobą jest zdziwiony - badania krwi tego nie wykazały. Dla mnie wszystko dzieje się za szybko. Wspaniałe wakacje w Polsce , gdzie psisko w końcu zobaczyło co to jest las. Ledwie 2 tygodnie po powrocie - operacja. To jest jak zły sen. Znajomy mi opowiadał ,że psy żle znoszą podróże i o tym jak ktoś po wyjeżdzie na wakacje już nie wrócił ze swoim owczarkiem. Teraz mam wyrzuty sumienia ,że mojemu Rockiemu zafundowałam takie przeżycia. Po podróży do Polski rzeczywiście żle się czuł ,ale wyszedł ztego przy pomocy polskich wet. ( raz miał zaburzenia równowagi i raz bolały go stawy - ale to tylko w pierwszym tygodniu po podróży).A może to właśnie były pierwsze objawy choroby... Boję się tego co nas czeka. Wspominam jak do nas trafił i wstyd się przyznać ,że go na początku wcale nie chciałam....( pierwsi właściciele chcieli go uśpić bo był niewygodny , rozrabiał w domu pod ich nieobecność), my mieliśmy mu tylko znaleść dobry dom...
-
Mój Rokuś, dzisiaj miał operację usunięcia guza i śledziony. Prawie nie miał objawów tego choróbska. Ostatnio tylko stracił apetyt i nieco schudł. Myślałam ,że to upały a wcześniej ,że podróż. Mieszkamy we Francji i Rokiś był z nami 2 miesiące w Polsce. Ma 10 lat. W Polsce na potęgę wcinał trawę , ale nie ziemię jak wcześniej się doczytałam. No , ale od jakiegoś czasu zaczą sypiać na grzbiecie, a i tego nie wzieliśmy za objaw choroby tylko wygodnictwa. W trakcie operacji zadzwonił do mnie wet. i powiedział ,że widzi przerzuty w wątrobie.Pytał czy go wybudzać.Nie potrafiłam powiedzieć ,że nie , bo zawiozłam całkiem żywotnego pieska na operację. Bawił się jescze i biegał , pływał. Nie wierzę do końca w diagnozę i szukam onkologa. Może to egoistyczne , ale chce się z moją psiną pożegnać. Zeby nie było tak ,iż zostawiłam go u wet. i nie odebrałam. To tak jakbym go zawiodła , opuściła