Jump to content
Dogomania

kielichy

Members
  • Posts

    13
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by kielichy

  1. Cała przyjemność po naszej stronie- to my dziękujemy, że to właśnie on. Moja mama jest pod takim wrażeniem, że mamy kolejny psi ideał, że wróciła do tematu suni dla siebie. Maniek szczeka, tyle, żeby wystarczyło na opinię gminnego psa mordercy (wróg podstawowy: traktory, taczki, przyczepki), atakuje łapą, kiedy niedopieszczony, opowiada rano, jakie miał piękne sny (łoooł, łoł, łoł, łoł, łooooooł- jakby ziewał, tylko z głosem), zajął Shinowe legwisko (Shina raz usiadła na jego- wystarczyło. Swoją drogą pseudokaukaz na legowisku pseudolaba :lol: ), biega jak szczenior i kocha nas bardziej niż przystało czas, który u nas jest. My jego też :)
  2. Jestem zdeklarowanym technicznym przygłupem. Nie umiem wstawić fot! Jestem również forumowym ignorantem... nie wiem czy tak wolno... pozwolę sobie w każdym razie wkleić link do naszej galerii na labradorach- tam umiem wstawiać zdjęcia :) [url]http://labradory.info/viewtopic.php?p=836046#836046[/url]
  3. Halo, znów rzuciłam mamie temat Lubki. Pytania techniczne: - czy sika w domu? - czy udało się sprawdzić jak reaguje jak jest sama w domu? - czy jest szansa na dotransoprtowanie jej w okolice Kalisza?
  4. Hej jumanji, solidaryzujemy się z Tobą w obawach mrozowych- Manfred od środy jest psem domowym :) po schroniskowych i tułaczych czasach za długo trzymał letnią sierść i za późno ją zmienił. Mrozy złapały go... półłysego. Teraz leży w domu przeszczęśliwy. Szkoda, że nie wszystkie tak mogą :(
  5. Witam, Manfred vel Maniek ma się dobrze, my z nim jeszcze lepiej, jedynie nasz labiszon średnio szczęsliwy, że dzieli miłość, ale powoli się przyzwyczaja. Maniek był dramatycznie zarobaczony, czym chętnie podzielił się z Shiną i odkąd z nami mieszka walczymy z podwójnym tasiemcem. Mam nadzieję, że ostatnia kuracja zadziałała. Jutro badam kupy. Kastracja ładnie się goi, oczka też nieźle. Maniek po porannym spacerze je, wywala się i odsypia. Z dnia na dzień jest spokojniejszy... i więcej śpi :) Jest w średniej formie, przez niedowagę, robale, stresy, ale dba o siebie, jak jest zmęczony na spacerze- jasno to komunikuje- kładzie się i macha łapą "spacer zaliczony- teraz mizianko". Na deser info roku- Manfred podbił serce moich, wydawało mi się, betonowych teściów. Początkowo wychodził z kojca tylko z nami na spacery. W sobotę wyjeżdżaliśmy do Warszawy na dwa dni i Maniek miał szansę zaczarować po pierwsze mojego brata, który został zaangażowany na długi spacer, po drugie teścia, który miał go wypuścić na siku, a spacerował pół dnia po podwórku, a po trzecie teściowej, która go karmiła. Efekt? Maniek ma rozłożone legowisko na ganku i pręży się jako pełnowartościowy pies stróżujący. Widać, że mu tam dobrze, nie interesuje się wejściem do domu. Na szczęście... bo inaczej pewnie byśmy pękli. Behawiorystka mówiła, że to typowy pies stróżujący. Reasumując, rodzinka lekko zagoniona, mocno skołowana sytuacją mieszkaniową (ostatecznie mieszkamy u teściów), ale szczęśliwa. O zdjęcia poproszę małża. Pozdrawiamy
  6. Bierzemy go do tesciow w sobote rano, poki co jest jeszcze pod okiem weta i chcieli nam go oddac kolo wtorku ze wzgledu na to ze rana niewygojona, ale wet sam przyznal ze w schronie warunki nie sprzyjaja a my przekazemy Manka pod opieke naszego rodzinnego weta. Weekend bedziemy mieli caly dla niego, a w tyg mniej czasu. Maz dzis z tesciem kleca kojec... A ja mam nadzieje ze jak Manfred sie z niego wyprowadzi to nie pozostanie pusty :)
  7. Heloł, oświadczam uroczyście, że dziś mój hasbend podpisał umowę adopcyjną i tym sposobem mamy Syna Manfreda :))) Warunki w schronisku mnie pokonały i dziś zapadła decyzja, że budujemy kojec przy domu teściów- zawsze to lepiej niż w schronisku. I do lasu niedaleko, a przy schronisku nie ma gdzie spacerować. I żarcie już będzie nasze. I ta rana po kastracji lepiej się zagoi, bo sam wet dziś mówił, że w schronisku z tym bywa różnie :( Ogólnie mąż mnie dziś zganił, że zarejestrowaliśmy mój nowy samochód, a ja cały dzień o Mańku ;) Do Ambrid raz dzwoniłam, nieskutecznie; później była dyskusja, czy cała trójka to dobry pomysł... i odpuściliśmy sprawę. Jak już się wprowadzimy, mam nadzieję, że w październiku, sprawa kolejnej adopcji będzie otwarta.
  8. Ja rozumiem jak najlepiej :) Dlatego w piątek idziemy na spacer we trójkę, a później we czwórkę z naszym sukiem. Trochę się obawiam tej wielkości. A opanowałaś tę kaukazkę? Co do odebrania "Kaukaza" już teraz now- to dla nas to niemożliwe, bo póki co mieszkamy w bloku i przeprowadzamy się w ciągu m-ca (jeśli nikt nie zawali...)
  9. Taką mamy nadzieję :) na pewno o komforcie mówić nie można- biegunka, oczka... mąż znalazł dziś strupki za jednym i drugim uchem. Wet ma to sprawdzić. On ma taki majestatyczny urok- tu niby "nie patrzę na Ciebie", ale jak mąż odchodził od klatki to "dawał łapę", co w jego wydaniu wygląda jak porządne pacnięcie :) W domu często bywają dzieci, a za jakiś czas jedno będzie bywało permanentnie, więc pies nie może być agresywny. Nam wszystkim bardzo się przyda piątkowy spacer. Póki co jestem dobrej myśli.
  10. Mały byłby w innym worku- w domu mojej mamy. Poza tym wszystkie psy będą sterylizowane/kastrowane. Byliśmy dziś w schronisku. "Kaukaz" jest na kwarantannie. Zaszczepiony i leczony na infekcję, którą załapał. Oczka chore- też leczone. Wkurza się przy zakraplaniu i warczy, co trochę nas niepokoi. Nie reagował szczególnie entuzjastycznie. Być może przez chorobę, poza tym był mocno zainteresowany kotami w klatce obok :) Mój mąż był lekko nieufny, bo to prawdziwy niedźwiedź (pies nie mąż ;) Do czwartku kwarantanna, a w piątek idziemy na spacer.
  11. Póki co moje labiszcze mruczy zniecierpliwione "Czas pod kołderkę" ;) więc czas przespać temat. Napiszę jak wrócę ze schroniska.
  12. Dzwoniłam na nr, który mi podałaś, ale nikt nie odebrał- liczyłam, że może tutaj mi się uda :) Adopcja Olbrzyma również wchodzi w grę.
  13. Witam, to o nas mowa w poprzednim poście :) Przebrnęłam przez cały wątek. Jutro jedziemy zobaczyć "kaukaza". Nie wiem jak sprawa labki. Jeśli adopcja, o której wspominano wcześniej nie doszła do skutku być może moglibyśmy adoptować również sunię i małego kundelka. Sunia zżyła się z małym, a olbrzym z sunią. Gdyby sprawa doszła do skutku, u nas psy mieszkałyby na jednym podwórku. Jeśli to możliwe proszę o w miarę szybką odpowiedź- generalnie moja mama deklarowała się na małą sunię. Jeśli my adoptowalibyśmy labkę, to wtedy mama adoptowałaby pieska, żeby ich nie rozdzielać, a jeśli sunia ma dom, to być może zainteresowałabym mamę dogomaniową Lubisią. Chciałabym wiedzieć, bo ciężko deklarować coś konkretnego, jeśli nie wiadomo na czym się stoi.
×
×
  • Create New...