Jestem strasznie wkurzona na ludzi, którzy robią nadzieje a potem nawet nie mają odwagi by napisać chociaż ze rezygnują z adopcji.
We wtorek dostałam telefon od kobiety młodej ze ona jest zainteresowana Dolarem, że wszystko o nim wie, że bardzo jej żal tego psiaka i że chce go adoptować. Poprosiłam by we czwartek czyli dzisiaj skontaktowała się z koleżanką, która go ma teraz u siebie i żeby umówiły sie między soba na odbiór Dolarka.
Uzgodniłam z kobieta, że Dolarek pójdzie do niej na okres próbny, i że bedzie mogła go oddać jak jej nie będzie odpowiadał. No wszystko fajnie.
My sie cieszymy z dziewczynami z toz police, że może w końcu szczęście się do niego uśmiechnie. Ale co?? Kobieta do 16 -tej wogóle sie nie odezwała. Myślę sobie, może pracuje. zadzwoniłamdo niej sama. powiedziała, że nie może teraz rozmawiać, że oddzwoni.... i co? nawet głupiego smsa nie napisała, nic. Krótkie słowo typu - "jednak nie zaadoptuje Dolarka" cokolwiek. a tu nic, jakby nie było rozmowy miedzy nami, cisza
Po prostu żygać mi się chce na takich ludzi. Nie rozumiem jak można tak dawać nadzieje, a potem nawet odwagi nie mieć żeby odwołać.
To po co tyłek zawracała:((((