A Lando nie ma za co dziękować, gardło mam ściśnięte kiedy myślę co taka bieda musiała przejść. Pomoc przez kliknięcie jest najprostsza. Mea culpa w sprawie wieści o Teosiu, postaram się wkleić zdjęcia w przyszłym tygodniu. Nie mam nic przeciwko poczcie pantoflowej :) Z wczorajszego wieczora, moje zbyt długie zdaniem Teodora rozmowy telefoniczne zaowocowały wyciągnięciem nitki z wykładziny... Ja wiem to stres, człowiek siedzi cały dzień sam i jeszcze wieczorem zamiast 100% zainteresowania mamusi ma tylko 1%. Skandal. Kiedy odwróciłam teosiową uwagę od wykładziny,nie przerywając (jędza) rozmowy, Teoś patrząc mi prosto w oczy przedefilował (a to teosiowa specjalność, krok dostojny,niespieszny i piękny wachlujący ogon jak wycieraczka na szybie, raz w prawo, raz w lewo) w stronę pudełka z chusteczkami... Ale jestem strasznie złośliwa, bo Teoś to złoto nie pies :)