Dzień dobrym, jestem nowa na tym forum, co nie znaczy, że Was nigdy nie podglądałam i podczytywałam. Mam problem ze swoim rudzielcem i myślę, że mi coś podpowiecie. Tajfun skończył teraz rok, mieszkamy na skraju wsi, pomiędzy polami i lasami. Pies, tak mi się wydaje, jest wybiegany, ma codziennie długaśne spacery, przejażdżki rowerowe i ciągle mu mało. Regularnie nawiewa, żeby sobie poszaleć po polach. I tu zaczyna się problem. We wtorek po ponad półtoragodzinnej wycieczce rowerowej, po 10 minutach prysnął. I nie wrócił, tak jak to miał w zwyczaju po godzinie półtorej, lecz dopiero wczoraj wczesnym wieczorem stłamszony najprawdopodobniej przez inne psy. Strasznie się boimy, że pewnego razu nie wróci. Próbowaliśmy go przetrzymywać w domu i tylko wyprowadzać na dwór, ale pies jest wtedy nieszczęśliwy, potwornie wyje, a po wypuszczeniu nawiewa na bardzo długo. Czy on z tego wyrośnie? Czy jest jakaś szansa, że nasze wspólne wyprawy w zupełności mu wystarczą ? To jest nasz pierwszy seter, wczesniej przez lata był z nami berneńczyk, a to przecież zupełnie inna bajka. Chyba nas przerasta nadmiar Tajfunowskiej energii przemieszanej z ADHD...