Mocca jest u nas juz szesc tygodni i wlasciwie moglibysmy o niej opowiadac calymi godzinami ;-) Jest przekochana, cudowna, slodka i naj... naj... naj... Malymi kroczkami pokonujemy jej strachy. Grzecznie wsiada do samochodu - nie ma juz z tym problemu. Smycz to juz tez nie tragedia :-) Jest bardzo grzeczna, przybiega na zawolanie, nie ucieka, bardzo sie nas pilnuje. To swietna cecha, bo wiele psow na osiedlu nawet nie moze pomarzyc o spuszczeniu ze smyczy, bo natychmiast uciekaja do lasu. Mocca jest pod wzgledem karnosci idealna.
Najwiekszy problem to zostawienie jej samej w domu. To rozpacz na calego - biega nerwowo od okien do drzwi, ciezko dyszy, serducho jej wali jak szalone, slini sie z przerazenia. Po paru probach nie mamy juz sumienia zostawiac jej samej chocby na godzinke. No ale jakos bedziemy musieli ja oswoic z tym zostawaniem w domu... Tylko jak?!
No i nadal boi sie aparatu - tego jakos nie potafimy u niej przelamac. Dlatego na zdjeciach wciaz wyglada na przestraszona, a tymczasem to juz calkiem wesola i odwazna sunia. Tydzien temu pierwszy raz zaszczekala! To sukces, bo do tej pory nie znalismy jej glosu ;-)
Ma juz kilka kolezanek z ktorymi bawi sie jak szalona. Zdecydowanie woli suczki niz psy. Ubostwia dzieci, a dzieci ja, bo to przylepa i najcierpliwszy pies do pieszczot. Uwielbia byc glaskana, kiziana, czochrana, tarmoszona, a my nie potrafimy przejsc obok niej, zeby jej nie posciskac :-) Jest takim wdziecznym i cudnym pluszakiem.
Wciaz nam sie nie miesci w glowie, jak mozna bylo nie kochac takiego stworzenia.