Jump to content
Dogomania

SiostraLeonardy

Members
  • Posts

    49
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by SiostraLeonardy

  1. :lol::lol:[quote name='maciaszek']Dzięki za nazwę pasty i instrukcję "obsługi" :).[/QUOTE]
  2. Witamy z Zulkiem wszystkich przyjaciół. Jak widzę Leonarda zdała relację z badań kontrolnych. No ja jestem dumna ze swojego psiaka, chociaż nie wiedziałam, że pudliszony to takie wymagające i pracochłonne psiaki. Ważne, że serducho jest ok. Podaję nazwę pasty którą poleciła mi doktor Szymańska (Zulek jej nienawidzi), jest skuteczna najprościej aplikować ją palcem uzbrojonym w gumową rękawiczkę - bakterie osadzone na płytce zębowej bywają zjadliwe-a na rękawiczkę nawinąć gazik. I tak rozsmarować i rozmasować ją po zębach tylko od strony policzka.Przy dużym nalocie 7 dni. Potem co 2 dni a później raz w tygodniu. Preparat nazywa się STOMA-żel. Nadaje się dla psów i kotów.
  3. Witam wszystkich znajomych i lubiących Zulusa :) Po pierwsze psisko w końcu przychodzi do siebie to sukces wszystkich tu obecnych- wielkie dzięki w jego i własnym imieniu. Po drugie Zulusik niestety musi zostac ze mną. Innego rozwiązania nie biore pod uwagę. Broniłam sie przed tym jak mogłam ale serce wzięło górę nad rozumem. No co tu dużo mówić . Jaki jest Zulus każdy widzi :) a przywiazanie i miłość jest w naszym przypadku obustronna. Nie wiem jak wyglądaja sprawy formalne ale to pewnie podpowie mi siostra. Teraz czekam tylko na wyniki badń ale jestem przekonana że będą ok. To na razie tyle. Pozdrawiam.
  4. [quote name='leonarda']Kopiuję z naszego, katowickiego wątku, dla Waszej informacji: Miałam o tym nie pisać, bo po co. Ale teraz zobaczyłam, że jotka wspomniala... tak, zawsze będę myślała, że wszystko zrobiłam źle. Była propozycja, by zawieźć Dafne do kliniki w Warszawie. Że tam zrobią cuda. Ale to było drugiego dnia. Tego jej ostatniego dnia. Chciałam z nią pojechać. Ale tak bardzo wymiotowała na każdym zakręcie samochodem. Była taka wycieńczona. Głowa opadała jej w dół. I tak bardzo próbowała nie leżeć w tych wymiocinach, które właściwie były tylko wodą. Próbowała się podnosić, ale nie miała na to siły. Nie miałam sumienia fundować jej kilkugodzinnej, takiej podróży. Była konsultowana u trzech weterynarzy, w dwóch klinikach i u Szymańskich - tam telefonicznie, na podstawie badań. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że dopóki nie zostanie odtruta, nie można jej zrobić więcej badań ze względu na jej stan - niw wytrzyma. A i tak, jakiekolwiek będą inne wyniki - na razie nie ma innego leczenia. Więc nie pojechałam. W tej klinice w W-wie byłaby sama. Tego dnia nie miał jej kto odebrać nawet. Lekarz mi powiedział - nikt nie będzie siedział przy psie non stop. I ta podróż.. Chciałam z nią pojechać, gdy odrobinę dojdzie do siebie. Przyjechała do mnie trochę chodząc. Następnego dnia mogłam ją już tylko nosić. Byłam u lekarzy, którzy uratowali z podobnego stanu mojego psa. Potem u dr Czogałówny - właściwie stwierdziła podobnie, jak tamci. To były dwa dni. Tylko dwa dni. Nie chodziło o pieniądze, o czas, o nic. Gdyby ktoś mi powiedział, co mogę zrobić, zrobiłabym to. Ale nie zawiozłam jej do tej Warszawy, fakt. Bałam się o nią. A może powinnam była, mimo wszystko. Gdyby tam umarła, nie darowałabym sobie, że naraziłam ją na taką trudną dla niej podróż. Umarła tu - i nie mogę sobie darować, że jednak nie zaryzykowałam. Ale nikt z weterynarzy, których pytałam, nie powiedział, że na jej stan dodatkowe badania coś pomogą. Może po prostu było za późno. Kiedy wracałam po odwiezieniu Dafne do kremacji, dostałam telefon. Że nie posłuchałam, że trzeba było jechać. Że to przeze mnie. I - szczerze mówiąc - już zawsze będę myśleć, że może tak właśnie było.[/QUOTE] No musze sie wtrącić. Ten kto wykonał telefon był jak widać bardzo słabo zorientowany w stanie zdrowia Dafne. Wiem z doświadczenia jak wygląda i zachowuje sie pies który odchodzi. Przezyłam to na własnej skórze. I wtedy w nocy próbowałam jej wytłumaczyć że zawiezienie Dafne do lekarza już nic nie da że nawet na cud jest za późno..... Leonarda jednak musiała zrobić wszystko co możliwe. Dlatego oburzające są zarzuty że w Warszawie odbyłby sie jakiś cudowny rytuał uzdrawiania. Myślę że takie przypadki jak Dafne są im potrzrebne do celów czysto badawczych i poznawania skutków jakie niesie dla organizmu psa takie zatrucie. Ale pewnie się zgodzicie że dobro psa powinno być na pierwszym miejscu. Kiedy zabierali ją do sali pod ten tlenowy namiot jej spojrzenie mówiło wszystko..... i nie było w nim ani strachu ani rozpaczy. Dlatego Iza żadnych wyrzutów sumienia czy też poczucia że czegoś nie zrobiłaś byłam tam z Tobą i wiem ile Cie to kosztowało emocjonalnie. To tyle
  5. [quote name='maciaszek']Jest taki bazarek-konkurs, gdzie można było prezentować zdjęcia psiaków. Teraz trwa głosowanie. Pierwsze 3 miejsca dzielą się zebraną kasą (każda wrzucona fotka kosztowała 10 zł), z czego najwięcej dostaje numer 1. Wrzuciłam tam 1 zdjęcie, z myślą o Zulusiku. Jakby ta fotka wygrała, to pudliszon nie miałby długu :). Trzymajcie kciuki! A gdyby ktoś chciał zagłosować (choć przyznaję bez bicia, że są tam fotki powalające jakością/kompozycją/wyglądem, przy których moja to nędza totalna... choć w mojej nie chodziło o jakość a o treść, hehe) to podaję numer zdjęcia: 99, tutaj: [URL]http://www.dogomania.pl/threads/190271-Bazarek-fotograficzny-na-pomoc-psiakom-%29/page43[/URL] Nie namawiam nikogo do głosowania na "moje" zdjęcie, jeśli nie jest do niego przekonany, ale jeśli komuś się ono podoba to proszę o głos, z myślą o pudliszonie :).[/QUOTE] A w jaki sposób należy oddać głos?
  6. Witam, wczoraj późnym popołudniem byliśmy na kontrolnej wizycie. Pan Doktor był bardzo zadowolony z Zulusa. Powiedział żę osłuchowo jest pieknie, ukrwienie ok, oczy tez w porządku. Pod koniec sierpnia musi mieć zbadana krew na okoliczność wytwarzania czerwonych ciałek tzn. czy po transfuzji szpik i śledziona dobrze funkcjonują. Potem jeszcze badanie wskaźników wątrobowych, ale to potem. Leki podtrzymane, już bez antybiotyku i jednego osłonowego dla wątroby. Reszta zostaje bez zmian. Doszedł jeden nowy na pobudzenie pracy seduszka bo tętno było troche za spokojne. :) . Dieta tez bez zmian i wg lekarza te dwie karmy powinny być na stałe. Oczywiście Księciunio nie był zachwycony spotkaniem z przychodnia i lekarzem choć pozwolił sie zbadać :). Ogólnie czuje sie dobrze, teraz będziemy pracowac nad maksymalnym zmiejszeniem ilości napadów kaszlu. Oby sie udało. Skan zrobi Iza po powrocie. Koszt wizyty i leków to 42 zł. POzdrawiam.
  7. U Zulusa jak na razie poza kaszlem wszystko ok. Samopoczucie dobre, wręcz radosne. Karmy w sumie było 4kg. Po 2kg z każdego rodzaju. Sprawdzałam len link z allegro ale już sprzedane. Wizyta kontrolna w poniedziałek lub wtorek. Zależy kiedy bedzie dr Szymański.
  8. Jak na razie wszystko u Zulusa ok. Trochę kaszle ale dr Szymański mówił że tak będzie . Apetyt na 5, samopoczucie chyba tez bo cały czas merda ogonkiem :). Dzisiaj dostał zabawkę, takiego małego gumowego i piszczacego ptaszka Tweety :). Isne szaleństwo jak szczeniak :) potem nosił go wszędzie wpysku :). Ale jednak cały czas jeszcze mnie pilnuje. Te karmy to HEPATIC i RENAL. Na razie są ale tak na wszelki wypadek gdyby ktoś wiedział gdzie można je kupic taniej niech pisze. Postaram się wpadac tu z informacjami bo jak wiecie siostra moja się wczasuje. Pozdrawiam
  9. Nareszcie w domu :) . Księciunio ma apetyt za dwóch!! Muszę pilnować domowników żeby nic nie zostawiali w zasiegu jego pyszczka bo zaraz zjada :). Ogólnie czuje sie dobrze, kaszel jednak go jeszcze męczy. Kolejna wizyta ok 10-VIII. Jeśli ktos wie gdzie można tanio dostać tę zaleconą przez weta karmę to proszę dajcie znać. Kupiłyśmy w sobotę .... bagatela wyszło 130 zł. No ale skoro ma pomóc. Jeszcze raz wielkie dzieki w imieniu Zulusa dla wszystkich zaangażowanych w pomoc dla niego. Pozdrawiam. P.S. Naprawdę boję sie chodzić po mieszkaniu bo jak tylko wstaje lub sie przemieszczam on idzie zaraz za mną co powoduje kaszel :) :) .Tak więc ograniczam swoje ruchy :).
  10. Dlatego w jego imieniu wszystkim a szczególnie mojej siostrze wielkie dzięki. Za taki dobry uczynek na pewno czeka Was nagroda.
  11. A teraz jeszcze troche horroru. Okazało się że wczoraj po moim telefonie ok godz.12:00 Zulusek dostał strasznego obrzęku płuc, całkiem z nienacka. Znów jego życie wisiało na włosku, ale i to zostało opanowane. To najprawdopodobniej był skutek koniecznego odstawienia niektórych leków. Ale to przeszłośc. Oczywiście mam go uważnie obserwować i gdyby miał kłopoty z oddychaniem lub słabł to dzwonić do nich. Wydatki nie były małe a pewnie jeszcze będą. Ale w końcu to tylko pieniadze, które wcześniej lub później zbierzemy i nie da sie ich przeliczyć na jego życie.
  12. Dostał nowe leki do domu. Stare oczywiście zostaja i za ok 10 dni do kontroli. Przyczyną krwotoku najprawdopodobniej było uczulenie na jeden z leków. No ale kto to mógł przewidzieć. Z zaleceń jest jeszcze przejście na suchą karmę specjalnie przygotowaną. Tzn. dwie karmy mieszane ze sobą. To na czas rekonwalescencji ma być lepsze od zwykłego mięska z ryżem bo ma w składzie potrzebne mu pierwiastki, witaminy i składniki osłonowe dla nerek i wątroby.
  13. Somopoczucie dobre, choć jeszcze do formy sprzed krwotoku daleko. Cieszył się bardzo jak go odbierałam. Teraz chodzi za mna krok w krok. Staram sie nie przemieszczac często bo mi go szkoda. Kaszel jeszcze jest ale nasz códotwórca :) powiedział że z czasem będzie słabszy. Podobno tymi lekami które przyjął Zulus można spokojnie wyleczyć 3 duże owczarki.
  14. :multi::multi::multi::loveu::loveu::loveu: nareszcie w domu!!!!
  15. Oczywiście bardzo wszystkim dziękuję za wsparcie, otuchę i to co robicie. Wiem, że juz niedługo znowu ta mądra mordka wyląduje na moich kolanach. Cała i zdrowa. I wszystkie choroby w końcu sie od niego odczepią. To prawda że polubili go tu wszyscy mieszkańcy ale to taki dom dobrych ludzi. Dokarmiają wszystko co żyje, mają po 2 psiaki znalezione gdzies na ulicy, albo w schronisku. Pomagają kotom i kotkom. I nie na pokaz tylko dlatego że tak trzeba. Nawet gołębie które sa tępione tu maja swoja "miskę". Ja mieszkam tu od niedawna ale dobrze sie mieszka wsród takich ludzi.
  16. Jeszcze miesiąc temu nie uwierzyłabym, że wezmę do domu psa, nie uwierzyłabym, że będzie to pies-staruszek, zbyt dobrze pamietam to uczucie kiedy czworonożny towarzysz życia po kilkunastu latach odchodzi i nic nie da się zrobić bo to poprostu starość. Dzisiaj nie wyobrazam sobie że Zulusa mogło by nie być. Wierzyłam całym sercem że da radę. Poznałam go trochę i wiem, że ma w sobie dużo chęci do życia. W końcu do dobrego spokojnego i pełnego miłości. Wiadomości z lecznicy nie są jeszcze pełne otymizmu ale też nie przerażają. Fachowcy naprawdę na 5. Miałam nadzieję ,że dziś zabiorę go do siebie ale niestety musi jeszcze zostać. Nie wiadomo co jutro ale dr Szymański raczej był zdania że chyba też zostanie w przychodni. Na moje pytanie jak reaguje na to wszystko (Zulus oczywiście) powiedział że jak na to co przeszedł do tej pory to nieźle.
  17. Nie umiał mi nic powiedzieć. No ale tak sobie myślę że jeśli już wiadomo co to może będą też wiedzieli czym to zwalczyć. Bo psinka sie nie podda na pewno. Już raz na nim krzyzyk postawili i się wywinął. Ale jak zobaczyłam na ekranie telefonu nr lekarza to nogi mi sie ugieły. Jeszcze tylko 8 godzin do rana. Noc jest najgorsza w chorobie. Zaciskam kciuki.
  18. Ale stan jest bardzo ciężki. Ubytki krwi są bardzo duże i bez przerwy.
  19. No właśnie po tych niesterydowych sa takie powikłania. To co dostał Zulus to byla 1/4 dawki. Więc wszystko powinno być ok. Ale być może jest uczulony włąśnie na ten lek. Zgadzałoby sie, bo tę 1/4 tabletki dostał w sobote rano i w niedzielę też i było coraz gorzej. Czyli ta ostatnia diagnoza chyba trafna.
  20. Będzie dobrze bo musi byc dobrze. Innej wersji nie przyjmuję do wiadomości. Nie wiem czy zasnę. Ale mocno trzymajmy kciuki za Zuluska.
  21. Ludzie to jednak potwory. Ten lub Ci którzy doprowadzili Zulusa do takiego stanu powinni bardzo cierpieć za karę. Najgorsze że nic nie wiadomo o jego wczesniejszym życiu bo może rozjasniło by to obraz jego dzisiejszego stanu. No poprostu nic do siebie nie pasuje......!!!!!!!!!!. Nie mozna postawić diagnozy więc leczenie na tzw. nosa. No ale lekarz ok, na pewno nie zostawi go samego. Chciałam go zabrać do domu ale nie wolno byc egoistką. Tam w razie czego ma wszystko ja dysponuję tylko kroplówką ew. zastrzykiem i sercem. To niestety w jego stanie moglo by byc za mało. Wypłakałam sie już więc mogę pisać. Wierzę w jego nieodpartą chęć do życia i w chęc powrotu do mnie tzn. do domu. Czasem to jest motywacja dla zwierzaka. A przecież wie że juz tam był i wrócił do siebie. ale i tak serce się krajało kiedy taki słabiutki szedł za mna do drzwi.... masakra emocjonalna. Wet podejrzewa i nowotwór i zakażenie od zębów i zajechane płuca i DIC . Dzisiejsza noc to jedna wielka walka o niego.
  22. Bohater juz w domu. Pierwsze kroki do miski z jedzeniem, no ale jeszcze nie może. Radość z powrotu do swojego miejsca ogromna. Chyba naprawde myslał że znowu go ktoś porzucił. Ale ważne że dobrze się czuje.
  23. :multi::multi::multi::multi: Zulusik juz się wybudza :multi::multi: wiedziałam że jest dzielny. Pan doktor powiedział że w pyszczku była makabra ma usuniete sporo zębów. Zabieg był bez powikłań co najważniejsze i mam nadzieję że teraz będzie już tylko lepiej. Nie macie pojecia jak bardzo sie cieszę.
  24. Dzisiaj rano zawiozłam Zulusa do lecznicy. Nie chciał wejść do środka, a potem tam mocno się do mnie wtulał..... Powiedziałam mu że ma być dzielny i że wrócę, zostawiłam jego kocyk. Potem kazano mi podpisać że wiem iż taki zabieg jest niebezpieczny i groźny dla życia... no masakra. Już myslałam, że ucieknę razem z nim ale rozsądek wziął górę, w końcu to fachowcy i wiedzą co robią a skoro nie można inaczej.... Siedzę teraz jak na szpilkach. Ale jak tylko coś będę wiedziec zaraz napiszę.
×
×
  • Create New...