Jump to content
Dogomania

Dorota Cegłowska

Members
  • Posts

    6
  • Joined

  • Last visited

Converted

  • Location
    Warszawa

Dorota Cegłowska's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Bolek czuje się coraz lepiej, niestety jest to równoznaczne z coraz gorszym znoszeniem życia w zamknięciu. Miauczy, skacze na drzwi, najgorzej jest w nocy. W poniedziałek zadzwonię do koterii, być może uda się go wykastrować wcześniej (sika, znaczy i ciężko z nim przez to wytrzymać...) Jest odrobinę autystyczny, trochę ignoruje moją obecność, ale gdy przerwę głaskanie - przewraca ślicznymi oczkami i prosi o więcej.
  2. Widać, że kicia w kiepskim stanie. No i na razie musi mieszkać w łazience, żeby nie zarazić mojej gromady.[IMG]http://img24.imageshack.us/i/img7957g.jpg[/IMG] [URL]http://img705.imageshack.us/i/img7961.jpg/[/URL] [URL]http://img24.imageshack.us/i/img7957g.jpg/[/URL] [IMG]http://img24.imageshack.us/i/img7957g.jpg[/IMG]
  3. Romka, też jestem zdziwiona, że jak dobrze poszukać, to można znaleźć kilka opcji pomocy, dla takich działań. Przede wszystkim (mam nadzieję, że się nie zawiodę), liczę na pomoc gminy. Potrzebny niestety jest spory wkład własny - rozmawianie z ludźmi odpowiedzialnymi za koty, którzy nie zawsze chcą współpracować, tudzież mają inne zdanie na temat kastracji, łapanie dzikusów, dowożenie ich, zawożenie (aikowa poświęciła swój samochód, ja jestem całkowicie niezmotoryzowana), opieka nad nimi i dość kłopotliwe w ich przypadku tymczasy (dlatego tak cenna jest możliwość zostawienia kotów w koterii bądź w lecznicach). Na wszystko potrzeba niestety bardzo dużo czasu, trochę pieniędzy i sporo cierpliwości.
  4. [B]Kocur, który jest u mnie przyjmuje robocze imię Bolek (jakoś tak u mnie wszystkie kocie stwory mają imiona na 'B'), żeby łatwiej było go opisywać.[/B] Dodzwoniłam się dzisiaj do koterii i rozmawiałam z lekarzem weterynarii. Bolek prawdopodobnie ma koci katar, w każdym razie jego pozostałości. Nie kicha, nie prycha, nie widać żadnych wydzielin, ale jest wyraźnie osłabiony. Antybiotyk podawany przez 8 dni ma mu pomóc. Oprócz tego - zaczął wreszcie jeść. Cwaniak udaje, że nie zauważa mnie i tego co mu donoszę, ale jak tylko wychodzę słychać dźwięczący talerzyk:) Udało mi się też bez problemu podać mu lekarstwo. Zrobił również pierwszą kupkę, jest dość rzadka, ma o wiele intensywniejszy zapach niż odchody moich kotów (ale w końcu nie jadał zbyt dobrze i nie jest kastratem). Kał jest czysty, nie ma śladu pasożytów, żywych czy martwych - trochę mnie to dziwi. Drugiego kota - dzikusa - aikowa odbiera i wypuszcza na Bartycką jutro, już oczywiście po kastracji. Obdzwoniłam dzisiaj kilka instytucji, okazało się, że gmina może nam pomóc. Jutro postaram się tam pojechać, odebrać talony na leczenie i sterylizacje kotów. Może uda się uniknąć uszczuplania kont fundacji i przeprowadzania zbiórki pieniędzy. Dowiedziałyśmy się także, że na terenie Bartyckiej widziano kotkę w zaawansowanej ciąży. Jutro jadę tam, żeby dowiedzieć się więcej. Być może jest oswojona, uda się ją złapać i przetrzymać do rozwiązania, a ślepy miot uśpić. No chyba, że jeszcze nie jest za późno na sterylizację aborcyjną. Zaklepałyśmy też w koterii kolejny termin - niestety dopiero na 4 sierpnia. Do tego czasu pozostaje nam pomoc ze strony gminy.
  5. Właśnie odebrałam kota z koterii. Nadal jest wystraszony, na razie nie chce nawet wyjść z transportera. Całkowitej diagnozy niestety nie znam (lekarza już nie było, a panie, które wydają koty nie miały zbyt dużo informacji na jego temat). Spróbuję dodzwonić tam się jutro, kiedy będzie lekarz. Dostałam synergal w tabletkach, do podawania przez 8 dni - także przynajmniej przez ten czas kot jest ze mną. Odizolowałam go od reszty (mam swoją małą gromadkę), żeby czegoś nie podłapały. Zauważyłam, że kot miał też zakraplane coś na karku - sierść jest tłusta i pozlepiana. Prawdopodobnie dzięki temu pozbędzie się dręczących go pasożytów zewnętrznych. Nic mnie tak nie martwi jak jego osowiałe zachowanie, wolałabym już chyba żeby gryzł, drapał i uciekał ;) Jutro postaram się zrobić mu zdjęcia, dzisiaj już oszczędzę mu wrażeń. Na chwilę obecną potrzebne głównie info o ewentualnej pomocy z ramienia gminy lub miasta.
  6. Obecnie sprawa wygląda tak: rano pojechałyśmy na Bartycką. Rozmawiałyśmy z Paniami, które bardziej 'oficjalnie' zajmują się tymi kotami. Zwierzęta są dokarmiane, mają prowizoryczne schronienia - tragedii nie ma. Jednak administracja nie jest specjalnie przychylna kotom na swoim terenie, wydaje mi się, że należy szybko zminimalizować liczbę kotów, a przynajmniej spowodować, by nie pojawiały się kolejne, inaczej może stać się jakaś tragedia. Są efekty wczorajszego zastawienia pułapki, udało się złapać jednego kocura. Dzikus, nie kwalifikuje się do adopcji, zostanie wypuszczony z powrotem na teren centrum budowlanego. Aikowo zawiozła dzikusa i złapanego wczoraj potulnego chłopaczka do Koterii. Koło 14.00 dowiemy się dokładnie w jakim są stanie, czy zostaną wykastrowane od razu, czy po wyleczeniu itp. Wiadomo, że ze stałymi domami zawsze jest największy problem, ale tak naprawdę szansę na adopcję mają może 2-3 koty, reszta raczej nie da się oswoić. Podstawą są sterylizacje i kastracje. Pisałam do różnych fundacji, być może uda się zorganizować darmowe zabiegi dla wszystkich kotów. Potrzebne byłyby też tymczasy w Warszawie, żeby przyspieszyć całą akcje. Koty (nawet zauważone przez nas młodziaki), są już na tyle duże, by móc się dalej mnożyć. Jeżeli ktoś orientuję się, czy można dostać jakąś pomoc z urzędu gminy czy miasta na walkę z rozmnażaniem się kotów, to prosimy o informacje.
×
×
  • Create New...