[B]Kocur, który jest u mnie przyjmuje robocze imię Bolek (jakoś tak u mnie wszystkie kocie stwory mają imiona na 'B'), żeby łatwiej było go opisywać.[/B]
Dodzwoniłam się dzisiaj do koterii i rozmawiałam z lekarzem weterynarii. Bolek prawdopodobnie ma koci katar, w każdym razie jego pozostałości. Nie kicha, nie prycha, nie widać żadnych wydzielin, ale jest wyraźnie osłabiony. Antybiotyk podawany przez 8 dni ma mu pomóc.
Oprócz tego - zaczął wreszcie jeść. Cwaniak udaje, że nie zauważa mnie i tego co mu donoszę, ale jak tylko wychodzę słychać dźwięczący talerzyk:)
Udało mi się też bez problemu podać mu lekarstwo. Zrobił również pierwszą kupkę, jest dość rzadka, ma o wiele intensywniejszy zapach niż odchody moich kotów (ale w końcu nie jadał zbyt dobrze i nie jest kastratem). Kał jest czysty, nie ma śladu pasożytów, żywych czy martwych - trochę mnie to dziwi.
Drugiego kota - dzikusa - aikowa odbiera i wypuszcza na Bartycką jutro, już oczywiście po kastracji.
Obdzwoniłam dzisiaj kilka instytucji, okazało się, że gmina może nam pomóc. Jutro postaram się tam pojechać, odebrać talony na leczenie i sterylizacje kotów. Może uda się uniknąć uszczuplania kont fundacji i przeprowadzania zbiórki pieniędzy.
Dowiedziałyśmy się także, że na terenie Bartyckiej widziano kotkę w zaawansowanej ciąży. Jutro jadę tam, żeby dowiedzieć się więcej. Być może jest oswojona, uda się ją złapać i przetrzymać do rozwiązania, a ślepy miot uśpić. No chyba, że jeszcze nie jest za późno na sterylizację aborcyjną.
Zaklepałyśmy też w koterii kolejny termin - niestety dopiero na 4 sierpnia. Do tego czasu pozostaje nam pomoc ze strony gminy.