Witajcie!
Trafił do mnie krakowski powodzianin. Z odzysku trafił- wzięła go sąsiadka ale nie dogał się z jej psem.
Cudny, młody, kochany- oszalałam na starcie i właściwie od pierwszej sekundy byłam pewna, ze zostanie.
Niestety tak się nie stało....
Dlatego, że on też oszalał z miłości, ale tylko do mnie... Uznał mnie za Panią resztę rodziny (męża i syna) natomiast najpierw ignorował potem postanowił ustawić ich przez warczenie i zęby :((
Zaczełam go ignorować, reszta rodziny natomiast zaczęła wyprowadzać, karmić, nagradzać, etc... Nie pomogło. W sumie 5 razy zaatakował mojego synka. Niegroźnie, ale jednak... Mąż zaprotestował. Ja się poddałam.
Odwiozłam go. Ale ciągle płaczę i zastanawiam się może ktoś z Was mógłby go wziąć?
Jest młodziutki, ale chował się od szczeniaka w schronisku na wybiegu i jest całkiem nieułożony...
Jest młody- więc na pewno do ułożenia. I na 100000% chce kogoś kochać.
On się bardzo ucieszył jak wrócił do schroniska. Ciągnął nas siłą do środka, mardał kikutem ogonka (ma obcięty), skakał z zachwytem po wszystkich pracownikach schroniska.
On ma w sobie naprawdę baaaaaaaaardzo dużo radości.
U mnie nazywał się BAŁ. W schornisku WARKOT. Ma półtora roku.
znalazłam jego zdjęcie: [URL]http://www.schronisko.krakow.pl/bigPicture.php?id=630[/URL]
MOże ktoś go przygarnie?