marisella
Members-
Posts
10 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by marisella
-
Z radością donoszę, że Klony są już w nowych domkach w Berlinie - zawieźliśmy je w środę, zostaliśmy razem na noc w nowym Klonowym domku, a w czwartek wróciliśmy do Krakowa :) Póki co Klony są wprawdzie smutne, bo najpierw odeszłam od nich ja, a byliśmy bardzo związani, a potem rozdzielono je nawzajem, ale oba Kloniki mieszkają w Berlinie i będą się spotykać na spacerkach, więc mam nadzieję, że będzie ok i chwilowe smuteczki szybko miną (i moje gigantyczne wyrzuty sumienia przy okazji też :/) Przy okazji bardzo dziękuję za wszelką pomoc i za słowa wsparcia, które od Was miałam (pomimo tego, że wpadłam tu zupełnie nowa :)) [I][SIZE=1](ale powiem Wam, że strasznie nam tu smętnie w domu bez Klonów, nawet dobermanka taka chodzi nieswoja i koty tak samo :()[/SIZE][/I]
-
Uh, to i ja jestem :) W niedzielę Klony będzie można popodziwiać na Błoniach, ale w razie gdyby ktoś z Krakowa chciał je zobaczyć, to my możemy też z nimi podjechać w jakimś ustalonym terminie gdziekolwiek będzie trzeba. Można też oczywiście zawsze wpaść do nas na kawkę i na oglądanie Kloników :) Co do stosunku psiaków do ludzi - do starszych czy młodszych mają taki sam. Do jednej osoby się przywiązują na amen i jej nie obszczekują przenigdy (to ja, a jak ja byłam na urlopie - tę funkcję przejęła teściowa :)), resztę obszczekują przy wejściu do domu, a potem wystawiają brzuchy do głaskania ;) Czyli ogólnie zaczynają szczekać jak ktoś puka i trochę sobie muszą poszczekać aż przestaną, poniuchają i wtedy można zamiziać na amen :) Jeśli idzie o koty - z moimi dwoma kotkami dogadują się super, to znaczy nie ma jakiejś dzikiej miłości i wspólnego tarzania po kanapie, ale leżą sobie koło siebie, śpią razem i jest wszsytko ok. Tyle, że te kotki są starsze i spokojne dość, nie są gwałtowne w ruchach, więc też psy nie zwracają na nie szczególnej uwagi :) Natomiast stosunki Klonów z najmłodszą kotką są dość nie do określenia. Kotka się ich po prostu boi, więc rezyduje na strychu i schodach. Jak się ją weźmie do łóżka pod kołderkę na noc, to sobie tam przeleży, a jak się budzę, to spi wyciągnięta koło Klonów albo między nimi i jest ok. Natomiast ta kotka od zawsze ma bardzo gwałtowne ruchy - ona nigdzie nie chodzi, tylko biega, nie zejdzie po schodach, tylko skacze z samej góry - rozumiecie, porusza się szybko i zninacka i Klony jak ją usłyszą to od razu biegną sprawdzić, co jest grane. Ona z kolei wtedy jeszcze szybciej ucieka, bo się boi że coś tam, chociaż Klony nie biegną z mordem w oczach, tylko z ciekawością :) Koteczka zresztą ma czasem takie fazy, że zeskakuje na drugi stopień i przytula się do Liska, a ten ją obwąchuje tylko, ale to wyjątkowe sytuacje. Najczęsciej po prostu trzema się od nich z daleka. Podsumowując - spokojne koty z Klonami się dogadają na pewno, choć nie ukrywam, że może to zająć dzień-dwa, tak jak u nas, natomiast z postrzeleńcami może być różnie. Dużo też pewno zależy od tego, czy taki postrzleniec umiałby sobie psa ustawić jednym machnięciem łapy, tak jak nasza najstarsza kotka, czy jest typem strachula, jak nasza najmłodsza. Aha, Klony są na pewno wykastrowane, bo upewniałam się w schronisku :)
-
Dziewczyny i chłopaki bardziej doświadczone ode mnie, atakuję od wczoraj ogłoszeniami Klonowymi wszsytko co się rusza i nie rusza, po kolei zaliczam wszystkie serwisy ogłoszeniowe i tak dalej. Widzę, że Klonowa aukcja na Allegro spadła, więc zrobię im nową, ale powiedzcie mi - czy warto płacić za wyróżnienie? Z tego co widzę, w psiej kategorii jest ponad 17 stron promowanych przedmiotów, więc do Klonów i tak chyba nikt nie dotrze inaczej, niż szukając psa do przygarnięcia, czyli sortując po cenie. Jak Wam się wydaje? A może lepiej zamiast w wyróżnienie na Allegro zainwestować w wyróżnienie na Gumtree? Wspomniano, że to skuteczne w jakimś stopniu, a faktycznie na Gumtree Klony byłyby dzięki temu na samej górze, a nie gdzieś na 17-tej stronie... Sama nie wiem... Ale przy okazji, skoro już tu piszę, pokażę Wam obraz psiego nieszczęścia, czyli fotki z pierwszej kąpieli ;) (litościwie starajcie się nie zwracać uwagi na stan naszej łazienki - jest jeszcze totalnie w betonie i pełno w niej prowizorek ;)) Lisek błaga, żeby TO się już skończyło, a Owiec udaje, że go nie ma ;) [IMG]http://marisella.home.pl/priv/lisek_blagajacy_o_koniec_i_owiec_ukryty.jpg[/IMG] [IMG]http://marisella.home.pl/priv/owiec_mysli_ze_go_nie_znajdziemy.jpg[/IMG] Czyż on nie wygląda na najnieszczęśliwszego psa świata? [IMG]http://marisella.home.pl/priv/lisek_obraz_nieszczescia.jpg[/IMG] Owcowi nie udało się uniknąć moczenia futra ;) [IMG]http://marisella.home.pl/priv/owiec_jednak_nie_umknal.jpg[/IMG]
-
Dzięki :) To ja jeszcze powtórzę - Klony mogą pojechać dokądkolwiek. Mieszkają w Krakowie, ale [B]dowieziemy je gdzie będzie trzeba[/B]. Ponadto [B]mogę w pewnym stopniu pomóc lub zorganizować pomoc w ich utrzymaniu[/B] - przesyłać karmę i odpowiadać na bieżące potrzeby. Szukamy więc tylko prawdziwego (na stałe lub na tymczas) domu i dobrego opiekuna (który nie musi być sponsorem ;))
-
Przepraszam, że tak długo się nie odzywałam - trochę przytłoczyły mnie obowiązki plus byłam na krótkich wakacjach, a po powrocie nie mogłam się odrobić z zaległości. [B]Z Klonami niestety niedobrze - choć udało mi się je jeszcze zostawić u nas, póki co nie ma chętnych na ich adopcję[/B]. Pisała do mnie jedna Pani zainteresowana adopcją, ale wyłącznie Owca (Lisek jakoś nie rusza ludzkich serc, choć jest o wiele wierniejszy, bardziej przytulasty i w ogóle przerozkoszny), a niestety Aga ma rację, [B]rozdzielić te psy to jak rozedrzeć jednego psa na dwa kawałki :([/B] One od zawsze są razem, i choć początkowo miałam na ten temat inne zdanie, to teraz wiem, że osobno nie będą szczęsliwe. Serio, one są tak zżyte, że nie da się tego wyrazić słowami. Jak raz je rozdzieliłam, bo Owiec złapał kleszcza, więc (jako naczelny panikarz kleszczowy) wzięłam go do weta na oględziny, to Lisek ponoć całe 1,5h skuczał w domu (choć normalnie mu się to nie zdarza) i szukał Owca, a po naszym powrocie rzuciły się na siebie jak szalone, myślałam że ogród rozniosą! Do tego wylizywały się nawzajem, skakały po sobie, przytulały się. Mówię Wam, w życiu czegoś takiego nie widziałam.... W każdym razie póki co nic nie wróży szczęśliwego zakończenia dla tej historii - adoptować łobuzów nikt nie chce, a [B]u mnie [U]nie[/U] mogą zostać na zawsze[/B]. Pomijając już pewne sprawy rodzinne, obciążenia finansowe i to, że zwyczajnie wiem, że nie podołam, jest jeden problem obiektywny i on niestety sprawia, że [B]Klony będą mogły zostać u mnie co najwyżej do pierwszych chłodó[/B]w. Niestety idzie jesień, a jak zacznie się sezon grzewczy i będzie trzeba kocioł uruchomić, to Klony będą musiały wrócić do azylu. Niestety sytuacja jest taka, że choć Klony nie są agresywne w stosunku do kotów i dwie nasze koteczki przechadzają się koło nich bez stresu, to niestety, nasza najmłodsza kotka się ich boi (choć z dobermanką się kumplowała bez niczego). Kotka w tej chwili przeniosła się na strych - tam sobie śpi, jada na schodach, ma możliwość wyjścia przez dach do ogrodu na siku w razie czego. Natomiast nie schodzi zupełnie do nas i nawet jak ją siłą przyniosę do pokoju to natychmiast nawiewa na schody. I choś żal mi jej strasznie to jakoś to zaakceptowałam jako takie rozwiązanie tymczasowe. Niestety realia są takie, że jak zaczniemy grzać, będziemy musieli zamknąć wejście na strych (nasz dom ma prawie sto lat, jest słabo izolowany, więc cieplo ucieka z niego błyskawicznie każdą możliwą szparą i po prostu nie można sobie pozwolić na dodatkową dziurę w suficie - strych jest nieogrewany, więc to tak, jakby sobie rozebrać kawałek dachu nad głową). No a jak zamkniemy strych, to zrobi się problem z kotką, bo ona po domu chodzić nie będzie, a przecież nie da rady, żeby mieszkała na kilu stopniach przez kilka miesięcy (choćby dlatego, że żywcem nie będzie miała się gdzie wypróżniać). No więc, choć bezskutecznie próbowałam wymyślić jakieś rozwiązanie, [B]będę Klony musiała odwieźć do schroniska wraz z nastaniem chłodów[/B]. Nie wiem kiedy to może być, czy już [B]we wrześniu[/B], czy na początku października. W zasadzie już teraz wieczorami jest chłodnawo - nie na tyle, żeby grzać, ale jednak. Obawiam się, że Klony mają jeszcze może góra miesiąc słodkiego życia u nas, a potem niestety brutalnie zderzą się z rzeczywistością schroniskową :( A mnie pęknie serce. Dlatego jeśli nikt nie chce Klonów na stałe, [B]może znajdzie się jakaś dobra dusza, która byłaby w stanie wziąć Klony na tymczas do wczesnej wiosny[/B], kiedy ewentualnie mogłyby wrócić do nas? One są tak cudne, ich miejsce jest przy kochającym człowieku, a nie w schroniskowym boksie...
-
Aga, myślę że Klony bez problemu znalazły by się w średniej wielkości mieszkaniu, byle je ktoś te 3 razy dziennie na siku wyprowadził. Przecież to nie są duże psy, cóż to jest 12-kilowy psiak... Zresztą one przecież początkowo siedziały zamknięte w pokoju 11-metrowym i nie narzekaly, a teraz niby mją do dyspozycji cały dom i ogród, a i tak siedzą u mnie pod biurkiem i nie zajmują więcej niż metr kwadratowy łącznie :) A cisza mnie też martwi, już nie wiem co robić :( Klony nie mogą u nas zostać wiecznie, myślę, że uda mi się je zatrzymać do połowy lipca maksymalnie :placz: Była niedawno szansa na domek w Warszawie, jedna jedyna, bo nikt inny się nie zainteresował, ale nic z tego nie wyszło jednak, straszna szkoda :( Tak bardzo nie chciałabym ich odwozić do schorniska, chyba serce mi pęknie jak będę musiała :placz: Jutro ruszę jeszcze na Krakow z kolejną partią ogłoszeń, a w piątek i w weekend, w ramach desperacji totalnej, pojeżdżę po Krakowie po osiedlach domków jednorodzinnych i popytam czy ktoś nie chcę przygarnąć psiaków. Trudno, jak wszystko inne zawodzi to będę się naprzykrzać :( Nie wiem co jeszcze mogę zrobić. Aguś, a Ty gdzie im robiłaś ogłoszenia? Bo ja dziś chyba poświęcę noc i poogłaszam je gdzie się tylko da, tylko nie wiem czy jest sens się dublować...
-
O Klony nadal nikt nie pyta :( Aż niewiarygodne, bo one są takie kochane... Dziś jak się rano przebudziłam, to Lisio leżał tuż koło mnie, jak gdyby nigdy nic, na miejscu zwolnionym przez TŻ, i trzymał mordkę na moim ramieniu. A jak zobaczył, że nie śpię, to się przefiknął cichaczem na grzbiet (żeby Owiec nie zobaczył i żeby nie było konkurencji ;)) i wystawił brzusio do głaskania :loveu: Owiec oczywiście głupi nie jest i od razu wyczuł pismo nosem, więc leżałam obłożona trzema psami (bo jeszcze nasza dobermanka-Bella) i kotem i każdy chciał, zeby go miziać :D Dlaczego człowiek ma tylko dwie ręce? :D
-
Dzień dobry :) No to jeszcze ja się melduję w wątku. "Ja", czyli rzeczona Edyta z manią prześladowczą (gdzie się nie ruszam, to mam wrażenie, że ktoś, a nawet dwa ktosie, za mną idzie :lol:) Wszystko, co napisała o Klonach Aga to prawda, i prawda, że są przezajetego :p Kocham je strasznei i codzinnie żałuję, że nie mogę ich na stałe zostawić :( Z psem już wprawdzie się dogadały, z kotem jednym też (ogólnie one z kotami się chyba doagadują, tylko najmłodszą kotkę mam taką dzikuskę, że jak je tylko widzi to nawiewa, więc one z ciekawością za nią ;)) No ale wlaśnie - sprawy rodzinne (nie będę się tu rozwodzić na ten temat, bo nigdy nie wiadomo kto czyta, ale pewno znacie takie historie...), ta nieszczęsna kotka, kótra jada już na strychu, bo do części mieszkalnej nie wchodzi no i moja alergia - niby na psy mam słabą, dobermanka mnie nie uczula, a jednak odkąd są Klony - wróciła mi astma, nasiliło się AZS i wszelkie pokrewne tałatajstwa :( Bleh :( No tak czy siak - Klony są przewspaniałe i jestem w szoku, że nikt ich jeszcze nie przygarnął. Są tak sympatyczne, tak wierne, tak przywiązane do człowieka, takie śmieszne i takie wesołe, radosne, że trudno to opisać. Do tego takie głupolki, że szkoda słów :loveu: Najbardziej rozczulają mnie, gdy się cieszą - cieszenie się, jak człowiek wraca do domu, to normalka, nie ma o czym mówić, to wiele psów ma w opcjach domyślnych :lol: Ale te rozkoszniaki tak samo się cieszą, skaczą dookoła, tarzają się, biegają, kotłują jak piranie, nawet gdy tylko się wstanie z łóżkka :D Ba, wystarczy że wchodząc do toalety zamknę drzwi albo na chwilę zamknę się w kuchni, a jak po pół minuty wychodzę, to głupolki się cieszą, jakby mnie tydzień nie było i jakbym własnie wróciła :D Aga opowiadała w pierwszym poście, jak odnalazła Kloniki u nas, a ja Wam powiem, jak to wszsytko wyglądało z naszej perwspektywy :) W środę, w dniu ewakuacji, trafiłam tu i na miau do odpowiednich wątków, nawet nie wiem jak, nie pamietam :) Pomyślałam, że niedawno odeszła koteńka-przybłęda, bardzo chora, która miała osobny pokój u nas w domu, więc możemy teraz przygarnąć nie tylko jakiegoś kotulka (koty na tymczasie mieliśmy już parę razy) ale i psiak się zmieści, od biedy nawet kilka. Nie miałam jak po psy pojechać, więc tylko się zgłosiłam. Ktoś tak bosko koordynował całą akcję, że jeszcze wieczorem jeden miły Pan przywiózł nam Kloniaste. Ja w sumie nie zapytałam nawet, jak się wabią, tylko zgarnęłam je od razu do pokoju. Wiedziałam tylko, że mówią na nie "Klony" i tyle. TŻ gdy wrócił po pracy zanurkował do pokoju razem ze mną i trochę sobie razem z psiakami posiedzieliśmy, dalismy się poobwąchiwać i dla rozróżnienia mówiliśmy na nie: "ten owieczkowaty" to czy tamto, a "ten liskowaty" bardziej to czy to. No i tak w sumie zostało, że jednego nazywaliśmy już potem z ziomalska Owcem, a drugiego Liskiem :) Moja mam, jak to mama, potem, podczas jakiegoś wspólnego grilla, mówiła do nich zdrobnieniami, i teraz jest pieszczotliwie Owuś i Lisio :D W każdym razie, wracając do tematu, pierwszy wspólny dzień minął nam pod znakiem wzajemnych zapoznań :) Owiec od pierwszej chwili podstawiał się do głaskania, wskakiwał na wesalkę, chciał lizać i wtulać się w kolana :) Wystawiał a to grzebiet, a to brzucho, a to cokolwiek, byle głaskać. Lisio był bardziej zdystansowany i dawał się głaskać, ale trzeba było najpierw powoli wystawić rękę, żeby sobie obwąchał. Teraz z kolei to Lisio jest Pierwszym Pieszczochem Rzeczpospolitej i jak się go głaszcze to próbuje nawet wskakiwać na kolana, byle być bliżej :loveu: Wieczorem wzięliśmy Klony na smycz, bo nie wiedzieliśmy, czy nie będą miały tendencji do nawiewania i przesliśmy się po ogrodzie. Klony były cudowne, jak sikały synchronicznie :D Obok siebie, jednocześnie, tylko jeden na prawej, a drugi na lewej łapie :D Albo jak przez 15 minut na zmianę osikiwały jedną i tę samą sztachetkę, bo każdy chciał mieć ostatnie słowo (czy tam ostatni sik ;)) Od pierwszej chwili Kolny chodziły na smyczy grzecznie, zaczęliśmy je więc puszczać wolno, tylko spięte razem, i chodzić w pobliżu na wszelki wypadek. Wieczorem natomiast gdy chciało się iść spać, trzeba było Kloniki uśpić, żeby nie skuczały zamknięte w osobnym pokoju (zamknięte, bo nie wiedzieliśmy jak się z psem i kotami dogadają). Trzeba iwęc było wejść, posiedzieć przy zaświeconym świetle, a jak psy ułożyły się na fotelach i przysypiały, światło można było zgasić, ale wciąż nie wychodząc :) Dopiero po 10-15 minutach można było na paluszkach próbować się wymknąć :lol: I liczyć, że do rana nie zauważą :D Ogólnie więc Kloniaste były totalnie towarzyskie od samego początku i wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy dzwoni do mnie Aga i mówi, że opiekowała się nimi w schronisku. I dowiaduję się - że nie wychodziły na smyczy jeszcze jakiś czas temu (hę? Przecież dopiero ze spaceru wróciliśmy :D), że stroniły od ludzi (taaaaaaa :cool3: one by się do ludzi przykleiły najchętniej gumą arabską...), że nieadopcyjne, że to, że tamto. Myślę sobie "Kurczę, to może ja mam jednak jakieś inne psy" :D :D :D Gdyby mi nikt nie powiedział inaczej, to byłabym przekonana, że Klony były schorniskowymi pupilami-maskotkami i tylko dlatego nie mają jeszcze własnego domu :D
-
KTO CO MOŻE dla EWAKUOWANEGO KRAKOWSKIEGO SCHRONU
marisella replied to Rudzia-Bianca's topic in Akcje
[quote name='Rudzia-Bianca']Jeśli to możliwe bardzo proszę DT z postu 6 o potwierdzenie że mają już lub jadą do nich zwierzaki i więcej się nie zmieści ;) dzięki[/QUOTE] Jakiś psiak ponoć rzeczywiście do nas jedzie (na Dobrego Pasterza). Czy się więcej zmieści? Myślę, że osoba przywożąca najlepiej to oceni - ja nie wiem jakie zwierzaki są jeszcze i jaka ogólnie jest sytuacja. Gdyby było bardzo potrzeba to na pewno coś by jeszcze do nas wlazło, od biedy w ogrodzie nawet konia by się zmieściło ;) Tyle, że kolejne psy musiałyby się dogadać z obecnie jadącym no i musiałyby być raczej zdrowę (nasza dobermanka jest nieszczepiona, bo ma bardzo chorą wątrobę między innymi). I nieagresywne, bo ja jestem średnia w znajomości zwierzakowej psychiki i mogłyby mnie zjeść :/ -
Przepraszam, ale poradzę sobie teraz z dokładnym przeczesaniem wątków, więc pytam na końcu - czy jest jeszcze potrzeba pomoc? Mamy w domu wolny nieduży pokój, mogę tam umieścić kilka kotów lub jakiegoś psa (ew. dwa-trzy psy, które się nie pogryzą) - pokój ma jakieś 12 metrów kwadratowych. Mogę też przyjać klatki z jakimiś mniejszymi zwierzętami. Mam jeden transporter i smycz z obrożą, ale nie mam transportu. Mieszkamy przy na Prądniku, przy Parku Wodnym i Multikinie. Mamy ogród, ale za słabo ogrodzony dla kotów, a dla psów się chyba nie nada, bo przechadzają się tamtędy bezdomne koty dokarmiane przez sąsiada, nasza kocia trójka, wypuszczamy też na ogród naszą dobermankę-staruszkę (boję się konfliktu). Jeśli jednak sytuacja byłaby bardzo zła mogłabym chyba jakiegoś jeszcze psa umieścić w takim małym pomieszczeniu gospodarczym w ogrodzie no albo w samym ogrodzie i liczyć, że żaden zwierz nie ucierpi... Umieściłam to ogłoszenie także na Miau. W razie czego mój nr tel. 601 267 567. PS. Wolałabym, żeby ewentualne psy do wzięcia nie były agresywne... (przepraszam, wiem że dla takich będzie najtrudniej z domem...