Informacje o tym, co sie tutaj wyprawia, rozeszły się lotem błyskawicy po klinikach UP. Postanowiłem zgłębić lekturę tego wątku i włosy staneły mi dęba! Afere rozpętała pani inspektor ze Straży dla Zwierząt, niejaka Małgorzata. A teraz ani słowa przeprosin! A uważam, że te przeprosiny należą sie głównie nam, lekarzom z klinik, którzy niejednokrortnie pomagali zwierzętom przywożonym przez SdZ. Tak, jak słusznie ktos tu zauważył, klinika mogłaby podać do sądu pania Małgorzatę i wygrałaby sprawę. Jeżeli SdZ zależy na dalszej współpracy z klinika, powinna ona wystosowac przynajmniej pismo z przeprosinami, albo udać sie osobiście do dziekana i wyjasnić nieporozumienie. Ale najlepiej jest milczeć i udawać, że nic sie nie stało.
Szkoda mi (oprócz zwierząt) jeszcze jednej osoby: pani inspektor Moniki B., która ratowała Bruna i głównie dzięki niej pies trafił do klinik, a nie np. do schroniska w Krzesimowie. Jej "koleżanki" ze Strazy zwaliły na nią całą odpowiedzialność za cała tę sytuację i do tej pory nie raczyły nawet tej sprawy wyjaśnić. Tak się składa, ze znam pania Monikę własciwie od początku jej działalności w SdZ i jest to osoba całym sercem zaangazowana w pomoc zwierzetom. Jezeli pisała coś tutaj na forum, to chciała bronić organizacji, która niestety, nie stanęła w jej obronie. Przykre i smutne. I szkoda, że taka osoba, która przedkładała pomoc zwierzętom nad własne sprawy (nawet zawodowe) przez "koleżanki" z SdZ musi z tej organizacji odejść. Na pewno zwierzeta na tym stracą, choć my, jako lekarze, zawsze bedziemy tej pani pomagać, bo osoba ta sama przygarneła pod swoj dach ok. 6 zwierzat z interwencji SdZ i bedzie potrzebowała naszej pomocy. Jako jedyna z tej organizacji miała odwagę przyjść i nas przeprosic, choć jej wina w tym wszystkim jest najmniejsza.
Doceniam zaangażowanie SdZ w pomoc zwierzetom, ale wg mnie (i nie tylko), powołując taka organizacje, należałoby najpierw zacząć od znalezienia odpowiedniego lokum dla odbieranych zwierząt, zeby właśnie wyeliminowac tego rodzaju sytuacje, które miały teraz miejsce. Nie wyobrażam sobie działalności, która polega na tym, że Straż nie odbierze jakiegos zwierzęcia, bo nie ma miejsca na jego trzymanie, a zwierzę wymaga natychmiastowej pomocy. Czy dla uspokojenia sumienia nalezy wówczas wypisac włascicielowi upomnienie, które on wrzuci do kosza i odjechac z poczuciem dobrze wykonanej misji? To się mija z celem.
Lekarze z klinik skończyli z partyzantką jeżeli chodzi o SdZ. Nie ma darmowej pomocy, nie ma trzymania psa w hotelu, bo znowu skończy sie to wielka aferą. Klinika zawsze udzieli SdZ pomocy, ale na zasadach ogólnych. Szlag mnie trafia na ten brak poczucia winy i odpowiedzialności ze strony pań, które wywołały całe to zamieszanie. A pani Monika była zbyt dobra i łatwowierna i dała wmanewrować się w jakies wewnetrzne rozgrywki. Wiem, ze bardzo to wszystko przezywa, ale będe pierwsza osobą, która odradzi jej powrót do Strazy dla Zwierząt.