Gdy zaczynałam wymarzone studia na wydziale medycyny weterynaryjnej, przyświecała mi jedna idea - pomoc zwierzętom potrzebującym. Poruszał mnie do głębi los krzywdzonych zwierząt i wierzyłam, że praca lekarza weterynarii umożliwi mi niesienie pomocy.
Nie pomyliłam się, kocham swoją pracę i robię to, o czym marzyłam.
Szkoda tylko, że lata praktyki w czasie których miałam czasem do czynienia z takimi ludźmi jak NIEKTÓRZY dogomaniacy i NIEKTÓRZY inspektorowie SdZ (podkreślam słowo NIEKTÓRZY) nauczyły mnie, że cała chęć pomocy cierpiącym zwierzętom potrafi wyjść bokiem.
[quote]Bruno jednak służy tam jako pies - krwiodawca i jestem pewna , że tę krew ma pobieraną zbyt często ....
I tak naprawdę , pomimo , że zapewnia się nas , że do niczego innego się go nie wykorzystuje , to ja mam mnóstwo wątpliwości ....[/quote]"jestem pewna"??
"pomimo zapewnień [...]ja mam wątpliwości"??
Jak można być tak niekompetentnym patałachem, by z oficjalnego ramienia na podstawie tylko insynuacji i własnych podejrzeń rozpętać wojnę, poszczuć nieobojętnych ludzi na innych, działających w najlepszej wierze???
Wydawać by się mogło, że ludzie działający jako instytucja powinni mieć trochę oleju w głowie a nie bawić się w reporterów "Super Expressu", podżegając w ten sposób do ataku???
Wzorem brukowców: nieważne, gdzie leży prawda, ważne, by były emocje.
Wszyscy nagle rzucili się zgrają, gotowi gryźć i drapać, pozwolili się poszczuć nie pytając o to: jak? aale o co chodzi?
A wydawać by się mogło, że Salem było dawno temu.
Powiesiliście ludzi, nie pytając, o co chodzi.
Kierownik kliniki mógłby wytoczyć inspektorom SdZ sprawę w sądzie o zniesławienie i, zapewniam Was, wygrałby.
Świetny dowcip, że w całym tumulcie lekarza usiłującego argumentować w obronie kliniki i lekarzy oskarżyliście o trollowanie. Jeden, który miał odwagę sprzeciwić się - okrzyknęliście go trollem forumowym. I tak podziwiam cierpliwość kolegi.
[U]Fakty [/U]są trzy:
Po pierwsze: pamiętam, z jaką miłością i oddaniem "stażystka" zajmowała się psem i znalazła mu najlepszy dom, w którym jest tak samo kochany i zadbany. Dlatego aż się żołądek skręca z irytacji i poczucia niesprawiedliwości gdy czytam, jak opluwacie lekarkę która z całego serca robiła wszystko, by Bruno był szczęśliwy. Widziałam, jak była roztrzęsiona i przeżywała to, co się działo i podziwiam ją za wytrwałość, bo mnie by się wielu rzeczy odechciało na jej miejscu.
Po drugie: zaszkodziliście wielu ludziom, którzy na to nie zasłużyli. Działali w najlepszej wierze - w nagrodę niesłusznie dostali po głowach.
Po trzecie: to dzięki takim ludziom, jak rozwrzeszczani, plujący nienawiścią, rozhisteryzowani "obrońcy" zwierząt i niekompetentni "inspektorzy" (cudzysłowy zamierzone) - na ludzi nieobojętnych na los zwierząt patrzy się jak na oszołomów, którym brakuje niektórych klepek. W najlepszym wypadku - z politowaniem. W najgorszym - nikt nie chce z nimi współpracować.
A wniosek z powyższych faktów jest jeden:
KTO NA TYM TAK NAPRAWDĘ I NAJBARDZIEJ UCIERPI?