Mops9
Members-
Posts
7 -
Joined
-
Last visited
Mops9's Achievements
Newbie (1/14)
10
Reputation
-
pirania15_15 mogłam zabrać kocicę aby urodziła małe? dokąd miałam ją zabrać? przecież jakbym miała wolne miejsce u siebie w domu to bym nie szukała pomocy przez internet. Poczekać aż kocica odchowa maluszki i je oddać w dobre ręce a kto mi zagwarantuje że uda mi się znaleźć dla nich dobre domki. Napisałaś że szkoda iż nie poczekałam trochę. Pytam się na co na pomoc? jedna jedyna dziewczyna która mi zaproponowała pomoc była z forum miau i to ona pomagała mi złapać jedną z koteczek, to ona znalazła jej domek tymczasowy, to ona była przymnie kiedy się bardzo denerwowałam całą sytuacją. Na co miałam jeszcze czekać? że może ktoś kiedyś (za dzień lub miesiąc) pomoże mi złapać małe kotki biegające koło bloku? Nie rozumiem Cię jeśli uważasz że zabranie kociej mamie małych kotów i skazanie je na śmierć to łatwizna to chyba nigdy nie zetknełaś się z tym problemem. Nie ma czegoś takiego jak nieprzepełnione przytulisko dla kotów. W przytuliskach z reguły mieszkają koty z dużym uszczerbkiem na zdrowiu które na wolności nie dały by sobie rady. Domki tymczasowe, teraz kiedy jest wysyp małych kotków? jest ich niewiele we Wrocławiu ciężko jest tam znaleźć miejsce a dodatkowo trzeba znać osoby które prowadzą domki tymczasowe. Między innymi dla tego napisałam na forum. Chciałam odnaleść osobę z wolnym domkiem tymczasowym. Niestety w Polsce jest kocie przeludnienie, cały czas w świadomości Polaków żyje przeświadczenie że pies jest lepszym towarzyszem dla człowieka niż kot. Dodatkowo pies jest mniej kłopotliwy w utrzymaniu. Jest coraz mniej chętnych ludzi do adopcji którzy umieliby się fachowo zaopiekować kotem a jednocześnie chcieliby mieć koty. Dla mnie bardzo ważne jest to gdzie trafią kotki - w czyje ręce. Agucha kot sam sobie wybiera gdzie chce żyć i mieszkać tym się różni od psa. To ludzie podążają za kotem. Napiszę to tylko raz. Wczoraj popołudniu jeden z lokatorów zadzwonił do schroniska z prośbą aby coś zrobili z kotką i jej małymi kociakami. Wiecie jaką otrzymała odpowiedź? przyjedziemy jutro i zabierzemy kociaki ze sobą. Kocia mama wogule ich nie interesowała. Nawet słowem nie wspomnieli o sterylizacji kociej mamy. Agucho koty to zwierzęta bardzo terytorialne nie da im się nakazać-zmusić aby mieszkała w miejscu przez nas, ludzi wskazanym. Co z tego że koteczki przeniosłabym do swojej piwnicy jeśli jej główna lokatorka Pini zaraz by je przegnała (zrobiło to już nie raz). W bloku w którym mieszkają koty nie ma otwartego jednego konkretnego okienka piwnicznego. Jak dziś jedno jest otwarte to jutro jest zabite a ktoś otwiera pierwsze lepsze jakie się nawinie obok. Co przyjdę to szukam czy jest otwarte chociaż jedno okienko piwniczne. Mam chodzić po6 bramach i rozmawiać z wszystkimi lokatorami z parteru?
-
Sprawa na dzień dzisiejszy wygląda następująco: Czarna jak smoła Węgielek nie bez trudu została złapana. Po czym została przewieziona do zaprzyjaźnionej osoby i oddana pod jej opiekę. Narazie będzie mieszkać w łazience. Co do jej dalszego losu....tym zajmie się weterynarz. Bierzemy razem z Martką :1luvu: która baardzo mi pomogła przy łapaniu Węgielka dwie możliwości. Pierwsza koteczka trafi pod opiekę weta który ją wysterylizuje a po wygojeniu rany wróci na "stare śmieci" w miejsce z którego została zabrana. Druga koteczka urodzi maluszki u zaprzyjaźnionej osoby. [color=#FF0000]Ta część jest dla odważnych i niestrachliwych[/color] Kocie maluszki zaraz po urodzeniu zostaną uśpione a koteczka jak tylko dojdzie do siebie po porodzie zostanie szybciutko wysterylizowana i wróci skąd przyszła. Gorzej ma się sprawa z Dyziem :placz: :placz: :placz: niestety zdążyła się już okocić. [color=#FF0000]Tylko dla odważnych[/color] Zabraliśmy jej kocie maluszki :placz: :placz: :placz: i muj TŻ zaniósł je na uśpienie (ja nie byłam wstanie tego zrobić). Uwierzcie mi to było [b]mniejsze zło[/b] ale jednak zło :placz: Dobre jest z tego wszystkiego to że właściciel boksu piwnicznego w którym okociła się Dyzio obiecał że będzie codziennie zanosił jedzenie dla Dyzia i będzie kład w miejscu gdzie leżały jej dzieci :placz: :placz: :placz: Obiecał że zrobi wszystko co w jego mocy aby pomóc złapać Dyzia na sterylizację aby nigdy więcej biedna kotka nie musiała powtórnie tracić swoje małe koteczki :placz: :placz: Najpóźniej za dwa tygodnie z Martką planujemy obławę na Dyzia aby zabrać ją na sterylizację.
-
pirania15_15 dzięki za chęci. Kocią mamę najlepiej by było zamknąć w jakimś pomieszczeniu - nawet malutkiej piwnicy czy kanciapie. Lecz to pomieszczenie musi być odpowiednio zabezpieczone aby kot nie zwiał. Jeśli ktoś we Wrocławiu mógłby mi udostępnić takie miejsce z możliwością codziennych odwiedzin kotki to na pewno bym skorzystała. Na pewno jakimś problemem jest odległość ale pal licho. Nawet jeśli udostępnione pomieszczenie byłoby troszkę daleko ode mnie to jakoś bym sobie poradziła w końcu są tramwaje i autobusy. Najważniejsze to odpowiednie pomieszczenie tzn. bez dziur w ścianach i z pozamykanymi oknami.No i najważniejsze koteczka musiałaby tam przebywać co najmniej 2 miesiące aż odchowa swoje dzieci i będzie można je wydać w dobre ręce a koteczkę wysterylizować.
-
Piszę już na trzech forach w tej sprawie. Na miau było wiele ciekawych pomysłów niestety żadnego z ich nie mogę zrealizować ponieważ nie mam miejsca aby przetrzymać koteczki w ciąży. Co do spółdzielni to z tego co się orientuję nie jest przeciwna kotom ale też za kotami nie stoi. Po prostu jeśli lokatorzy bloku nie sprzeciwiają się aby udostępnić piwnicę kotom to spółdzielnia robi wejście we wskazanym okienku piwnicznym. Natomiast do mieszkańców bloku należy pilnowanie tego okienka i ewentualne użeranie się z osobami które blokują wejście do piwnicy. Jeśli ktoś z bloku zgłosi do spółdzielni prośbę o solidne zabezpieczenie okienka piwnicznego aby przez niego nie wchodziły koty to blokuje okienko na amen pod hasłem robię to ze spółdzielni. Najgorsze jest w tym wszystkim to że ja mieszkam w zupełnie innym bloku niż dokarmiam koty dla tego też szukam kogoś kto zna jakiegoś mieszkańca tego bloku abym mogła porozmawiać na temat co lokatorzy bolku myślą o kotach w piwnicy. Tak naprawdę to ja nie wiem jakie jest nastawienie lokatorów. Czy te próby blokowania okienka piwnicznego to wynik działania jednej osoby czy też większość lokatorów nie chce kotów w piwnicy? Tak naprawdę to ja nie wiem z kim walczę. Zdaję sobie sprawę że Wrocław to duże miasto ale czasami zdarza się że ktoś z rodziny lub znajomych mieszka w bloku gdzie potrzebna jest kocia pomoc.
-
To właśnie z forum miau pokierowano mnie tutaj. Próbuję szukać ratunku we wszystkich znanych mi miejscach.
-
Wczoraj wieczorem okienko piwniczne było otwarte więc mogłam się zrelaksować ale ciągle boję się co zastanę w dniu następnym. Dodam tylko że w tej piwnicy mieszkają 3 kotki. Najstarsza jest wysterylizowana a dwie młodsze to siostry podrzucone akurat do tej piwnicy mają ok. 1 roku i są w zaawansowanej ciąży. Cały czas czekam na informacje.
-
Niestety życie zmusiło mnie do szukania pomocy w śród forumowiczów Dogmani [IMG]http://forum.miau.pl/images/smilies/icon_sad.gif[/IMG] Od sierpnia 2009 dokarmiam dzikie koty przed blokiem na Ul. Komandorskiej 151-161 we Wrocławiu. Do marca tego roku nie było żadnych skarg ze strony mieszkańców na temat dzikich kotów. Od marca zaczęły się "schody" [IMG]http://forum.miau.pl/images/smilies/icon_cry.gif[/IMG] ktoś notorycznie blokuje okienko piwniczne którym koty wychodziły z piwnicy na posiłek (nigdy nie karmiłam w bloku). Jedyna osoba która chciała mi coś wyjaśnić na ten temat powiedziała że ludzie mieszkający nad otwartym okienkiem piwnicznym nie życzą sobie kociego jedzenia pod ich oknem ani tego aby obcy ludzie kręcili się pod ich oknami. Kocia stołówka została przeniesiona w inne miejsce, nie ma już pod okienkiem piwnicznym żadnych miseczek. Na niewiele to się zdało okienko dalej jest blokowane. Najgorsze w tym wszystkim jest to że ten kto blokuje to okienko [IMG]http://forum.miau.pl/images/smilies/icon_twisted.gif[/IMG] robi to za dnia kiedy koty smacznie śpią w piwnicy. Jak tylko udaje mi się odblokować okienko (wieczorem) w środku piwnicy czekają przestraszone koty. Rozumiem że mieszkańcy bloku mogą być przeciwni dzikim kotom w ich piwnicy ale czy nie mogli by do mnie podejść kiedy przychodzę na karmienie kotków [IMG]http://forum.miau.pl/images/smilies/icon_question.gif[/IMG] i powiedzieć mi w twarz co o kotach myślą [IMG]http://forum.miau.pl/images/smilies/icon_question.gif[/IMG] Przecież można by tą sprawę załatwić inaczej tzn. jeśli nie chcą kotów w budynku to niech ktoś przyjdzie wieczorem poczeka aż koty wyjdą z piwnicy na posiłek i w tedy niech sobie blokują wszystkie piwniczne okienka [IMG]http://forum.miau.pl/images/smilies/icon_evil.gif[/IMG] a koty.... będą musiały sobie jakoś poradzić [IMG]http://forum.miau.pl/images/smilies/icon_cry.gif[/IMG] wokół jest pełno bloków z piwnicami dostępnymi dla kotów. W końcu na zewnątrz budynku-na wolności mają niewspółmiernie większe szanse na przetrwanie niż w zamkniętęj piwnicy ( tam ich czeka śmierć głodowa [IMG]http://forum.miau.pl/images/smilies/smhair2.gif[/IMG] ). Proszę może ktoś z forumowiczów mieszka w bramie na Ul. Kmandorskiej od 151 do 161 i wie co tam się naprawdę dzieje, jakie jest nastawienie do kotów. Czy to jest tak że nie ma w tym bloku ani jednej życzliwej kotom duszy? Kogo pytać o te sprawy,z kim rozmawiać? [COLOR=#ff0000]BŁAGAM POMOCY!!!!!!!!![/COLOR]