Anetka, nie dam, bo nie mam. Jak tam będę jeszcze raz, to postaram się wykukać. Oczywiście, za zgodą właścicieli:)
BTW: moja, zaszczepiona poszukiwaniami Briardów koleżanka, doniosła mi, że jest jeszcze jeden - na Wrzosowie. Po tygodniowych poszukiwaniach pana St.B, który podobno na tym Wrzosowie przebywał, ustaliłam, że mowa o... BORO!
No tak, tego się spodziewałam.
Pozdrowienia dla Kudłacza!