Mam nadzieję, że piszę w odpowiednim miejscu.
To mój pierwszy post i wraz z moimi panienkami chciałabym się przywitać. :)
Więc może najpierw w kilku zdaniach przedstawię siebie.
Więc mam na imię Ola, przyszłam na świat 16 lat temu, w Warszawie i tutaj także mieszkam. Od dziecka moją największą miłością były zwierzęta. Jeszcze nie wiem czy wiążę z nimi moją przyszłość zawodową, ale napewno w moim życiu pojawi się nie jeden czterołap. Obecnie z przyczyn zdrowotnych uczę się w domu i poszukuję liceum mając równocześnie nadzieję, że do września wszystko jakoś się ułoży. :)
[FONT=Microsoft Sans Serif][SIZE=2][I][B]Gaja[/B] była pierwszym psem w naszej rodzinie. Urodziła się u znajomych moich rodziców, 15 września 1997 roku, jako ostatnia z miotu. Dostałam ją dokładnie dwa miesiące później, przed moimi 3 urodzinami. Gajka była wielokrotnie operowana, a każdą kolejną operacje znosiła gorzej od poprzedniej, dlatego też moi rodzice zdecydowali, że nie będziemy obciążać jej dodatkowo sterylizacją.
Razem dorastałyśmy, nawzajem ucząc się siebie. Zawsze łagodna, nawet wtedy kiedy próbowałam obciąć jej język, na szczęście skończyło się niegroźnie i nie ucierpiała przez moją dziecięcą bezmyślność.
Wyrosła na wspaniałego psa – pod każdym możliwym względem.
Dla mnie najpiękniejsza.. I choć ludzie nie zatrzymywali się żeby ją pogłaskać, pochwalić jej wygląd to wiem, że zachwycali się nią, a nie podchodzili, bo się bali, w końcu mała zawsze miała taki bojowy wygląd, a tak naprawdę przecież jest groźna tylko wtedy kiedy trzeba stanąć w obronie kogoś z rodziny.
Jest też niezwykle inteligentna. Bardzo szybko uczy się nowych rzeczy, ale też wie jak się zachować w nieznanych jej sytuacjach. Wielokrotnie udowadniała mi, że potrafi i rozumie dużo więcej niż mi się wydaje.
Kiedyś była bardzo aktywnym psem. Razem biegałyśmy, wędrowałyśmy po niełatwych terenach – uwielbiała to, zresztą ja też.. – lubiła też pływać, szukać schowanych rzeczy [oraz mnie], przynosić patyki i piłkę, próbowałyśmy też kilkakrotnie roller joringu, ale każda próba źle się dla mnie kończyła. Oczywiście znała też pare ‘sztuczek’ typu siad, leżeć, na bok, świstak, hop, daj łape, daj drugą łape, przybij piątke, zostań, zostaw, daj głos, cofaj oraz bierz go.
Wszystko było dobrze, do czasu.. Niedługo minie rok.. Złapała kleszcza. A przecież miała zakroplony płyn przeciw tym gadom. Nic to nie dało.. Wystarczył jeden dziad, jeden parszywy zarażony dziad. Babeszjoza. Pierwsze objawy wyłapałam ja i nigdy ich nie zapomnę, zareagowałam tak szybko [a przynajmniej tak mi się wydaje], a mimo to już miała uszkodzoną wątrobe.. Gasła. Gasła w oczach. Ale walczyliśmy o nią tak długo póki w jej ślepkach widać było choć jedną małą skaczącą iskierke chęci i sił do walki. To były najgorsze 3 doby w jej i w moim życiu. Ale wspólnymi siłami, całą rodziną, wygraliśmy walkę o życie ukochanego psa.
Niestety choroba bardzo odbiła się na jej zdrowiu, szczególnie, że nie jest już młoda.. Dziś każda czynność ją męczy. Bolą ją kości – to widać.. I wiem, że już nie wróci wszystko to co miałyśmy..
Spędziłyśmy razem wiele wspaniałych chwil, ale także wiele tych złych. Każdy dzień jest walką. Jestem tego świadoma.. Ale będę walczyć póki ona sama tego chce.
Gaja jest .. jest dla mnie bardzo ważna. To niej ‘tylko pies’. Jest moim jedynym prawdziwym przyjacielem. Jest członkiem rodziny, oraz w pewnym sensie częścią mnie. Kocham ją, to chyba tłumaczy wszystko.
Jest moim promyczkiem rozświetlającym ciemne drogi którymi podążam przez życie.. [/I][/SIZE][/FONT]
[FONT=Microsoft Sans Serif][SIZE=2][I][/I][/SIZE][/FONT]
[FONT=Microsoft Sans Serif][SIZE=2][FONT=Microsoft Sans Serif][SIZE=2][I][B]Tusia[/B] jest w typie pekińczyka. Urodziła się 12 listopada 2007 roku w pseudohodowli. Moi rodzice kupili ją nieświadomi tego, że była traktowana [zresztą tak jak wiele innych psów] nie jak zwierze tylko jak towar.
Zarobaczona, miejscami łysa, z podrażnioną skórą, pchłami, chorymi oczami i sercem co okazało się później. Na jej leczenie wydaliśmy majątek, ale dziś jest 100% zdrowym psem.
Jest rozpieszczona. Prawdziwa księżniczka. Uwielbia być pielęgnowana, nienawidzi kałuż, kurzu ogólnie mówiąc nie lubi rzeczy przez które mogłaby się ubrudzić.
Tuśka nie umie zbyt wiele, a prawdę mówiąc nie umie nic. Starałam się nauczyć ją ‘siad’ .. po paru tygodniach intensywnych prób, może nie tyle, że się poddałam, a odpuściłam jej.
Planujemy udać się na szkolenie, a potem pomyślimy o agility.
Cóż ja więcej mogę powiedzieć o tym pieszczochu?
Kocham ją bardzo.[/I][/SIZE] [/FONT]
[FONT=Microsoft Sans Serif][SIZE=2]A tak na dobry początek, jedno z moich ulubionych wspólnych zdjęć.
Pozdrawiamy serdecznie. :)[/SIZE][/FONT]
[FONT=Microsoft Sans Serif][IMG]http://img72.imageshack.us/img72/9061/1204n.jpg[/IMG][/FONT]
[/SIZE][/FONT]