Dzisiaj zostal uspiony, ktos dla mnie bardzo wazny...ale zaczne od poczatku. Reksio juz od kilku dni ledwo chodzil, nie jadl tylko pil. Ale dzisiaj jego stan nagle sie pogorszyl..paraliz od szyi w dol, tylko lezal:( brzuch mu napecznial, nie wyproznial sie, ale bardzo duzo pil baaardzo duzo. (co chwile wypijal dobre 3miski). Pomimo swiat zadzwonilam do zaufanego weta, ktory przyjechal najszybciej jak mogl i decyzja byla jedna : pies nie przezyje nocy :( Jeszcze o 15 reagowal, kiedy odchodzilam od niego na chwile to piszczal, mielil jezykiem, podnosil lepek i lizal, ale z kazda godzina bylo gorzej..na koniec juz tylko patrzyl, nie mial sily nawet piszczec ani nic, wiec decyzja o uspieniu byla jedynym wyjsciem, poniewaz nie chcialam przedluzac jego cierpien. Dodam, iz byl to owczarek, ponad 11lat..trafil do mnie gdy mial rok, ale byl tak kochanym psem, silnym, madrym,poslusznym...:( najgorsze bylo dla mnie kiedy wet poprosil bym poszla po kaganiec? moze mi ktos wyjasnic dlaczego? Po za tym zastanawia mnie co to bylo?:( Z tego wszystkieg nie mialam sily juz sluchac weta...A moze wy moglybyscie powiedziec mi co to bylo?