AnnaBiedronska
Members-
Posts
14 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by AnnaBiedronska
-
Ten pierwszy weterynarz powinien mu naciac rane i wycisnac jad, ale nie ogladnal mu pyska wiec nie zobaczyl klasycznych ranek po wężu.Dal mu tylko zastrzyski odczulajace. U drugiego weterynarza bylam 2 dni po ugryzieniu, bo pies poprostu zdychal, znalazl ranki, ale stwierdzil ze jest za pozno na nacinanie, mozna by bylo sprobowac na zywca, ale ze to duzy pies i rana przy nosie wiec ryzyko. Dal mu kolejne zastrzyki odczulajace, kazal mi te strupki z ran zrywac przy pomocy gazika nasaczonego woda utleniona, smarowac opuchniecia alcacelelem i przyprowadzac do kontroli. Taki jad uwalnia sie stopniowo i moze siac rozne spustoszenia w organizmie np. przyspieszyc rozne starcze choroby.Na razie Pluto wyglada ciut lepiej i jest zywszy niz do tej pory, wiec moze bedzie dobrze. Ja tej zmiji nie widzialam, on po prostu wsadzil leb w krzaki na spacerze i w kilka minut potem zaczal sie dusic.
-
Pluto na razie nie jest oglaszany nigdzie i chwilowo sie z tym wstrzymuje. Na ostatnim spacerze ukąsila go zmija, pierwszy weterynarz do ktorego sie zglosilam nie ogladnal psa i nie stwierdzil ze to zmija w zwiazku z tym nie zrobil psu potrzebnego zabiegu. Teraz jad dostal sie do organizmu i zobaczymy co bedzie dalej. Opuchlizna psu schodzi, ale dalej nie czuje sie dobrze. Drugi weterynarz stwierdzil ze trzeba liczyc sie z wszystkim, jad uwalnia sie stopniowo i czas pokaze jakie bede tego konsekwencje.
-
Zdiecia Pluta: [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL=http://img32.imageshack.us/i/img1014bh.jpg/][IMG]http://img32.imageshack.us/img32/8194/img1014bh.th.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL=http://img29.imageshack.us/i/img1013tj.jpg/][IMG]http://img29.imageshack.us/img29/7161/img1013tj.th.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL=http://img411.imageshack.us/i/img0925w.jpg/][IMG]http://img411.imageshack.us/img411/6720/img0925w.th.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL=http://img18.imageshack.us/i/img0926kl.jpg/][IMG]http://img18.imageshack.us/img18/7230/img0926kl.th.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL=http://img15.imageshack.us/i/img0923p.jpg/][IMG]http://img15.imageshack.us/img15/8202/img0923p.th.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL=http://img33.imageshack.us/i/img0922g.jpg/][IMG]http://img33.imageshack.us/img33/6361/img0922g.th.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL=http://img42.imageshack.us/i/img0920ly.jpg/][IMG]http://img42.imageshack.us/img42/34/img0920ly.th.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL=http://img521.imageshack.us/i/img0919f.jpg/][IMG]http://img521.imageshack.us/img521/2889/img0919f.th.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL=http://img25.imageshack.us/i/img0918g.jpg/][IMG]http://img25.imageshack.us/img25/5641/img0918g.th.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL=http://img192.imageshack.us/i/img0917p.jpg/][IMG]http://img192.imageshack.us/img192/5299/img0917p.th.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL=http://img13.imageshack.us/i/img0916vr.jpg/][IMG]http://img13.imageshack.us/img13/5189/img0916vr.th.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3][URL=http://img502.imageshack.us/i/img0900n.jpg/][IMG]http://img502.imageshack.us/img502/96/img0900n.th.jpg[/IMG][/URL][/SIZE][/FONT]
-
Karusiap ja nie mam na mysli zamkniecia psa na ogodzie bez mozliwosci wstepu do domu czy kontaktu z czlowiekiem. Wszystko zalezy od psa jeden jest kanapowiec a drugi woli przestrzen i hasanie. Moj jak zaobserwowalam lubi przebywanie na polu i jak ma mozliwosc to taka opcje wybiera. Ale od malego mieszka w bloku i bez problemu zamieszka tez w mieszkaniu tylko musialaby ta osoba miec czas zapewnic mu przynajmniej raz dziennie dluzszy spacer. Pozatym tak sobie pomyslam, ze skoro to na was maja byc namiary przy szukania mu domu, ja oczywiscie napisze jego chcarakterystyke i w miare staram sie wam przedstawic jakim jest psem, ale jesli chcecie ja moge go przywiez w ktoras sobote do Krakowa zebyscie osobiscie go poznaly i ocenily. Macie napewno wieksze doswiadczenie ze zwierzetami
-
Pluto mieszka w mieszkaniu to fakt, ale zdarzalo sie ze zostawal z moimi znajomymi, ktorzy maja dom i tam wlasciwie do domu nie wchodzil. Nawet jak my tam bylismy i zabieralam go na noc do domu, to konczylo sie tym ze pies stal przy drzwiach, merdal ogonem i wypuszczony ani myslal wracac. Na dzialce u tesciow nic innego go nie interesowalo jak obszczekiwanie pojawiajacych sie przed furtka osobnikow po czym z duma po dobrze wykonanej pracy wracal do mnie. On uwielbia przebywanie na polu, bardziej chyba niz przebywanie w domu. To sa moje obserwacje. I wcale nie musi byc to dom, gdzie pies blaka sie tylko na zewnatrz, bo gro ludzi trzyma psy w dzien na polu a na noc bierze do domu. Tak jest ryzyko ze jako pies strozujacy moglby trafic do domu gdzie czekalby go lancuch i dlatego chce sprawdzic gdzie trafi. Czy zalezy mi aby byl blisko? Zalezy mi przede wszystkim aby znalazl dobry dom. Oczywiscie ze gdyby to bylo blisko to moglibysmy go odwiedzac, moze nawet zabierac na spacery i to byloby dla mnie najlepsze. Tylko nie wiem czy on by tego zle nie znosil, ale to ewentualnie bym dopytala.
-
Porozmawialam dzis z męzem i stwierdzil, ze moze nigdy nie byl za zostaniem Pluta u nas w domu, ze dla niego pies zawsze bedzie tylko psem, ale przyzwyczail sie do niego, polubil go i jest mu go zal. Nie zmieni swojego zdania co do przebywania psa i dziecka w jednym mieszkaniu, ale ze ma poczucie winy wzgledem niego postanowil wesprzec mnie w rozwiazaniu sytuacji. W miare mozliwosci postaramy sie zapewnic mu na chwile obecna jak najlepsze warunki, ale tak by jednoczesnie nie doszlo do konfliktu z dzieckiem.. Po drugie wysterylizujemy psa, bo oprocz powodow o jakich pisalyscie, uwazam ze to go tez troche uspokoi. Chodzi mi tu o to, ze on byl kiedys pogryziony przez psy i roznie wygladaja jego kontakty z doroslymi samcami. Do suk i szczeniat nie wykazuje agresji. I po trzecie skoro chcemy mu znalez nowy dom nie chcemy by trafi do ludzi, ktorzy moze nigdy sie z nim nie dogadaja. W zwiazku z tym zamierzamy skorzystac z rad profesjonalisty. Dostalam numer telefonu do jakiejs pani, ktora sie tym zajmuje. Nigdy nie mialam z takimi osobami doswiadczenia i wogole nie wiem czy to nie bedzie jakas kolejna nie wykfalifikowana osoba, wiec jakbyscie slyszaly o kims takim w moim miescie to prosze o namiary. Boje sie tylko kosztow, ale mam nadzieje, ze bedzie to w granicach naszych mozliwosci. Wspolnie doszlismy na chwile obecna do wniosku, ze Pluto najlepiej czulby sie jako pies strozujacy, bo on wrecz pochwaly sie domaga za pilnowanie domu. Co do zdiec to nie chcial mi dzis pozowac, moze jutro go przekonam. Co do kotow to nie polecalabym go do domu z kotami. Po pierwsze on chyba rzeczywiscie ma cos wspolnego z wyzlem, bo instynkty do polowania gdzies mu sie tam placza, a po drugie w swoim pierwszym domu psy dostawaly do jedzenia chleb i mleko, a reszte zdobywaly same. Wiec zarowno suka jak i jej mlode polowaly na myszy i z tego co slyszalam byl problem tez z kurami.
-
Jutro sfotografuje pluta tak aby byl dobrze widoczny i przesle na maila. Chetnie zapoznam sie z umowa i zgadzam sie aby namiary byly na was, bo rzeczywiscie ja nie wiem o wszystkim na co powinnam zwrocic uwage. Po swietach podejde do weterynarza i zapytam o zabieg.
-
Przesle zdiecia i opis Pluta tylko jeszcze pare rzeczy wykonam w domu i do tego siadam. Co do mojego męża on po prostu byl wychowany w domu w ktorym pies to pies. Ma znac swoje miejsce i tyle. Tak jak juz pisalam uslyszalam o plucie, wiedzialam jaki los go spotka i zdecydowalam sie go zabrac. Mąż byl temu przeciwny. Nie znecal sie nad nim, na to bym nie pozwolila, ale nie mial do niego cierpliwosci, a w momencie moich pobytow w szpitalu to on go wyprowadzal. Glaskal go, okazywal mu jakies zainteresowanie ale wedluk niego miejsce psa jest na polu, a nie w domu, pies nie moze utrudniac mu w realizacji tego co zamierza. Corka jest jego oczkiem w glowie i w takiej sytuacji u niego nie ma ale.
-
Z jedynym schroniskiem jakie jest w moim miescie, znajduje sie on obok wysypiska smieci. Pluto warknal i odwrocil sie w strone dziecka to tyle co zarejestrowalam. Po sladach i ocenie lekarza bylo uderzenie, siniak i miejsce po dwoch zebach. Lekarz na pogotowiu na pytanie męża czy takiego psa nalezy uspic uslyszal, ze nie tylko odizolowac od dziecka. Pozniej od lekarki uslyszalam ze rany po psach ktore atakuja z konkretnym skutkiem sa szapane, liczne, u malej tego nie bylo. I jeszcze slyszalam ze pies ktory zaatakuje z agresji nie mozna go oderwac od ofiary, a Pluto zrobil co zrobil po czym odskoczyl, podkuli ogon i uciekl do swojego poslania. Tam go zamknelam dopoki moj mąż nie ochlonal, bo nie chcialam aby doszlo do tragedi.
-
Widze ze zostalam mocno skrytykowana, ale faktycznie nalezy mi sie i mam olbrzymie poczucie winy wzgledem Pluta. Rzeczywiscie nie przygotowalam sie odpowiednio do oswojenia go z nowa sytacja. Za malo czasu i cierpliwosci okazalam mu w trudnym dla niego czasie. Moze w momencie zabierania go nie powinnam kierowac sie litoscia tylko myslec realnie. Lub nie zostawiac go przy sobie tylko szukac mu dobrego domu kiedy byl szczenieciem. I jeszcze setki innych bledow sobie wytykam. Odpowiadajac na pytania: Pies nie jest wysterylizowany, ale jesli taka jest koniecznosc przejdzie ten zabieg. Mieszkam w Tarnowie, 80 km od Krakowa, dowioze go do nowych wlascicieli nawet w innej miejscowości. Nie chce zrobic z psa agresora, bo nim nie jest, ale chce byc szczera. Bo jesli trafi do domu gdzie bedzie male dziecko i zareaguje podobnie, to moze nikt juz nie bedzie patrzyl jakim jest psem i czy mial do tego podstawy tylko od razu go uspi. Po sytauacji u nas w domu spotkalam sie z taka reakcja ludzi ze oczywiste dla nich bylo ze psa juz nie ma. Kiedy probowalam tlumaczyc, ze to nie jest agresywny pies tylko sytuacja go niejako zmusila ludzie patrzyli na mnie jak na idiotke i wyrodna matke. Wiecie jak czesto koncza takie psy? Są topione, zabijane siekiera, zastrzeliwane i nikt nie szuka w sobie winy, nie patrzy na przyczyne. Nie pisze tego zeby z siebie zrobic szlachetna osobe, tylko przedstawic wam sytacje w jakiej sie znalazlam. Nie jest tez tak, ze pies sie mi znudzil i chce go wywalic. Moja corka ma dwie rany od zebow na skroni, jest leczona antybiotykami i to oraz ultimatum mojego meza sklonil mnie do szukania mu domu. Plakalam kiedy ciagle mnie informowano, ze pies za stary aby mu znalez nowy dom, ze trzeba do schroniska,ze trzeba uspic. Nawet opcja ta najlepsza czyli znalezienie mu dobrego domu sprawia ze sam fakt tego ze go oddam, ze bedzie tesknil, sprawia ze czuje sie zle i podle. Nie chcialam tez stosowac szantazu emocjonalnego, choc przyznaje ze tak to moglo zabrzmiec. Chcialam poprostu w ten sposob wyrazic to w jakiem polozeniu sie znalazlam. Wiem ze wziecie psa oznacza odpowiedzialnosc za niego i wiem ze ta opowiedzialnosc nie zniknie wraz z opuszczeniem mojego domu. Chce wiedziec do jakiego domu trafia, chce miec informacje jak sie czuje, choc przyznaje ze nie znam sie na stronie formalnej takiej mozliwosci. Nigdy nie pozwalalam na meczenie psa, ale za nim ja zdazylam podejsc corka juz go trzymala za ogon lub futro, na co ja odsuwalam ja od psa i staralam sie tlumaczyc ze nie wolno pieskowi robic krzywdy. Tak male dziecko czesto nie do konca rozumie o co chodzi. Wiem ze uczylam corke pozytywnych relacji z psem, jako ze ona uczy sie przez nasladowanie czesto widziala ze przytulam psa, glaszcze, czule do niego mowie. Trudno na 60 m nie spuszczac na chwile dziecka biorac pod uwage ze trzeba wykonac szereg innych czynnosi. Dopoki corka raczkowala, w domu zostaly zainstalowane bramki. Nie znaczy to ze pies nie mial kontaktu z dzieckiem, ale bylo to tylko pod moja opieka. W momencie kiedy dziecko ruszylo ze tak powiem w swoja droge mialam mozliwosc zamkniecia psa tak by corka nie miala do niego dostepu albo probowac tak organizowac prace, aby zainteresowac ja siedzeniem przy mnie. I z tej drugiej opcji korzystalam, choc przyznaje ze czasem sie nie udawalo. Staralam sie tak organizowac dzien aby pies mial mozliwosc pojscia na porzadny spacer. Ostatnio przez moje wizyty w szpitalu tych porzadnych spacerow mu braklo. Tak w ostatnim czasie braklo mi czasu i sil, aby porzadnie sie nim zajac. W kolko slyszalam ze psa powinnam oddac, bo przez moje problemy ze zdrowiem pies staje sie problemem. Staralam sie ratowac sytacje jak moglam i na ile moglam, ale moze blad ze faktycznie nie podjelam odpowiedzialnej decyzji za nim stalo to co sie stalo. Tak pies czuje sie teraz napewno zle, musze odizolowac go od dziecka a to sprawia ze przebywa tylko w jednym pomieszczeniu, na mieszkanie wypuszczany jest kiedy corka spi. Wiem ze czuje ze sytacja jest inna, ze cos sie dzieje. W kazdym mozliwym momencie staram sie okazac pozytywne i spokojne gesty, popoludniami zabieram go na dlugie spacery i choc staram sie oszczedzic mu stresu to widze ze pies to przezywa. Wiem ze bedzie tesknil, wiem ze nie wytlumacze mu dlaczego tak sie dzieje i cierie razem z nim. I nie jest tez tak ze pomyslalam sobie :ok oddam psa do schroniska i bedzie po problemie. Do schroniska zadzwonilam , aby zapytac sie czy nie mozna u nich zostawic informacji o tym, ze taki pies poszukuje domu. A na to uslyszalam informacjie takie jak juz pisalam. Zdiecia moge przekazac, mam ich duzo, moge zrobic kolejne tak by bylo widac dobrze jego wielkosc. Pluto wazy prawie 40 kilo, nie wiem ile ma wysokosci.
-
Informacje uzyskuje od weterynarzy jacy sa w naszym miescie oraz od pana ze schroniska. Pan ze schroniska powiedzial mi ze oni nie przyjmuja psow od ludzi ktorzy je przyprowadzaja, tylko umieszczaja te porzucone. Czasem robia wyjatek, ale jak juz pisalam trzeba wtedy zaplacic 500 zl. Obecnie maja 70 psow w schronisku i wiecej nie maja miejsc. Powiedzial mi takze ze najlepiej dla psa bedzie go uspic, bo to ze nawet ktos sie znajdzie nie oznacza ze bedzie trzymal psa az do konca. Ja juz wczesniej rozmawialam z weterynarzem i ten jako realny i najlepszy sposob podal umieszczenie psa w schronisku. I kiedy powiedzialam o tym panu ze schroniska to on podal mi tylko nazwisko weterynarza ktory bez pytania o przyczyne uspi kazdego psa. Wydaj mi sie ze chyba to wszystko nie dziala jak nalezy w moim miescie, ale nigdy nie mialam do czynnienia ze schroniskami i nie wiem jakie sa w nich procedury. Co do stosunku Pluta do dzieci to jak pisalam wyzej w pierwszym domu mial kontakt z dziecmi. Przebywajac u nas nie mial do czynienia z dziecmi na codzien, ale bardzo pozytywnie reagowal na dzieci w naszej klatce( lizal je, one go glskaly on sie przytulal, merdal ogonem). W zeszlym roku byl dwa dni z dziecmi w wieku 5 i 6 lat i nie bylo zadnego problemu. Biegal z nimi po ogrodzie, odbieraly mu patyk z pyska i rzucaly, lizal je i nawet kiedy pojawilo sie jedzenie nie bylo problemu. Dzieci biegaly przed jego pyskiem z ciastkami i nie probowal im odebrac tylko czekal na podanie mu smakolyku. W momencie kiedy ja wrocilam z corka ze szpitala psa zgodnie z rada weterynarza nie bylo w domu. Rowniez za rada weterynarza przebralam dziecko z ubranek pachnacych szpitalem, aby pies nie mial zlych skojarzen. Pluto zobaczywszy mala zareagowal zainteresowaniem, ale bez zadnych oznak agresji. Wywachal dziecko u mnie na rekach, polizal. Jeszcze przez pare dni wykazywal spore zainteresowanie jej osoba a potem zaakceptowal wlasciwie bez zadnych ale jej obecnosc. Nie zaprzeczalnie popelam wtedy mase bledow, byl to czas dosc nerwowy u nas, ja mialam trudny porod i mnostwo komplikacji po. Trudno bylo mi sie pozbierac, nie mialam mozliwosci zapewnic psu spacerow do jakich byl przyzwyczajony jednym slowem spychany byl w kat. Do tego moj maz nie byl nigdy za psem, wiec zdarzalo mu sie krzyczec na psa bo sie platal pod nogami. Trzy miesiecy temu corka zaczela chodzic i wtedy ruszyla na cale mieszkanie, a do tego momentu wlsciwie raczkowala glownie po swoim pokoju gdzie pies nie wchodzil. Na poczatku ich relacje ukladaly sie calkiem poprawnie, pies merdal ogonem na jej widok, lizal ja, nawet w jakis tam sposob sie bawili. Pies wiedzial ze ona ma prawo jako pierwsza do jedzenia i nie odbieral jej nic z raczki, chyba ze sama go czestowala. Pilnowal jej i bronil przed obcymi, na spacerach kiedy mala sie przewrocila biegl do niej i lizal ja.Niestety u mojej corki nadszedl okres , ze lapala psa za ogon i mocno sciskala, lapala za ucho, futro, przewieszala sie przez niego. Oczywiscie nie pozwalam jej na takie zachowania, staralam sie pilnowac zeby nie podchodzila do psa kiedy ten spi w swoim koszyku. Dodatkowo w ostatnim czasie dziecko sporo mi chorowalo, ja tez mialam problemy ze zdrowiem i pies otrzymywal stanowczo za malo zainteresowania. Do tego mojemu mezowi zdarzalo sie denerwowac na psa bez wlasciwie wiadomego dla niego powodu. Widzialam ze pies czuje sie zdezorientowany. I w niedziele dziecko probowalo go przepchnac zeby wejsc do kuchni, stracila rownowage, zlapala go za futro, na co pies uderzyl ja pyskiem i zachaczyl zebem o skron. Widac bylo ze pies wystraszyl sie tego co zrobil, okazal skruche, ale od tego momentu nie ma juz dostepu do dziecka. Oczywiscie nie do unikniecia jest sytacja, aby zupelnie jej nie widzial np. kiedy jest u nas na rekach i wtedy merda ogonem, lize ja po nogach, a ostanio ona podeszla do kraty za ktora byl zamkniety i lizal ja po rekach. Weterynarz u ktory zna psa od poczatku ocenil ze pies zareagowal tak po czesci w obronie a po czesci spowodu emocji, ktore nie pozwalaly mu na zaakceptowanie tego ze spadl w naszej rodzinie - stadzie na najnizsza pozycje. Ponoc w stadzie skladajacym sie z psow tak wlasnie wyglada zdobywanie odpowiedniej hierarchi. I wlasnie z tego powodu, jak rowniez dlatego, ze pies ma malo zainteresowania okazywanego uwazam ze powinnien trafic do ludzi, ktorzy zapewnia mu zycie na jakie zasluguje.
-
Czy to jest naprawde taka mieszanka to wiem tylko od osoby od ktorej pies do mnie trafil. Weterynarz twierdzil ze jest to prawdopodobne. Ponoc suka byla owczarkiem coli tym trojkolorowym i stad ten jego marmurek w umaszczeniu(widac to na tym zdieciu gdzie lezy na boku). Pluto trafil do mnie jako troche podrosniete szczenie, ile mial to weterynarz okreslal po zebach bo poprzedni wlasciciel tego nie wiedzial. Byl psem wiejskim, mieszkajacym w budzie. Suka w raz z wiekszoscia szczeniat zostala zabita, pozostal jeden szczeniak - pies, ktory trafil do budy i pluto, bo byl najbardziej rozkoszny i dzieci wlasciciela chcialy sie z nim bawic. Jednakze wlasciciele nie zamierzali trzymac kolejnego psa, wiec obiecali dzieciom, ze pieniadze za sprzedanie go beda dla nich. Z tego co slyszalam to przy nie znalezieniu chetnego dla psa mieli sie go po cichu pozbyc, a dzieciom wyjasnic ze zotal sprzedany. I tym sposobem trafil do mnie. bo ja nigdy nie umialam przejsc obojetnie wobec potrzebujacych zwierzat. Niestety obecnie jestem postawiona przed faktem pies a dziecko i sama musze szukac najlepszego wyjscia z sytuacji. Co do specjalistow to nie wiem o kogo dokladnie chodzi. Przed urodzeniem dziecka rozmawialam z weterynarzami jak przygotowac psa na zmieniajaca sie sytuacjie lub gdzie szukac pomocy. Uzyskalam informacje ze powinno sie wszystko ulozyc, ze trzeba tylko uwazac. Obecnie wiem ze sa psi psychologowie, ale decyzje o pozostawieniu psa podejmuje razem z mezem a on nie wyraz zgody na pozostawanie psa w mieszkaniu z dzieckiem. A ja tez nie mam juz mozliwosci ze wzgledu na swoj stan zdrowia poswiecic psu tyle uwagi ile by potrzebowal, a nie chce by czul sie zaniedbany. Pluto nigdy nie byl profesjonalnie szkolony, ale jest psem latwym do ulozenia.Uczony byl chodzenia przy nodze na smyczy i bez niej. Jest plochliwy, moze zaszczekac na obca osobe, ale to nie jest agresja tylko obawa. Bardziej boi sie mezczyzn. Jednak jak tylko poczuje ze ktos nie ma zlych zamiarow to calym soba okazuje milosc: lasi sie, lize, chodzi krok w krok,podsuwa leb do glaskania.Boi sie rowerow i sytacji z zaskoczenia.W stosunku do suk i szczeniat nie wykazuje agresji, jednak z psami bywa roznie. Raczej nie polecalabym go do domu gdzie sa inne psy. Jest napewno psem wiernym,poslusznym, radosnym, skorym do zabawy, uwielbiajacym przebywanie na polu i plywanie. Zdarzalo sie ze trafial pod tymczasowa opieke do znanych mi osob i przez nich oceniany byl jako pies spokojny, lagodny, posluszny, z duza dawka pozytywnych emocji. Niestey nik z tych osob nie ma warunkow na wziecie psa na stale. Jestem naprawde z rozpaczona, bo chce dla tego psiaka jak najlepiej a jak na razie to w swoim miescie spotykam sie tylko z informacjami ze skoro nie moze pozostac w moim domu to nalez psa uspic.
-
[URL=http://img364.imageshack.us/i/obraz001.jpg/][IMG]http://img364.imageshack.us/img364/7073/obraz001.th.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://img707.imageshack.us/i/obraz013e.jpg/][IMG]http://img707.imageshack.us/img707/9764/obraz013e.th.jpg[/IMG][/URL] URL=http://img517.imageshack.us/i/img0850s.jpg/][IMG]http://img517.imageshack.us/img517/812/img0850s.th.jpg[/IMG][/URL]
-
Witam Poszukuje dobrego domu dla 5 letniego psa mieszanca ras owczarek coli i wyzel. Pies wabi sie Pluto, jest zadbanym, wiernym, wesolym psiakiem. Lubi przytulanie, calym soba okazuje milosc wlascicielowi. Bylby dobry kompanem do pieszych wedrowek lub chetnie zamieszkalby w domu z ogrodem. Sprawa jest bardzo pilna z bolem serca ale musze znalez mu nowy dom, poniewaz uznal moja 14 miesieczna corke za najslabsze ogniwo w rodzinie. Jesli nie znajde mu nowego domu pozostanie tylko opcja uspienia psa, poniewaz w schronisko nie przyjmuje obecnie zadnych psow, a jako jedyna opcje wskazuje uspienie psa. Nie mam jednak sumienia pozbawiac zycia psa, ktory jest taki pelny energi.