Sunię powoli oswaja pewna pani (stróżująca) na parkingu :) Dziś byłyśmy świadkami jak ją pierwszy raz pogłaskała i nawet podrapała po brzuszku- SZOK...ta kobieta czyni cuda :) Sunia ma tam pełną michę jedzenia, wody, oraz miejsce do spania- a jak się bardziej oswoi i odważy, to ciepłe legowisko w budce stróża :) Co dalej? zobaczymy- najwazniejsze jest to, że żyje, że ma się dobrze, że znów zaufała człowiekowi i że ludzie z tego parkingu pokochali ją, oswajają, są życzliwi :) Padła nawet propozycja domu tymczasowego- ale nie wiemy czy to było przemyślane, czy pod wpływem emocji. BĘDZIE DOBRZE :)
Priorytetem jest teraz złapanie jej (ale jeszcze nie teraz, bo mozna zaprzepaścic wszystko, co ta pani osiągnęła, stracić jej zaufanie) i zawiezienie do weterynarza (ma problem z okiem- chyba na nie nie widzi po potrąceniu przez tramwaj, trzeba ją odrobaczyć, odpchlić i raczej odkleszczyć, zaszczepić, wysterylizować )