grajka
Members-
Posts
34 -
Joined
-
Last visited
grajka's Achievements
Newbie (1/14)
10
Reputation
-
dzięki, kuzyneczko. buziaki
-
najgorsza jest ta bezsilna złość na kogoś, kto tak je skrzywdził... ale pomaga świadomość, że naprawdę były szczęśliwe przez ten czas u nas. żyły spokojnie, wypieszczone, kochane, nakarmione, każda w swojej rezydencji z wielkich kostek słomy. i z pakiem, który najpyszniejsze zdobycze chował na daszkach ich budek, bo wiedział, że żadna z nich nie potrafi tam wejść, a koty sie boją. pako bardzo się zmienił od czasu przybycia tajki, obudził sie w nim wielki dzieciak, brykają razem, razem śpią, mają nawet jeden kawałek kostki, który tratują jak lizak, a potem kładą w takim miejscu, żebym na pewno sie potknęła. i piją mleko z jednej michy, a potem mają tak samo upaprane pysie na biało. cały czas się śmieją, jak delfiny. tajka jest niesamowicie gadatliwa, a pako przy niej też jest coraz bardziej akustyczny. i tak słucham psich opowieści... i kolejny pomysł tajk na koty. teraz je śledzi. idzie naciągnięta, jak wielka dżdżownica za kotem, który już na nią nie reaguje. widok przedni, bo kot, dla ułatwienia, idzie na przykład pod stołem, między nogami krzeseł, a tajka za nim, bo przecież w swoim odczuciu nie jest od tego kota większa... ja za nimi i stawiam te krzesła na nóżki... kot wreszcie dociera do kanapy, albo fotela, kładzie się, a tajka naciąga się jeszcze bardziej i go wącha. po czym odsuwa się i zaczyna opowiadać, że się udało, że kot jest blisko i już nie bije. na to wpada pako, pędzi prosto do kota, szturcha go nosem i to tajkę złości, bo ona się jeszcze na to nie odważyła. cudne psiaki dzieciaki. nataszka co jakiś czas przywoływała je do porządku, jak rozbrykane wpadały na nią, albo przemieszczały się za blisko jej miski. i nauczyła je, że jak wchodzi do kuchni, to wszystkie miski są jej, a one mają czekać. i czekały... rano wstaję i pierwsza myśl to wypuścić nataszkę... oj, bo znowu będę ryczeć dziękuję, że tu jesteście
-
gosia, dziękuję, że napisałaś, mnie też ciężko trafić w klawisze.... tylko siedzę i ryczę, kolejny płacz na podłodze w lecznicy, kolejne odejście wielkiego serca.... tyle miłości i zaufania, tyle radosnych dni, tak strasznie za mało.... Bogu dziękuję, że pozwolił pokochać i być kochanym przez takie uosobienie miłości, jakim jest pies
-
musi nam wystarczyć, że gosia psicę znalazła, dowiozła do mnie, a psie dziecko ma teraz swój domek, gdzie jest kochane.... uśmiechy
-
tam od razu na koniec świata ;] to ty mieszkasz tak daleko.... psiaki dzieciaki są bardzo ciekawskie, pomagają we wszystkim, pako się pcha jak najbliżej, tajka wszystko komentuje. koniecznie usiłuje zaprosić starą kocicę do zabawy, ta nie chce i jest scenka piękna po prostu - tajka auuuuuu,łłłuuuu... a kocica psssssssss... dogadać się nie mogą. tajka trzyma się na dystans, bo kocica pacnęła ją już raz w nos, ale bez pazurów, taki ostrzegawczo dyscyplinujące pacnięcie było i psiak doskonale to pamięta. odkurzałam samochód na podwórku, najpierw nakrzyczały na odkurzacz, potem wyłożyły się na siedzeniach i znów było co odkurzać, bo leniuchy się lenią (a ja je naśladuję ;]) i pełno sierści zostawiły. kończą się prace polowe, za parę dni znikną kombajny, będziemy chodzić na długie spacery, bo od 5 września mam wreszcie urlop
-
znowu mamy czi-psy ;] do naszego stadka dołączyła tajka, przywieziona przez gosię. przecudna gadułka marki husky, snuje opowieści, uwielbia paka, który wreszcie ma dziewczynę do zabawy, bo nataszka już nie chce, goni go, staruszka teraz spokojnie patrzy na brykające psiaki-dzieciaki. tajka ma 2 lata, wielkiego dzieciaka w sobie, niesamowitą energię do zabawy i .... snucia opowieści. to mój trzeci husky i pierwszy tak gadatliwy. wracam z pracy i dziewczynka opowiada mi wszystko, co sie zdarzyło w ciągu dnia. pokazuje brzuszek, pochyla główkę do pieszczot. poproszę gosię, żeby wsadziła fotki, bo ja ciągle nie potrafię... uśmiechy
-
dziękuję wam wszystkim, za kciuki, dobre słowo i pamięć. jak tylko ogarnę się po ostatnich 3 tygodniach, pojadę z nataszą na przegląd gwarancyjny. następnego dnia po odejściu nadii, znalazłam o świcie na podłodze moja koteczkę.... najprawdopodobniej zjadła coś, co już było zatrute, na wsi truciznę na gryzonie daje sie gdziekolwiek, byle dzieci nie zjadły. moc mnie opuszcza przy ludzkiej głupocie
-
nutusia, dziękuję najpiękniej, jak potrafię.... dziś nadia odeszła, teraz mój tata rzuca jej w niebie patyki....
-
nutusia, czy twoje głuche szczęście zrobiło się szczekliwe? nadia okropnie krzyczy, musiałabym chyba mieszkać z nimi na podwórku całymi dniami, bo tylko wtedy jest cicho. a jak ją delikatnie smyrnę w pupę, jak siedzi tyłem, to podskakuje przestraszona ;] ale rzeczywiście, jak jest przodem, można pogadać, głównie patrzy mi na twarz i na ręce, co wymacham w tym dziwnym języku, ona rozumie
-
dłuuugo mnie tu nie było :) przetrwaliśmy i upały i jakieś mrozy, maryś wybudował każdej, w stajni i obórce, bo panny rezydują oddzielnie, igloo z wielkich kostek słomy, na starych drzwiach do szopy, więc ciepły dom, parkiet, każda ma swój materacyk i ogólnie wszyscy są zadowoleni. okazało się, że nadia bardzo źle słyszy, właściwie wyłącznie z bliska i to głośne i piszczące dźwięki, więc porozumiewamy się na migi, pysznie rozumie gesty. ale na spacerze, jak pobiegną w siną dal, wołam tylko nataszę, a nadia zawraca dopiero, jak nie widzi jej przy sobie. za to jak proszę ją o coś, na co nie ma ochoty, odwraca się do mnie tyłem i już nie "słyszy" poleceń. nie znałam nigdy niesłyszącego psa, ale dogadujemy się świetnie i radzimy sobie całkiem nieźle. jak zwykle, nie mam pojęcia, jak tu wsadzić zdjęcia, poprosiłam gos, obiecała, że da. pozdrawiam
-
im, jak im, ale jakie ja mialam szczęście... :)
-
nadia ma ciemną tylko buzię, nataszka ma plamy ciemnego futra na grzbiecie i duperelku :) oczkami strzela wywrócona w rozbawieniu nadia, potrafi runąć na ziemię w locie :) dziś straszyły panów tutejszych, którzy wozili mi ziemię - nadia patrzyła (bykiem), taszka szczekała, bo ona robi za dzwonek, jak mówiono w katowicach :) jak ktoś jest przy furtce, taszka szczeka cała sobą
-
latająca boża krówka to nadia :) nataszka też bryka, ale jest większa i szybciej ląduje, mam za wolny... aparat ;) gosieńko, dziękuję :)
-
już trochę czasu minęło i wiele się zmieniło... teraz czuję, że mam coś w rodzaju zawodowej choroby przewodników - caly czas ktoś za mna chodzi :) kroczek w kroczek wędrujemy we czwórkę, wszędzie po prostu. i zmieniła się rzecz najważniejsza-dziewczynki przestały sie bić przed spaniem. nie potrafiły chyba bez tego zasnąć. wprowadzałam do ich sypialki w różnych konfiguracjach i zawsze była awantura. a teraz nagle spokój, nadię wprowadziłam, nataszka pobiegła za nami i po prostu poszły spać. nadia jest okropnym krzykaczem, nataszka dalej spokojnie czeka, aż trzeba koniecznie zabrać głos :) wszystkie 3 są bardzo ciekawskie, lubią, jak coś się dzieję, spędzam z nimi całe dnie na dworze. i dalej nie doczesałam nataszki.... zrobię zdjęcia w popiatek i poproszę gosię, żeby je tu wsadziła :) uśmiechy
-
dzisiaj byliśmy na spacerze we 4 - pako, krówki i ja :) lało przecudnie, błoto usiłowało mi ukraść kaloszki, nadia biegała luzem, nataszka i pako na smyczkach, nad którymi staram się zapanować, żeny mnie nie wplątały :) wróciliśmy przemoczeni, cali z błota, kurtka i spodnie do prania, krówki ociekające, pako szczęśliwy, a ja z rączkami wielkiego gonza po łapaniu kul armatnich.... tak się dzieje zawsze, jak dwie smycze rozbiegają się nagle w 2 strony ;) i tyle radości w ten okropny czas