Wczoraj z łapką było jeszcze niedobrze, ale dziś jest poprawa,...uff.
Sarunia ma DS! ..zostaje w obecnym miejscu!:)
Nie ukrywam, że cichutko liczyłam,że może akurat, bo widziałam jak Państwo byli/są przejęci losem Sary, ich dogadzanie jej, opowiadania jak ładnie szczeka, jaka mądra, itp...co tam,że nowy but Panu zjadła...ale wcześniejszy pechowy obrót spraw ciągle miałam z tyłu głowy i wręcz się bałam...czekałam na krok dt, który właśnie zrobili podczas ostatniego spotkania.
Szukając Sarze latem pomocy i z powodu, że nigdzie nie mogłam jej dostać, zgłosiłam do gminy ,schronisko już miało przyjechać...w umówionym dniu nie pojawiła się u mnie. Odezwał się z ogłoszenia dom chętny adoptować, znalazłam osobę na wizytę pa...poinformowałam Panią z Gminy, że na razie temat schroniska wstrzymuję,.. ludzie mieli przyjechać w sobotę .. w międzyczasie jak Sara nie przyszła do mnie uległa wypadkowi...na wieść o wypadku chętny dom się wycofał...tak w skrócie,ale koszmarne dni były w tamtym okresie, pełne zwrotów akcji , drobniejszych pechowych sytuacji i mojej wtedy niemocy...wypadek już załamał...ten dt zjawił mi się jak cud! Ale to Dom dzięki mojej wspaniałej Pani weterynarz, która znała całą i moją, i Sary sytuację i też poruszyła wszystko, żeby pomóc.
Mam nadzieję, że teraz już będzie tylko lepiej u Sary pod każdym względem.
Niech żaden pech już jej nie dosięgnie!
Temat sterylki dopilnuję i zrobimy później jak będzie już można. Państwo pokryją.
Ostatnia wizyta i leki była na mnie, ale kosztów jeszcze nie znam i jest na razie" na kreskę" , bo wet czasu nie miał policzyć . Dadzą znać,to wtedy zapłacę.
Bardzo, ale to bardzo mocno i z całego serca dziękuję Wam Wszystkim za pomoc tej sunieczce!