swin
Members-
Posts
8 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by swin
-
Witajcie, Pidzej, może MP nie miewa migreny. Daj ci kotku szczęście. Tobie też. Przekręt, jak pewnie wiesz, dzięki staraniom osób wielu, zwłaszcza Asi niezwykłej, znalazł przystań i jak na razie, i on, i jego nowa rodzina są zadowoleni. To najważniejsze i niech tak zostanie. Dziękuję za wpis.
-
JurkuB z całą rodziną. Ma fart jednak pieszczoch mały. Strasznie się cieszę. Ogromnie Wam dziękuję i... gratuluję! Przekręt to niemożliwy psiak. Faktycznie, że słyszy i rozumie wszystko, ale tylko wtedy, kiedy chce. Słowne reprymendy puszcza mimo uszu - najwyraźniejszą skruchę okazywał, kiedy się na niego "obrażałem". Nie mówiłem do niego, nie pogłaskiwałem; wyraźnie nie wiedział co ze sobą zrobić. Niezawodnie po chwili zadumy wciskał dzioba pod łokieć, albo siadał naprzeciwko i w ciszy wpatrywał się w oczy. Oczywiście unikałem tego spojrzenia, ale ile można... Po pierwszym geście przyzwolenia słodko "przekręcał" się na plecy, całym brzuchem gotowy na ciąg dalszy. Mocno się uśmiechnąłem czytając o spacerku... Niezły wariat, co? Nawet nie trzeba nic mówić, wystarczy dotknąć smyczki i jedyne rozwiązanie to szybka ewakuacja - w tym stanie nic do niego nie dotrze. Próbowałem przy pierwszych 40 decybelach odkładać smyczkę i ponawiać próbę kiedy się uspokoi, ale manifetował swój zapał z niezmienioną siłą. Najrozsądniej było w pełnej gotowości stanąć w progu mieszkania i ścigać się z nim do wyjścia, zaniechawszy nawet czasochłonnych operacji z kluczami. Oczywiście przy jego przyspieszeniu szans żadnych nie miałem, ale tym sposobem stosunkowo krótko przebywał na klatce i istniała możliwość, że nie wszystkich pobudzi. Potem radośnie obszczekiwał pierwszą napotkaną osobę i biegł obsikać samochód kierowniczki sklepu, która zresztą nie miała mu tego za złe, a, że parkowała zawsze w tym samym miejscu był to świetny punkt orientacyjny. Napisałeś, że oznaczył już wszystkie latarnie - już się nie zgubi. Nie jest frajer, wie gdzie micha i ciepło. Często gubiłem go z oczu, choćby w Parku Skaryszewskim, gdzie wszelkie psy biegają swobodnie - wystarczyło nie oddalać się zbytnio i co czas jakiś dać mu gwizdnięciem "namiar" na swoją pozycję. Pilnował, żeby Pan mu się nie zgubił. Z większymi psami dogduje się łatwo, chyba, że jest na smyczy. Wtedy, wiedząc, że uciec nie może, histeryzuje i profilaktycznie robi karczemną awanturę. Żeby go ten duży nie zjadł. Je chętnie, choć niedużo. Ja dawałem mu do zjedzenia standardową puszkę wymieszaną z taką samą objętością kaszy lub ryżu. Często wpadały też okrawki od zapatrzonej w jego oczy Pani z bazarku. Jadał raz dziennie, wieczorem. No i to, co sam wyczarował, np. padła rybitwa (jako, że mieszkaliśmy jakieś 150 metrów od cudownie dzikiego brzegu Wisły i obaj uwielbialiśmy te zarośla i piasek). Uwaga - kradnie. Potrafi zawinąć paluszki lub ciastka ze stołu. Nigdy się nie przyznał, nawet nie było mu głupio. Kiedy przychodzili znajomi brydżyści ze zwykłą sobie energią okazywał im sympatię, a ci, nauczeni doświadczeniem, szybko i, co ważniejsze, skutecznie zapychali go przezornie przyniesioną kością. Sposób bardzo dobry - można było licytować. Napisałeś, że z miejsca pojął przeznaczenie kocyka w korytarzu - to może być "zasłona dymna". Nie wpuszczcie go do łóżka. Bardzo rozsądnie dodałeś, że tymczasem... Też go nie wpuszczałem i nawet nie robił scen. Póki nie zasnąłem. Budziłem się sprawdzić co takiego ciepłego gnieździ się w łóżeczku i niezmiennie napotykałem spojrzenie p.t. "...O co właściwie chodzi? Przecież spokojnie sobie leżę, taki grzeczny jestem. Nie wygłupiaj się, lepiej chodźmy spać..." JurkuB napisz czasem, proszę, jak się wszyscy z nim miewacie i co wykręcił. Jak dogaduje się z dziećmi (nie wiem, czy to nie jego pierwsze takie doświadczenie)? Trudno jest napisać coś więcej niż dziękuję. Bardzo. Wszystkim Paniom także. Asia jest wielka. Pozdrawiam, Darek
-
Drogie Panie Wreszcie trwale, mam nadzieję, uruchomiłem kompa. Znalazłem wiele niepochlebnych uwag na mój temat, choć prawdę mówiąc nie do końca wiem, czym sobie na nie zasłużyłem. Być może, jak wielokrotnie wspominana MagdalenaP, już znacie "całą prawdę o właścicielu" i macie wyrobione o nim zdanie. Trudno. AnnoA - twóje ostatnie wpisy... - zabolały. Chyba niepotrzebie, bo przecież możesz nie rozumieć. Nie każdy ma ciepły domek. On wie o tym lepiej niż ja, a ja lepiej niż Ty. Trzymaj dalej kciuki - to niezwykle pomaga... Niech Ci nie będzie głupio. Przepraszam za sarkazm, ale... zabolało. Emigrantko droga, jesteś bardzo konkretną osobą i zapewne w związku z tym skuteczną w swoich działaniach. Nie posiadam takich cech. Oczywiście, że żywiłbym Przekręta jeśli mógłby zostać u mnie, jesli nie może być ze mną, żywić go jest moim obowiązkiem; wychodziła niecała stówka miesięcznie (standardowa puszka, drugie tyle makaronu lub kaszy, plus wcale niemałe ilości okrawków od przemiłej Pani z bazarku, która bardzo go lubi - razem jakaś jedna szósta jego wagi). Jestem mu winien za te kilka lat radości, mojej i jego. Jestem gotów, albo dostarczać michę, albo kwotę (póki co, wolałbym michę, z pieniędzmi krucho - szukam pracy). (Emigrantko - korzystałem z komputera przyjaciela, a "KOLEJKA DO..." to dwóch rosłych szachistów, którzy mieli umówiony mecz z jakimś Walijczykiem). Funia radzi, żebym znalazł mieszkanie, gdzie moglibyśmy zamieszkać z psiakiem. Pomysł dobry, tyle, że wpadłem na niego duuużo wcześniej... "Figo Dzika" pisałaś swego czasu, że możesz zapewnić mu ciepłą budę, miskę i Serce. Nie potrzebuje więcej. Chyba, żeby pomiziać się czasem, bo okrutnie to lubi... Żadnej konkretnej propozycji nie przeczytałem (jeśli to moje przeoczenie - przepraszam). Owszem, jestem "grafikiem komputerowym" (określenie z gruntu bardzo szerokie i nieprecyzyjne) i lubię fotografować. Nie używam i nie posiadam jak "każdy w dzisiejszych czasach" cyfrowych lustrzanek, nawet telefonu z matrycą i obiektywem. Posługuję się aparatem Zorki 4, filmem 400ASA, papierem półtwardym, najlepiej Ilford, powiększalnikiem Krokus, zestawem kuwet z odpowiednimi odczynnikami i czerwoną lampką w ciemni. I cholernie zadowolony jestem kiedy nie potrzebuję skanera i PS, choć to ogromne narzędzia i dobrze je znam. Nie jestem "z TYCH czasów" i niezmiernie dziękuję Asi za udane zdjęcia diabełka. W jednym z pierwszych tekstów twierdziłem, że muszę się przeprowadzić daleko. Z Paryskiej na Afrykańską - dwa przystanki, pieszo siedem minut, rowerem trzy. Nie skłamałem. To cholernie daleko. Inny Świat. Dla mnie daleko, dla niego... same widzicie. Nowy "gospodarz", który za żadne skarby nie chce mieć u siebie psa to moja Matka. Przykre, ale nic poradzić nie mogę. Trzy miesiące zabiegów i podejść spełzły na niczym. Dziwne, bo kiedy sprowadziłem podstępem mojego pierwszego przyjaciela, psa imieniem Szwajcar, przeżyliśmy huragan p.t. "Absolutnie!!!", a po trzech dniach był raczej Jej, niż mój. Zdrajca kochany. Dożył końca w cieple i szczęściu. Rak. Dwa miesiące wypróżniałem go ręcznie, musiało boleć jak cholera, ale patrzył tak, że może jeszcze trochę... Dostałem w gębę od najbliższego przyjaciela - nie męcz psa! Chyba miał rację. Weterynarz nie miał wątpliwości. Tym razem to nie przejdzie. Ani Szwajcara, ani Przekręta nie wziąłem ze schroniska, raczej odbiłem ich z transportu. Nie myślałem, że takie "ciepłe kluchy" jestem. "Florentnka" - "coś się we mnie sprzeciwia pomaganiu średnio odpowiedzialnemu właścicielowi, który chce sprawę załatwić innymi". Niech nic się Tobie nie sprzeciwia w udzieleniu pomocy. Gdybym mógł, potrafił, sprawę Przekręta załatwić sam, nie prosiłbym o pomoc. Jak nie wiem, którędy gdzieś dojechać - proszę o pomoc tych, którzy wiedzą. Chyba po to jest ten portal. "Niefrasobliwy". Gdybym trzy lata temu nie był niefrasobliwy, nie było by "sprawy Przekręta". Zdechłby sobie spokojnie gdzieś na poboczu drogi. I trochę pomyj na moją głowę: Wlaściciel Przekręta, w pamiętnej, jako, że jedynej rozmowie, zapewnił mnie, że pies jest szczepiony. Rozmowa miała charakter "gwałtowny", więc nie zdążyłem dopytać, u którego weterynarza mógłbym się dopytywać o stan psiaka. Minął rok, szczepienia stały się nieważne, a ja w swoim niedbalstwie nie chodziłem z nim do lekarza. Był zdrowy, nikogo nie miał ochoty kąsać, odrobaczony pastylkami i zabezpieczony przeciw kleszczom (wiązało się to z długim pobytem na dzikich Mazurach - oczywiście przegląd codzienny i miły). Przekręt nie ma książeczki. Oficjalnie, prawnie, czy jak to tam nazwać - to nie jest mój pies. Oficjalnie, prawnie, czy jak to tam nazwać - mogę odpowiadać za kradzież. Trudno. To jest całkiem nielegalny mój pies. Mój pies. Wierzcie lub nie, ale dziekuję Wam bardzo. Za linki, za opieprz, za cierpliwość, za kontakt z Asią. Ciśnie mi się "na usta" trochę cierpkich określeń pod adresem MagdalenyP, ale nie miejsce na to przecież... Dobrze, że zdążyłem przed Strażą Miejską. Jeśli nie obrzydłem Wam całkiem - gorąco prosę o kontakt. Okropnie pozdrawiam, Darek
-
Isadora, Tak. Mamjeszcze kilka, ale mniej reprezentatywne.
-
Do Was wszystkich kochani. Obaj jesteśmy z Warszawy, mój nick brzmi tak, jak brzmi, bo coś mi się pochrzaniło i nie dopisałem "x" na końcu, Przekret nosi takie takie imię, bo po pierwsze na własne życzenie dałem się w niego wkręcić (nie mogło być inaczej), po drugie po dłuższej chwili hipnotycznego spojrzenia wykonuje wspaniały "przekręt" na plecy celem ułatwienia głaskania go po brzuchu. Nagminne, ale nic zdrożnego. Jest tak: p.Magda, u której przyszłość Przekręta jawiła się w barwach różowych raczej zadzwoniła do mnie z tekstem, że nie wyobraża sobie dzisiejszej nocy razem z nim. Skrobał w drzwi, więc wypuściła go na klatkę, hałasował, więc wypuściła go na zewnątrz. Natychmiast pokonałem Wisłe i kawałek miasta. Wiedziałem, że go znajdę i znalazłem - niedaleko jej domu, głupi nigdy nie był. Ledwo go poznałem. Jak mógł nie być zestresowany jeśli "na dzień dobry" zafundowała mu kąpiel (teraz śmierdzi szamponem) i strzyżenie!!! Teraz nie ma już kity, uszy ostrzyżone "na jeża"!!! Jakby trafił do wojska - łaźnia i fryzjer zamiast ciepłych słów i głaskania. Pierwszej nocy! Wariatka! Dlatego nie będzie więcej zdjęć. Oczywiście zabrałem go od niej. Na dzisiejszą noc przycupnęliśmy u przyjaciela. Na jutro mam kontakty: albo ze specjalnym biletem do schroniska w Józefowie pod Nieporętem, albo na tydzień do DT w Aninie "z ramienia" Psiego Anioła. Nie mogę się rozpisać, bo czeka kolejka. Jeśli ktoś z Was się odezwie, sprawdzę dopiero jutro rano. Pozdrawiam.
-
Witam przemiłe Panie. Żadne, kurde, ufff... Wczoraj było pięknie, tak pięknie... Zostawiłem Pani Magdzie wyprawkę, pogłaskała go po łebku, jako, że ciekawski jest szybko samodzielnie spenetrował jej mieszkanie, ja odszedłem nie słysząc żadnego żałosnego wycia - nie zdążyłem o tym szczęściu w biedzie napisać do Was wszystkich - wysłałem optymistycznego mejla do Magdy Mru, ale i tak wszystko już wiecie. Fajnie. Tylko, że nie wszystko. Dzisiaj dostałem telefon, że nic nie jest O.K. Pies miauczy niemożliwie - tęskni. Noc i dzień - znam go jest wytrwały, ale nie nałem go tej strony zupełnie. Pani Magda, mimo całej swojej życzliwości, musi kiedyś spać - rozumiem ją. Chciała dobrze. Wracamy do punktu wyjścia, a nawet nie - już oddałem klucze... Asia, Ty skierowałaś konkretne pytanie: ile nocy mogę go przemycać, pytałaś o dwie - może dałbym radę jakoś namówić Magdę. Informację o tym szaleństwie dostałem w trakcie rozmowy o pracę, więc nie wiem jak wypadła - ergo: nie mam forsy na hotel. Plakatów i bannerków mogę robić ile każecie, jestem grafikiem, tylko, proszę, poradźcie coś. Darek
-
Anno, co to za pytanie? Oczywiście, że nie CHCĘ go oddać! Ja muszę naleźć mu serdeczny dom. Zmieniam miejsce zamieszkania i pracę, a i tak nie starczyłoby mi na hotel dla niego. Nowy gospodarz nawet słyszeć o psie nie chce - argument: "nie, bo nie". Nie rozumiesz czego chcę dla niego - serca. Szlag mnie trafia, że musimy się rozstać i wszystko co mogę zrobić to znaleźć dla niego miejsce, gdzie zapomni szybciej niż ja. Szczerze i bardzo mocno życzę Ci, żebyś nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji. Co innego jest pożegnać pieska, kiedy po prostu skończyło mu się życie, a zupełnie co innego jak teraz... Mam nadzieję, że tego nie doświadczysz. Zresztą zastanów się: czy w ogóle miałabyś okazję przeczytać mój wpis, gdyby sytuacja była cokolwiek lepsza? Nie zadziałały rozlepione plakaty, wici rozesłane wśród przyjaciół, dalszych znajomych i rodziny, nawet na bazarku Pani sprzedająca czosnek wie i rozpytuje. Jak na razie nie pomogło przeczytanie internetu, z wizyt w dwóch schroniskach wróciłem wstrząśnięty - Przekręt nie miałby szans doczekać ranka. Jedynie Azyl Fundacji Pod Psim Aniołem rokuje jakąś nadzieję - przyjąć go nie mogli, ale obiecali szukać; atmosfera też jakaś ludzka. Gorzej, że nie mamy się gdzie podziać do czasu znalezienia domu, a klucze powinienem oddać tydzień temu. Masz może jakiś pomysł? Pozdrawiam, Darek
-
Witam Pod ten (i dwa inne) adresy polecono mi w azylu rozesłać moją prośbę, co niniejszym czynię. Przekręt to mały piesek, bez sierści byłby niewiele większy od sporego kota. Usposobienie - niewyraźne: strasznie długo namyśla się zanim obsika jakieś miejsce, ale nie protestuje jeśli mu się tą zadumę przerywa. Obsikał już pół Saskiej Kępy i pewnie dlatego trzy razy samodzielnie i z pełnym powodzeniem wrócił pod drzwi - szukałem go oczywiście, ale przecież mógł być gdziekolwiek. Jest na tyle sympatyczny, że wielu pytanych mieszkańców dobrze wiedziała kogo szukam. Był pod drzwiami. Na smyczy chodzi całkiem z tym faktem pogodzony, chociaż oczywiście woli bez. Na zewnątrz zachowuje się grzecznie, tyle, że histeryk - spotykając innego psa zachowuje dużą rezerwę - myślę, że boi się po prostu, bo wszystkie te psy to jakieś takie duże... Bez smyczki, albo się obwąchują, albo Przekręt się wycofuje; kiedy jest na smyczy trochę histeryzuje, bo przecież nie może uciec. Przyspiesza w ok. 2s do setki, wzrostem sięga niewiele poniżej kolan (łepek), skuteczny pułap w wyskoku ok. 1,50m (!). Na wołanie reaguje tak sobie - najlepiej co jakiś krótki czas dawać mu gwizdnięciem sygnał "tutaj jestem" - popatrzy, dalej robi co chce, ale jak straci Cię z "optycznej" - sam szuka. W domu zupełnie inny pies. Lubi się skradać cichcem po np. "zapomniane" paluszki i przyłapany wcale nie wywiewa, tylko robi minę pt. "o co właściwie chodzi?". Przylepa okrutny i nie wolno patrzeć mu w oczy, bo rozbraja natychmiast. Nie wiadomo dlaczego bardzo lubi wpatrywać się ludziom w oczy, nawet przypadkowym pasażerom autobusu - wcale go to nie peszy... Hobby - motoryzacja: uwielbia stać w drzwiach autobusu, oprzeć przednie łapki na szybie i podziwiać nie wiadomo co. Samochody też lubi, ale musi mieć możność patrzenia przez szybkę. Zabawki szybko mu się nudzą - piłeczkę lub patyk przyniesie może dwa razy. Woli sam znaleźć patyk i go przynieść, po czym idzie poszukać "lepszego". W domu nie słychać go wcale, jakby go nie było. Do momentu kiedy założę kurtkę (jest czujny), wezmę klucze (baczność!) i dotknę smyczki. Amok - jedyne wyjście natychmiast ewakuować go na zewnątrz. Radość, aż mu zazdroszczę. Po spacerze leży anteną do góry i jest zachwycony. Czasem, kiedy dłuższy czas klepię klawiaturę zamiast jego brzuszek, wciska się chytrze pyskiem pod łokieć z wyrazem wielkiego wyrzutu na tej kochanej mordzie. Bardzo lubi i spontanicznie reaguje na odwiedziny znajomych - pan domu. Co ciekawe prawie nie pije, choć wodę ma stale dostępną. Je małą puszkę dziennie (plus ryż albo kasza) i czasem nawet zostawia. Nie lubi chrupek, woli zjeść gazetę. ale nie ma niszczycielskich zapędów. Lubi wpatrywać się w zapaloną żarówkę - jego sprawa. Nie wiem dokładnie ile ma lat - u mnie mieszka chyba ze trzy. Ochipowany, właściciel namierzony, rozmowa była krótka i skończyła się tekstem "Spieprzaj pan z tym psem, do niczego nie jest mi potrzebny!". Nie rozmawiałem z panem więcej. Jeśli uda się jakoś pomóc... Chociaż kilka dni, choć i tak nie wiedziałbym co potem. Czas skończył się tydzień temu, już dzisiaj niedziela. Odzew niemal żaden. Ani trochę nie chcę się nim rozstawać, a nic nie mogę poradzić. Bardzo prosimy o pomoc i bardzo na nią liczymy. Mój numer 600 200 624, e-mail: [email]swinx@barmleczny.com[/email] o każdej porze. Darek