Cześć Wam o Psiemamuśki.
To ja jestem tym Piotrem, który adoptował boksera Beno. Ten nagłówek nie jest formą spoufalenia
bo pochodzi od słowa "Czcić".
Przyznam, że kiedy zadzwoniła do mnie Joasia z propozycją przygarnięcia dorosłego (bo Beno ma ponad 2 lata) boksera byłem do tego nastawiony sceptycznie. W moim życiu zawsze były psy ale duże, podwórzowe. Kolejno: nowofundland, owczarek alzacki, jużak i w końcu córka jużaka i bernardynki.
Oczywiście żadne łańcuchy czy klatki nie wchodziły w rachubę. Kiedy w czerwcu ub. roku ktoś "dopomógł" zejść z tego świata mojej Sarze zostałem sam jak palec. Myślałem o nowym psie ale na wiosnę, no i oczywiście o dużym podwórzowcu. Z bokserami nie miałem nigdy kontaktu i patrzyłem na nie trochę z przymrużeniem oka. Jakże się myliłem.
Po telefonie Joasi wskoczyłem na Wasze forum i przyznam, że zaskoczyła mnie Wasza chęć pomocy temu psiakowi, Wasza spontaniczność i zaangażowanie w problem. Pomyślałem, że pomogę i przygarnę choć na trochę aż sprawa znajdzie szczęśliwszy finał. Jednak Joasi i Wasz entuzjazm udzielił się również mnie. A kiedy zobaczyłem tę skuloną ze strachu, trzęsącą się psinę z przesympatyczą mordką
wszystkie postanowienia wzięły w łeb. Postanowiłem, że już go nie oddam.
Nie kryję jednak, że na ostateczną decyzję olbrzymi wpływ miało Wasze i Joasi olbrzymie zaangażowanie w sprawę zarówno emocjonalne jak i materialne. Nie stać by mnie było na te wszystkie
koszty adopcyjne. Wyposażenie piesek ma super. Opiekę weterynaryjną konieczną w tej chwili na bieżąco. Piesek był (jak stwierdził weterynarz) wyziębiony, zarobaczony, ma wadę (słabą) serca, świerzb. Jest na leczeniu antybiotykami. Joasia wozi go do lekarza. Nawet jutro w niedzielę pojedzie. Obliczyłem, że każdy taki kurs to w sumie około 50 km. I mimo, że jest to dla mnie, człowieka na wózku spore wyzwanie przyjąć psa domowego to decyzja zapadła. Muszę się nauczyć innego stylu jeżdżenia po domu. Robiłem to szybko, na pamięć, nie zastanawiając się czy coś np. za wózkiem nie leży. Lub czy w ciemnym korytarzu nie najadę na pieska.
Piesek jest wspaniały i bardzo wdzięczny. Powinien się nazywać Cień a nie Beno jako, że chodzi za mną krok w krok. Już bym go nie oddał.
Dziękuję za wsparcie również tym pokarmem. Jestem teraz uwięziony w domu i dopiero jak śniegi spłyną będę mógł wyjechać. Zajadę wtedy na niedaleką ubojnię drobiu i załatwię darmowe lub za niską opłatą porcje dla pieska. Tak karmiłem Sarę.
Reasumując jeszcze raz dziękuję w imieniu swoim jak i Benia za waszą dobroć dla zwierząt i niesamowite wsparcie. Jeżeli ktoś może ten tekst przetransponować na forum bassetów to byłbym wdzięczny, jako że z tamtej strony płynęło olbrzymie wsparcie. Zresztą Joasia też stamtąd się wywodzi.
Oddaję Wam wszystkim cześć i dziękuję za nowego przyjaciela.
Pozdrawiam wszystkich.
Piotr.