Witam.
Chciałabym zacząć od tego, że to co za moment napiszę zbulwersuje pewnie nie jednego czytelnika forum. Obserwuję niektóre wątki i wiem, że niektórych krew zalewa jak słyszą o psach z pseudohodowli. Ja zrobiłam jeszcze większy błąd. Kupiłam psa od pana, który sprzedawał psiaki koło targowiska. Wiem, że czeka mnie pewnie lincz publiczny, ale nie mogłam go nie kupić, gdyż jak tylko na mnie spojrzał to od razu się zakochałam. Był śliczną puchatą kulką, o cudownych oczach i strasznie wesołym charakterku :( W typie nowofunlanda (nie piszę już, że pan mówił, że to rasowiec, bo znam zdanie wielu osób, które twierdzą, że pies rasowy to z rodowodem).
Mały urodził się (ponoć) 20.11.2009. Pierwszy raz widziałam go 11.01 i w tamtym momencie umówiłam się z panem, że jak będzie miał go w sobotę (16.01) to go zabieram do domu. I miał. Burbon (bo tak się nazywał) był radosny, skakał, podgryzał paluchy u nóg, w ogóle sprawiał wrażenie zadowolonego z życia. Oczywiście nie miał szczepień, bo takie psy z targowiska nigdy nie mają...
W domu wydawał się trochę wystraszony, jednak po chwili zaczął hasać jak szalony. Apetyt miał, chęć do zabawy też. Nie wiem czy to istotne, ale w domu mamy kota, a raczej kotkę. Raz przyłapałam go na wąchaniu kuwety, ale nigdy więcej nie wchodził już do łazienki. Od soboty był w domu. W poniedziałek byłam z nim u jednego weterynarza, który powiedział mi, że mam mu zrobić tygodniową kwarantannę, potem przyjść na szczepienie ochronne. We wtorek byliśmy u innego weterynarza (który potem go leczył), bo dostał biegunki, ale apetyt miał dalej. Myślałam, że to zmiana diety. Pani weterynarz powiedziała, że mam mu mieszać pół łyżeczki smecty z każdym posiłkiem. Biegunka nie przeszła. W czwartek zrobił się strasznie osowiały, więc jak tylko wstałam, pobiegłam z nim do pani doktor. Dostał dwa zastrzyki, w tym antybiotyk, bo miał temperaturę. W piątek znów byłam u pani doktor, tym razem bez psa,donieść pieniądze za poprzedni dzień. Dostałam taką małą różową tabletkę Synulox. Zwymiotował ją po 20 minutach i od tamtej pory non stop zwracał. Ale już samą żółcią i śliną, bo nie jadł od środy od 18 (ale wodę pił). W sobotę znów byliśmy u pani doktor. Tym razem trzy zastrzyki: przeciwwymiotny, przeciwbólowy i na apetyt. Do tego taki specyfik do zrobienia z wodą, dla psów na rekonwalescencji (Royal Canin). Diagnoza jaką postawiła ta pani to zapalenie żołądka. Zalecenia: karmić tym specyfikiem co dwie godziny, w niedzielę znów podać tabletkę. Ale z nim było coraz gorzej. Nikł w oczach. W czwartek ważył 4 kg, w sobotę już tylko 3,45. To co ja mu podawałam zwracał. Wypitą wodą też wymiotował. Dzisiaj, w niedzielę, pojechałam do całodobowej klinki (bo moja pani wet miała zamknięty gabinet, a jego stan się pogarszał). Na wstępie po wywiadzie odnośnie choroby dał małemu 2 zastrzyki z lekiem, potem chyba ze cztery czy pięć strzykawek jakiegoś płynu (nie wiem co to było, czy sól fizjologiczna, czy glukoza, czy jeszcze coś innego) i jeszcze jeden zastrzyk w udo z jakimś lekiem. A do pyszczka białą maź. Facet od razu stwierdził, że to parwowiroza. Wróciliśmy do domu. Burbona położyłam na legowisku, przykryłam kocykiem. Spał. Koło 15.30 mały pisnął i szczeknął, podeszłam pogłaskałam go i uspokoiłam. O 16 poszłam sprawdzić jak tam się czuje, ale pogłaskałam już tylko małe, sztywne ciałko. Wyszłam z pokoju, zamknęłam drzwi i się rozpłakałam. Tak bardzo mi go było żal. Tak bardzo o niego walczyłam. A wystarczyło postawić odpowiednią diagnozę trochę wcześniej...
W tym miejscu chciałabym się zwrócić z pytaniami do was, drodzy Dogomaniacy:
1) czy pies mógł zarazić się wirusem od kota (np. w momencie wąchania kuwety)?
2) czy rzeczywiście wcześniejsza diagnoza by pomogła?
3) czym mogę zdezynfekować pokój (mały załatwiał się niby na gazetę, ale zdarzało mu się nie trafić, poza tym wymiotował na podłogę)? I czy muszę wyrzucić wszystkie rzeczy z którymi miał bezpośredni kontakt (zabawki, miski, gryzaki)?
4) czy w pokoju, w którym mieszkał chory pies, może zamieszkać siedmiomiesięczny pies po wszystkich szczepieniach (rodowodowy), czy się nie zarazi? Nie chciałabym, aby drugi raz zdarzyła się podobna sytuacja, bo nie wytrzymałabym tego po raz kolejny... :-(
5) czy szczepiony kot nie zarazi się tą paskudną chorobą?
Proszę, nie krzyczcie na mnie za pochodzenie szczeniaka, tylko odpowiedzcie na moje pytania. Ktoś musi rozwiać moje wątpliwości, a sądzę, że wy dacie radę...