Zwracam się z prośbą do wszystkich dogomaniaków.
Jestem właścicielem Briarda.Rok temu zaczęła się jego i moja gehenna.Mój pupil ukuł się w łapę kolcem róży.Od tego momentu z jego łapą dzieją się istne cuda.Dokładne opisywanie jak przebiega choroba nie jest proste.W skrócie- Od drobnej ranki poprzez małe krwawienia,krostki i strupki,olbrzymie wysycenie krwawymi krostami,ropne i krwawe wysięki.Pekanie skóry,otwarte rany wokół pazurów i wiele innych rzeczy które kojarzą się z krwawieniem,krostami i opuchlizną.
Leczenie polega na podawaniu tabletek,zastrzyków-głównie antybiotyków,smarowaniu maściami i kremami.Zasypywanie dermatolem okładanie rywanolem i różne inne czynności.Gdy lekarstwa działają to jest ok,gdy przestają zabawa z łapą zaczyna się odnowa.Zakażona tym paskudztwem jest tylna lewa łapa na odcinku od pazurów do łokcia.Leczenie jest prowadzone przez mojego zaprzyjaźnionego weta.Wizyty i podawanie leków jest uzależnione od stanu łapy,ale średnio 2-3 razy na miesiąc.Raz poszedłem do podobno speca od dermatologi dr Dembele i o mały włos nie straciłem psa.Pies dostał wiadro sterydów i nic więcej.Owszem,na 10 dni pomogło,a potem ratowanie psa bo-serce siadło i kłopoty z oddychaniem.Masakra... Diagnoza brzmi-ropowica.(ale czy na pewno?)Nie wiem co mam już z tym robić.
Jeżeli ktoś może mi jakoś pomóc to z góry dziękuję.