Fundacja faktycznie nazywa się Jak pies z kotem :-) Dziadek-Puszek jest bezpieczny! To najważniejsze, druga sprawa, ze jest w krytycznym stanie, po tych miesiącach nic nierobienia z jego stanem zdrowia. Aż dziw, że pies, który pomieszkiwał w lecznicy nie dastawał chociażby przeciwzapalnych czy przeciwbólowych zastrzyków...Hotelik, w którym przebywa prowadzą porządne kobiety, które bardzo dbają o zwierzęta i chyba psy lubią bardziej niż ludzi. Będzie dobrze, ma do niego przyjechać weterynarz, bo dodatkowa wyprawa do lecznicy, to kolejny, ogromny stres. On musi poczuć się w nowym miejscu bezpiecznie, wyciszyć się trochę. Znam Renatę, która postanowiła powalczyć o staruszka, nie da mu zginąć, zrobi co będzie mogła, oby tylko pomoc nie była zbyt późna...Może osoba, która odezwała się do terry zapragnie mieć go w domu, moze jeszcze nie wszystko stracone, zobaczymy. Ważne, ze juz nikt nie wrzuci go związanego do kontenera na śmieci.
link do bloga Renaty dla zainteresowanych http://pelnialatawdomutymianka.blogspot.com/