-
Posts
2652 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
leonarda last won the day on April 7 2011
leonarda had the most liked content!
Converted
-
Location
Dąbrowa Górnicza
Recent Profile Visitors
The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.
leonarda's Achievements
Newbie (1/14)
39
Reputation
-
Tak, Bożenko. Tylko, że ja już niczego nie jestem pewna, ani jak żył ani jak umarł:( Szkoda, że tyle kłamali, przecież nawet gdyby miał odejść szybko, to gdyby to stało się jakoś należycie, zrozumiałabym. Wszyscy by zrozumieli. A tak.. tylko przypuszczenia, nic więcej. A trudno, żeby one były dobre w tej sytuacji:( Bardzo chcę wierzyć, że umierał przynajmniej wolny, ale i tego też tak naprawde nie wiem:( Dlatego to takie trudne. I takie okrutne:(
-
[quote name='aisaK']Jak to był skręt zołądka to pies odchodził w potwornych cierpieniach! Niech ich szlag, tak kłamac i lawirować. Co za.... Dobrze byłoby znaleźć zwłoki i zrobic sekcje zwłok, dowiedzieć się na co tak na prawdę odszedł...[/QUOTE] Nie chcę sobie nawet tego wyobrażać. Ale i tak wyobrażam.. Dowiadywałam się dziś, podobno na sekcję już za późno, w sensie, że niewiele by mogła wykazać po takim czasie, myślałam o tym. Tak naprawdę, to gość i dziś na tyle ściemniał, że nie wiem, czy Oskar tam leży, gdzie pokazywał. Już nie mówiąc, że pokazał dwa miejsca obok siebie, mieszał i w ogóle. Nie wiem, co się naprawdę stało. Nie wiem, co i czy znajdę. A nie przekopię całego pola przecież.. Wiem tylko, że leżała ta obroża i smycz obok płotu, tam gdzie podobno umierał.. Nawet nie wiem, czy nie umarł przywiązany, bo skąd i po co tam smycz. I kto ściąga psu byle jaką obrożę po śmierci, przed pochowaniem - co to skarb.. I nawet tyle miesięcy jej nie podniesie?? Nie wykluczam, że on sobie wymyślił jakąś wersję na szybko, bo wcześniej rozmawiałam w jego domu z jego matką, chyba do niego zdążyła zadzwonić. Od razu w pierwszych słowach powiedział, że pies nie żyje. Nad resztą będę się zastanawiać, jak znajdę lub nie znajdę psa pod ziemią. Boję się też bardzo go zobaczyć:(:( To znaczy tego, co mogę zobaczyć:(
-
[quote name='Alicja']wiesz co mi jeszcze przyszło do głowy ...czy chłopak nie umarł na skręt zoładka :( bo ten tekst , może sie przejadł ... pies jak jest skręt puchnie ... bez pomocy umiera :( .[/QUOTE] Nie wiem, Alicja, Dzodzo. Niczego nie można wykluczyć. Pomysł o przejedzeniu się podobno podsunął sąsiad. Nic nie słyszałam, by Oskar spuchł, tylko, że nie mógł wstać na tylne nogi... Wszystko razem - o ile cokolwiek w tym prawdy - trwało jedno popołudnie. Co do tej prawdy....:( Tak czy inaczej - nikt się nawet nie zainteresował jakąkolwiek pomocą psu:( I nikt wiarygodny nie powiedział, co się stało:( Dlaczego i jak mam teraz wierzyć, skoro tyle już było wersji i oszustw? Po co było tyle kręcić, tak długo? Czego się bali? Czemu tak beztrosko twierdzili, że Oskar żyje i ma się dobrze? A zwłaszcza - czemu nie wzięli go do weterynarza - jest całodobowa przychodnia, jakiś kilometr dalej, dzisiaj tam byłam.. Tak czy inaczej - już nic nie można zrobić:(
-
[quote name='leonarda'] Jest tylko jedna drobna rzecz, która mnie odrobinę niepokoi, ale to nie chodzi o złe warunki życia ani o pana. p[/QUOTE] Chłopak wspominał, że bierze Oskara na spacer i czasem puszcza go wolno. Bardzo przed tym przestrzegałam, byłam zaskoczona. Mówiłam mu, że nie tylko może uciec, ale że on nie toleruje innych samców i gdyby się taki z większych pojawił na horyzoncie, mogłoby się to źle skończyć. Powiedział, że weźmie to pod uwagę, ale nie wyglądał na przekonanego. Dziś myślę - czy to nie było tak? Czy Oskar nie zginął albo nie umarł pogryziony? Byłł wielki, ale stary. Dziś w miejscu zamieszkania pana (jak się okazało, nie tak znów daleko do warsztatu) widziałam różne psy, groźne. Zresztą jest całe mnóstwo innych możliwości. Aż boję się gdybać. I właściwie nie mam po co spekulować... Fakt już się stał:( Może to też i prawda, co on sam mówi - ale to nic nie usprawiedliwia ani nie zmienia. Dodam, że Oskar naprawdę dostawał w schronisku podwójne porcje - może jedzenie i jest tam liche, wiadomo, ale zjadał dużo. I nagle, po kilku tygodniach, się przejadł.... To akurat nie jest dla mnie wiarygodne, w najmniejszym stopniu. Pewnie nigdy nie dowiemy się prawdy. I jestem tu raczej bezsilna. Chcę wiedzieć choć to, co mogę - czy naprawdę to on nie żyje i spoczywa w krzakach po drugiej stronie drogi:( Wy z nim nie chodziliście po lesie... nie widzieliście, jaki był uważny i ufny, gdy już zaczął mnie traktować jak swoją. Nie wiecie, jak chciał być grzeczny, dobry, mój. Chciałam go wziąć do siebie na zawsze, wiele razy o tym myślałam, naprawdę. Nie mogłam, mam Rufiego i nie mogłam ryzykować zagryzienia. Tak bardzo wierzyłam, że Oskar będzie miał kiedyś dobrze, ktoś go pokocha. On mi ufał. A kiedy wychodziłam z jego nowego "domu" i widziałam go po raz ostatni, chciał się za mną przemknąć przez furtkę. "Pan" podniósł rękę, by ją od góry przytrzymać - Oskar chyba to inaczej zrozumiał, bo spojrzał na niego i warknął. W mojej obronie:(:( Ale potem pan go pogłaskał, Oskar uspokoił się. Chciał mnie obronić trzy razy - gdy zobaczył w lesie ludzi z karabinami do paintbollu, gdy zaatakowały nas 3 psy na mieście i przy naszym ostatnim spotkaniu. A ja go zostawiłam i pozwoliłam mu umrzeć:(:( Nie wybaczę sobie tego nigdy. Nieważne, co rozum mówi. Ja kochałam tego psa jak chyba żadnego z tych, którymi się zajmowałam. A on chyba pokochał mnie. I mi ufał:(:(:( A ja go nie obroniłam:(
-
To była adopcja ze schroniska, nie ode mnie. Ale ich też nie obwiniam za to, ludzie robili nierewelacyjne, ale normalne wrażenie, a pies... mało miał chętnych, nie ma co ukrywać. Obwiniam los, siebie za głupotę - ale też wiem, że nie jestem Bogiem:( Obwiniam tych dwóch chłopaków, kompletnie nieodpowiedzialnych i głupich. Obwiniałabym się bardziej, gdyby umarł w tej Limanowej czy okolicy, zanim zdążyłam tam dotrzeć. Ale po prostu tym razem nie byłam w stanie. U właściciela w międzyczasie była nasza wolontariuszka, polecona przez Bop zenkę - doświadczona w przepytywaniu ludzi. Ją też okłamywali - a podobno pies już i wtedy nie żył. Dzięki niej dostałam nazwiska, które umożliwiły mi potem znalezienie adresu. W żaden sposób nie uwierzę, że Oskar zmarł bez przyczyny. Ja nawet, wiecie, wciąż się zastanawiam, czy on na pewno nie żyje. Czy to kolejna może ściema, bym się odczepiła. M.in. dlatego muszę to sprawdzić. Ja kiedyś, w mailu po wizycie, napisałam, że nie podoba mi się pewna rzecz.
-
Jest tu tyle kłamstw, że nie wierzę w nic. Mam do siebie pretensje, że spodobało mi się na pierwszej wizycie. Ale nawet dziewczyna, która była dziś ze mną (też wolontariuszk, i to od lat zajmująca się psami i adopcjami) stwierdziła, że chłopak robi dobre wrażenie, nie wygląda na kogoś, kto mógłby skrzywdzić psa. Po tym, jak usłyszałam, że Oskar nie umiał wstać, próbował się podnieść, ale nie mógł, a on go zostawił, poszedł naprawiać samochód i po prostu go zostawił, a potem wrócił, gdy pies już nie żył - nie uwierzę już w żadnego człowieka, którego nie znam od podszewki.