Jump to content
Dogomania

Recepturka

Members
  • Posts

    16
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Recepturka

  1. ...???? No comment:mdleje:
  2. Parafrazując, a_nusia: ktoś tu zna mojego psa i dokładnie wie, na co mu pozwalam i co jest on w stanie zrozumieć. Wow. Imponujące. Temat suk na konkursach agility był omawiany tutaj [URL="http://www.dogomania.pl/threads/126243-Suki-w-cieczce-na-zawodach-agility"]http://www.dogomania.pl/threads/126243-Suki-w-cieczce-na-zawodach-agility[/URL], więc nie będę się powtarzać. Warto wszakże podkreślić, że problem istnieje i jest uwzględniany przez organizatorów zawodów: w [URL="http://www.agility.strefa.pl/agility/regulamin_agility_fci_2007.pdf"]regulaminie agility FCI[/URL] można znaleźć informację, że (cytuję): "suki z cieczką (z wyjątkiem zaznaczonych prób i mistrzostw)" nie mogą brać udziału w konkursie. Odnośnie owych wyjątków, czytamy: "Suki z cieczką mogą zostać dopuszczone do zawodów, jeśli będą trzymane z dala od innych startujących psów i wystartują jako ostatnie w konkurencji." W takich wypadkach [URL="http://www.psy24.pl/pliki/arty/1/dodatkowe_przepisy_zkwp_do_regulaminu_agility_fci.pdf"]dodatkowe przepisy ZKWP do regulaminu agility FCI[/URL] precyzują, że "organizator ma obowiązek (...) przygotować materiał przeznaczony do ustawiania na nim suki z cieczką przed pierwszą przeszkodą. Materiał musi być w stanie w znacznym stopniu ograniczyć pozostawianie zapachów przez suki z cieczką na miejscu startu." Jeśli więc suka jest w czasie zawodów trzymana na uboczu, a w trakcie przebiegu nie znaczy toru, problem samoczynnie - dosłownie i w przenośni - rozwiewa się w powietrzu;) Jak widać władze zdają sobie sprawę z konfliktu interesu właścicieli suk w cieczce i niekastrowanych psów i próbują go jakoś sensownie rozwiązać. Do mnie ta idea przemawia. Sama nie wymyśliłam nic nowego. Po prostu uznałam, że jeśli czegoś nie da się przeskoczyć, trzeba to obejść. A ponieważ nie jestem w stanie pracować z moim psem w przytaczanych warunkach, w taki sposób by agility było dla niego tym, czym z założenia być powinno, czyli świetną zabawą wzmacniającą kontakt przewodnika z psem, po prostu zrezygnowałam z udziału w dwóch ostatnich zajęciach - kurs się skończył, a problem sam się rozwiązał. Na przyszłość będę się dopytywać co organizatorzy szkolenia zamierzają zrobić z "cieczkowym problemem". Dzięki Waszym wcześniejszym postom wiem, jak dobrze zaplanowany kurs powinien wyglądać. Póki co myślę o zrobieniu sobie zestawu przeszkód z PCV:lol:
  3. a_nusiu, dyskusja już dawno temu stała się bezprzedmiotowa. Zdumiewa mnie Twoja pewność siebie i upór w ignorowaniu faktów, które są sprzeczne z Twoimi wyobrażeniami o rzeczywistości. Mam nadzieję, że się przykro z tą rzeczywistością nie zderzysz, bo Twoja filozofia życiowa jest doprawdy godna pozazdroszczenia:p. Martens, Brezyl, Kavala, dzięki za jedyne sensowne posty w tym wątku. Przemyślałam sprawę i wiem co robić. Cieszę się, że istnieją rozumni ludzie na tym forum:thumbs:
  4. Wiesz, a_nusia, ja bym bardzo Cię chciała zobaczyć jak pracujesz z moim psem. Pewnie zrobiłabyś wykład pt. "Dobrze ułożony pies tak się nie zachowuje", on by zrozumiał i od razu by mu przeszło. Łatwo jest rzucać oskarżenia oraz rady w stylu: "masz niewychowanego psa, czas nauczyć go posłuszeństwa." W udzielaniu rad tego typu też jestem niezła, jeśli tylko zechcę. To doprawdy banalnie proste powiedzieć komuś, że skoro ma problem, to jest to jego wina, ale jak człowiek sam się zetknie z daną kwestią to wszystko przestaje być takie oczywiste i zabawne. Wiem, że mam problem, dlatego założyłam ten wątek. I potrzebuję rady, co robić, żeby go rozwiązać? Piszesz: "generalnie uwazam, ze zbyt wiele negatywnych zachowan psa jest tlumaczonych istynktem czy popędami." Możesz sobie uważać. Ja innego wytłumaczenia nie widzę, skoro W KAŻDEJ INNEJ SYTUACJI mój pies zachowuje się bez zarzutu. Dalej: "posłuszeństwo powinno byc niezalezne od cieczek." Też tak uważam! Problem w tym, że nie jest :diabloti: Twierdzisz, że powinnam "konkretnie i stanowczo" dać psu do zrozumienia, że sobie nie życzę, aby tak robił. Wierz mi: dawałam. Kolejnym etapem "dawania mu do zrozumienia" byłoby przyłożenie psu kijem bejsbolowym. Jestem bowiem na 100% pewna, że żadne, choćby najbardziej restrykcyjne metody typu kolczatka, nie okazałyby się skuteczne (nie próbowałam, bo się brzydzę, ale widziałam jak na niego cieczka działa). Jedyne co osiągam "dając mu do zrozumienia" to silny stres - bo on doskonale wie, że nie powinien, ale popęd jest silniejszy. Nie chcę kontynuować stosowania owych "konkretnych i stanowczych" metod, bo niszczy to moją relację z psem. To tak, jakbyś nie piła nic przez tydzień, a potem miała wykonać serię przysiadów przed szklanką wody mineralnej nawet na nią nie patrząc. Zwierzę to zwierzę, kropka. Jeśli masz konstruktywną radę, co mam zrobić w tej sytuacji, to będę Ci wdzięczna, ale skończ, proszę, z szafowaniem swoją wyższością zwłaszcza w odniesieniu do kwestii o których, jak widać, nie masz zielonego pojęcia. Mnie nie interesuje jak powinno być, ale jak jest i co z tym zrobić. Na marginesie: ostatnią wystawę zaliczyliśmy - mimo znanej mi grzejącej się suki - w pięknym stylu (CACIB), najwyraźniej zapach nie był aż tak intensywny, by go rozproszyć. Ale problem agility pozostaje:shake:
  5. Kavala i Martens - jestem Wam wdzięczna za słowa zrozumienia i otuchy. Mój pies nie krył wprawdzie ani razu, ale to nie ma nic do rzeczy. To dobrze wychowany, posłuszny pies, który doskonale radzi sobie na treningach pod warunkiem, że nie uczestniczą w nich grzejące się suki, wówczas bowiem cała jego uwaga jest skoncentrowana na tej jednej, jedynej rzeczy. W rezultacie o żadnym szkoleniu nie może być mowy, bo pies przestaje reagować na konkurencyjne bodźce - ukochane zabawki czy smakołyki. Ma je po prostu w tzw. wielkim poważaniu. Nie zastanawiałam się, mówiąc szczerze, nad ewentualnymi negatywnymi konsekwencjami próby zniechęcenia psa do zalotów, tym bardziej dzięki Martens za info. Układa mi się w głowie, choć rozwiązania jak widać nie ma...
  6. Brezyl, to brzmi logicznie, dzięki. a_niusia, sorry, ale tekst: "nie jest problem wlasciciela suki, ale wlasciciela psa, ktory nie umie sie zachować" mnie rozwala. Albo nie przeczytałaś dokładnie mojego postu, albo - z całym szacunkiem - niewiele wiesz o psychice zwierząt. Psy różnią się intensywnością popędu płciowego, ale dla każdego samca obecność gotowej do kopulacji suki działa rozpraszająco i jest silnym stresorem. W mniejszym bądź większym stopniu, w zależności od indywidualnej charakterystyki zwierzęcia jak i np. stopnia zaawansowania treningu. Myślenie w stylu "to nie mój problem, że stwarzam komuś problem", choć nie sposób odmówić mu słuszności, uważam za czysty egoizm. Nie chcę aby zabrzmiało to tak, jakbym miała pretensje do właścicieli suk - rozumiem, że chcą brać udział w treningach albo wystawiać swoje psy. Niemniej brakuje mi tu jakichś konstruktywnych rozwiązań, które pogodziłyby interesy obu grup.
  7. Kavala, masz 100% racji i następnym razem od razu zadam pytanie jak szkoleniowcy rozwiązują problem suk z cieczką. Nie wpadło mi do głowy, że po prostu uczestniczą w treningach - było dla mnie jasne, że albo są wyłączane z zajęć albo np. ćwiczą ostatnie w kolejce. Sama nie przyprowadziłabym suki na trening, rozumiem wszakże, że ludzie nie chcą tracić czasu, pieniędzy i zabawy dlatego tylko, że mają sukę. Niemniej efekt jest taki, że ja tracę czas, pieniądze i zabawę, ponieważ inni chcą się bawić. Za kurs zapłaciłam z góry i teraz zastanawiam się po prostu czy - oprócz propozycji zmian w harmonogramie treningów - istnieje jakikolwiek sposób pracy z psem w takich warunkach, choćby w kontekście wystaw, na które - jak się dowiedziałam - suki z cieczką mają od niedawna wstęp.
  8. Macie może jakiś pomysł jak można zmotywować do pracy psa-samca, kiedy w czasie treningu / wystawy krążą wokół suki z cieczką? Uprzedzając tradycyjne odpowiedzi na tak sformułowane pytanie: 1. Nie, psa nie da się wykastrować. Nie po to inwestowałam w wyrobienie mu championatu i wpisu na listę reproduktora by teraz go po prostu wykastrować. 2. Standardowa mantra "praca, praca, praca" na którą się napotkałam tu i ówdzie przeglądając różne fora, jest oczywiście doskonałą receptą, ALE: a. mój pies doskonale pracuje, ma ze mną świetny kontakt i w ogóle jest wzorem posłuszeństwa zawsze, z wyjątkiem sytuacji w której poczuje grzejącą się sukę, co oznacza, że... b. mam psa o bardzo silnym popędzie płciowym, dla którego alternatywne bodźce wobec suczych feromonów zupełnie tracą znaczenie. Nie jest zainteresowany ani jedzeniem, ani nie da się go nakręcić na zabawkę, poza którą w normalnych warunkach świata nie widzi. Instynkt to instynkt. Pies ma spore predyspozycje sportowe, trenujemy obedience, frisbee, treibball, zaczęliśmy się wkręcać w agility. I zazwyczaj bawimy się świetnie. Ale kiedy na agilitowym szkoleniu pojawia się suka z cieczką mój czworonóg albo tkwi z nosem w trawie, albo wykorzystuje chwilę mojej nieuwagi by podążyć w wiadomym kierunku. Tracę z nim kontakt, ja się denerwuję, on jest cały zestresowany. Więcej z tego szkody niż pożytku. Ma ktoś pomysł co robić?
  9. A mnie niezmiernie dziwi jak ten świat się zmienił na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat... Kiedy brałam do domu swojego pierwszego psa założenie było takie, że to pies jest dla właściciela. Teraz, jak widać, jest na odwrót. Pies ma właściciela, a właściciel zobowiązania zapewniania psu atrakcji przez cały Boży dzień. W innym wypadku jest właścicielem nieodpowiedzialnym. Zastanawiam się, kto może sobie pozwolić na spędzanie takiej masy czasu z psem - przychodzą mi na myśl bezdzietni bezrobotni, emeryci (pod warunkiem, że mają dobrą kondycję zdrowotną), młodzież szkolna (która stroni od nauki) oraz studenci. Sama życia intensywnego towarzyskiego nie prowadzę, za to pracuję na cały etat, więc żeby zapewnić mojemu psu rozsądną dawkę ruchu wstaję codziennie o 5 rano. Pytacie czemu pies a nie świnka morska? Bo świnka to nie pies. To po pierwsze. Po drugie pies (jeśli oczywiście nie jest reprezentantem wyjątkowo żywiołowej rasy, wymagającym naprawdę solidnej dawki ruchu) łatwo się przystosowuje. Wierzcie mi, że moje zwierzę na nieszczęśliwe nie wygląda, przeciwnie, zadowolone jest z życia i kontente. Gdybym mogła od rana do wieczora bawić się z nim frisbee albo ringiem z pewnością mój podopieczny by nie narzekał, ale skoro nie mogę - trudno. Więc fajnie, że możecie swoim psom poświęcać tyle czasu, zwłaszcza jeśli Was to bawi, miejcie jednak trochę zrozumienia dla tych, których na taki "wydatek czasowy" nie stać (bo praca, bo dom, bo dzieci - a zgodzicie się chyba, że dziecku należy się trochę więcej uwagi niż statystyczne 15 minut [!] dziennie?), a którzy na tym forum się nie wypowiedzą bo albo nie są ześwirowani na psim punkcie, więc w ogóle tu nie zaglądają;), albo się wstydzą, że mogą spędzić ze swoim czworonogiem "zaledwie" 1,5h dziennie.
  10. Twój szczeniak jest już w tym wieku, że trzeba go "porządnie ustawić" i pokazać gdzie jego miejsce. Więc pewnie tak - jest to ze strony suki przejaw dominacji czy może lepiej: dyscyplinującego wychowania. W moim małym psim stadku notorycznie wyżej postawione w hierarchii osobniki odbierają niżej uplasowanym zabawki, przewracają je i tłamszą. Można odnieść wrażenie, że jest to hierarchia w "dynamicznej równowadze", pewnie dlatego, że psy nie przebywają ze sobą ciągle i jak tylko się widzą muszą na nowo podkreślić kto rządzi. Trudno się w takich sytuacjach powstrzymać od biegnięcia z pomocą, bo ma się wrażenie, że temu mniejszemu dzieje się krzywda, niemniej to psi świat i zasadniczo człowiek nie powinien się wtrącać. Musisz poczekać, aż sytuacja się ustabilizuje (z tego co piszesz wynika, że już się ustala jakiś porządek), a jeśli chcesz zapewnić szczeniakowi rozrywki zrób to po kryjomu, a nie w obecności matki (np. weź go samego na spacer). Z kolei kiedy suka jest w pobliżu uznawaj jej wyższość nad szczeniakiem i nie podrywaj autorytetu np. poświęcając młodszemu więcej niż jej uwagi.
  11. Może spróbuj "z innej beczki" i naucz psa zamykania paszczy na komendę "cicho": uzbrój się w klikier i ilekroć zapada cisza w kanonadzie szczekania klikaj i nagradzaj zachowanie, a w miarę postępów, tj. wydłużania się pauz, dodaj komendę jako wyzwalacz pożądanej reakcji. Nie wyeliminuje to zapewne całkiem problemu, ale śmiem twierdzić, że "problem" jest niczym innym jak częścią psiego behawioru - Twój pupil po prostu alarmuje swoje stado o zbliżającym się niebezpieczeństwie: "uwaga, uwaga, nadchodzi obcy! Zbierzmy się razem i stawmy mu czoła!". To zachowanie stało się jednym z powodów dla których człowiek pierwotny uznał, że można mieć z psa pożytek inny niż tylko potencjalne źródło białka:)
  12. Rudawa, masz naprawdę niesamowitą mamę:) Pozazdrościć - poważnie mówię! Asiu, rozumiem Twoich rodziców - 40km to naprawdę daleko, po prostu będą się o Ciebie martwić. Jakby nie było podróże pociągiem piętnastolatek nie jawią się ich rodzicom jako zbyt bezpieczne - raz do roku, na wakacje, jakoś da się przetrwać z zaciśniętymi zębami, ale częściej? Rozważ może alternatywy, jest ich naprawdę sporo - choćby tę proponowaną przez Pinkmoon.
  13. Czy problem się rozwiązał? Jak psy zachowują się w domu? I w jakim są wieku? Więcej danych poproszę:)
  14. To czy będziesz trzymać psa na dworze czy w domu tak naprawdę nie ma większego znaczenia, jeśli znajdziesz dla swojego nowego domownika wystarczająco dużo czasu na spacery czy zabawę. Pies łatwo się przystosowuje i jeśli ma odpowiednie predyspozycje fizyczne (tj. przede wszystkim odpowiednią sierść by znieść mrozy) nie będzie się żalił na to, że jest poza domem. W naszej rodzinie było już kilka psów "podwórzowych" i każdy z nich wpuszczony do domu po prostu się męczył - było mu za gorąco, za ciasno, za nudno. Postawiłaś ciekawe pytanie - osobiście częściej spotykam z opiniami, że trzymanie psa w mieszkaniu to horror, gdyż prawdziwie szczęśliwy pies to pies mający "swój" ogródek. Rzecz w tym, że ów "ogródek" najczęściej zwalnia właścicieli z konieczności wychodzenia z psem na spacer, bo przecież zwierzak ma tyle miejsca do biegania! Tak więc nie jest istotne, gdzie będziesz trzymać psa, ale czy będziesz miała z nim kontakt:)
  15. Zdecydowanie opowiadam się za zamianą - rozwiązania siłowe mogą przynieść więcej szkody niż pożytku: kiedy dominujący pies dorośnie złe skojarzenia związane z konfrontacyjną postawą właściciela mogą wywołać u niego zachowania agresywne. Lepiej, aby pies robił to, co nam się podoba przekonany, że leży to w jego własnym interesie, niż powodowany lękiem, zwłaszcza, że to co przejdzie u szczeniaka niekoniecznie będzie bezpieczne u psa dorosłego. Obserwując swoje czworonogi dochodzę do wniosku, że w psim savoir-vivrze nie istnieje pojęcie odbierania pokarmu, nawet gdy w posiadaniu smacznego kąska znajduje się pies niżej postawiony w hierarchii. Nie widzę powodu, aby gwałcić to niepisane prawo;) Zamiana za to wchodzi w rachubę i - tak! - istnieją bardziej ponętne od kości smakołyki, np. kawałek krwistej wołowiny.
×
×
  • Create New...