To ciekawe, że teraz okazuje się iluż przyjaciół ma pani Justyna ! Tyle tylko, że ci "przyjaciele" okazują swoją dobrą wolę kiedy trzeba komuś dokopać, oczernić fundację która dała psa z dobrej woli.
A gdzie byli wtedy ci " rzekomi "przyjaciele", kiedy ta osoba niepełnosprawna "użerała" się z niesfornym szczeniakiem ???
Może wtedy należało podpowiedzieć Pani Justynie, żeby oddała psa skąd wzięła, albo po prostu pomóc jej w codziennych czynnościach i wychowaniu pieska, skoro pani Justyna uznała, że z fundacją nie chce mieć nic do czynienia.
Jakież straszne są te wypowiedzi rzekomych "przyjaciól" pani Justyny, którzy zachowują się jak wściekłe psy rozszarpujące zdobycz...
Pytam się za co???
Co macie do fundacji "Ama Canem " ?
Co wam zrobiła ?
Obrażacie człowieka który poświęca swój czas, zdrowie, dla ludzi niepełnosprawnych, niosąc radość dzieciom chorym na raka.
Jest mi wsyd za całą tą sytuację i przykro mi, że osoba niepełnosprawna potrafi mieć w sobie tyle goryczy i niewdzięczności.