Mam ogromny problem z moją terierowatą kundelką.
Dwa lata temu zabraliśmy ją z schroniska pomimo tego, że już tam mnie dziabnęła. Weterynarz w schronisku zapewniała nas wówczas, że to z nerwów i że w domu się uspokoi. Podobno pies był wcześniej trzymany sam od szczeniaka na działce.
Na początku problem był ze wszystkim: od utrzymania czystości począwszy, na zniszczeniach skończywszy. O ile udało się nam nauczyć jej spania u siebie, utrzymania czystości itd., to niestety nadal pozostał problem agresji wobec ludzi i zwierząt.
Po roku tego stanu zdecydowaliśmy, że nie potrafimy sobie z tym poradzić i poszliśmy z nią na szkolenie. I właśnie.... Pojawiła się lekka poprawa (tzn przestała się stawiać do domowników i naszych gości ), ale spowodowana nie szkoleniem, ale moim "odmiennym stanem". Kiedy urodziła się Mała Szczotka przy niej zachowywała się jak psia niania. Problemem było i jest każde wyjście z domu... Na widok innego psa Szczotka dostaje istnej furii , z sąsiadami jest niestety podobnie.... A od kilku dni jest znowu gorzej, ostatnio zdarzyło jej się nawet mnie ugrzyźć...Na szkoleniu uczono nas, że za gryzienie jest lanie, ale mam wrażenie, że nie tędy droga. I tu jest pies pogrzebany...
Mam w domu roczne dziecko i psa któremu odbija.
Niewiem co robić. Nie chce jej oddawać, ale nie mogę pozwolić na to, by była zagrożeniem dla mojej córeczki i jeśli nie znajdę na nią sposobu to niestety będę musiała ją oddać, ale to absolutna ostateczność.
Może ktoś miał podobny problem z psem po schronisku.
Pomóżcie!!!