-
Posts
71 -
Joined
-
Last visited
About ___Justyna___
- Birthday 07/29/1989
Converted
-
Location
Elbląg
___Justyna___'s Achievements
Newbie (1/14)
10
Reputation
-
Zabrali małą... Tak naprawdę było strasznie mało czasu, żeby podjąć jakąś decyzję, to wszystko tak goniło. Wahaliśmy się do ostatniej minuty, nie wiedzieliśmy co robić. Ja nawet nie mam siły pisać o tym, jak nieodpowiedzialna jest ta kobieta. O tym, że umówiła się na 17 a o 16:55 zadzwoniła, żeby powiedzieć, że jednak teraz NIE MOŻE, ale że to ona będzie stawiać NAM warunki, kiedy może przyjechać. To jest takie przykre. Nie wiem nawet co więcej napisać, jestem tak rozżalona całą tą sytuacją...
-
To są tak nieodpowiedzialni ludzie.. Moja siostra już była w schronisku dzisiaj rozmawiać, w jaki sposób można załatwić tę sprawę, żeby pieska nie oddawać... Ona miała już małe - nic dziwnego, biega sama gdzie chce i kiedy chce, a przecież nie jest wysterylizowana.. Wczoraj "właścicielka" przyjechała dac nam książeczkę, bo nie chcą psa, ale postawiła jeden warunek, że córka chce się pożegnać z psem. Wiedziałam, że to nie jest dobry pomysł, ale inaczej nie chcieli tego załatwić. Mała w ogóle na nic nie zareagowała.. Nie cieszyła się, nie biegła do nich, siedziała mi i mojej siostrze przy nogach, leciała do nas merdając ogonkiem i oglądała się za wszystkim - za rowerami, za psami, za ptakami, tylko nie za swoją "Panią".. To było takie dziwne, babka już miała jechać, a nagle powiedziała, że ona sie jeszcze ZASTANOWI czy jednak oddać tego psa i zadzwoni. Jak można być tak rozchwianym, już wtedy z siostrą wiedziałyśmy, żr to nie jest dobry dom dla małej. Babka w ogóle olała, wczoraj nie zadzwoniła, nie wiedziałyśmy co robić, a dzisiaj rano zadzwoniła z pytaniem, o której godzinie może odebrać psa.. Siostra pojechała od razu do schroniska zapytać, co można w takiej sytuacji zrobić, bo już nie chodzi o to, że mała może zostać u nas, chodzi o jej dobro, to nie są dobrzy i odpowiedzialni właściciele. Dodam jeszcze, że jak wspomniałam babce o zaczipowaniu psa, to nie wiedziała o czym mówię... To straszne jak wiele za pewne jest takich przypadków.. Tylko co można z tym zrobić.. ech..
-
Też nie rozumiem takich ludzi.. Mała czuje się u nas dobrze, jest radosna, rodzice jak najbardziej chcieliby ją zostawić, bo się przywiązali. To taka mała przytulanka, więc nie jest o to ciężko. Siostra wczoraj do tej babki zadzwoniła.. Okazało się, że gdy mała zginęła, w pewien sposób poczuli "ulgę", że "problem z głowy", bo pracują do późna. Jedyne co 13-lenia córka wolałaby, żeby pies wrócił. Ale oni chcą "przedyskutować" gdzie psu będzie lepiej. Chcą przyjechać dziś psa odwiedzić i podjąć decyzję. To jest dla mnie chora sytuacja. Jak ją odwiedzą, będzie to złe i dla psa i dla nich, a wiadomo, że jak już tu będą, to ją zabiorą.. A z tym ich podejściem to nie jestem pewna, czy lepiej będzie dla małej jak wróci z nimi do domu.. Dodam jeszcze, że dziurę w płocie zrobili dla niej "specjalnie", bo ona sobie sama wychodziła, biegała i wracała. Niepojęte... W każdym razie siostra z ą Panią rozmawiała wczoraj przez telefon i powiedziała, że małej jest u nas dobrze, że nie tęskni i jeżeli nie są pewni tego, czy chcą ją z powrotem, to my jak najbardziej jesteśmy za tym, żeby została u nas..
-
Słuchajcie, właśnie dzwoniła właścicielka psa. Pies "uciekł przez dziurę w płocie, którą już jakiś czas temu zrobił" (?!) najpierw znalazła go sąsiadka, ale jej też uciekł. Kobieta nie umiała nawet powiedzieć kiedy dokładnie zginął pies "no jakoś niedawno". Co prawda to na pewno on, bo opisała wszystko, że ma chore oczko i tak dalej. Jak usłyszała, że jestem z Elbląga, to "O Jezu, a to ja nie wiem, może będziemy w niedziele w tym kierunku jechać..A Pani zainwestowała pieniądze przez te dni... A JAKI TO KOSZT? Bo wie Pani, ja się SKONSULTUJĘ Z MĘŻEM i oddzwonie.." Przepraszam, czy tym ludziom zależy na odzyskaniu psa? Nie wiem co robić...
-
Boję się, że została wyrzucona. Wczoraj ponownie byłam u weterynarza, odrobaczyć psiaka, skoro ma przynajmniej na razie być u mnie, okazało się, że ma wadę wrodzoną jednego oczka i wadę zgryzu. Może ktoś nie miał z niej "pożytku" i ją zwyczajnie porzucił? Mała strasznie reaguje na przejeżdżające samochody, wczoraj mi się zerwała i biegła jak szalona w stronę drogi. Czy to może być reakcja na wyrzucenie z samochodu? Ogłoszenia, które rozwiesiłam w Sztutowie na pewno są widoczne, bo już druga osoba dzwoniła do mnie w sprawie zaginięcia jamnika, więc mam takie przeczucie, że jeżeli ktoś naprawdę chciałby ją znaleźć, to mała byłaby już w domu... Jeżeli zostanie u mnie, to na pewno dużo będę się uczyć o tej rasie, żeby mała była szczęśliwa, a ze względu na chore oczko i pewien sentyment, jeżeli zostanie, będzie ochrzczona jako Saya :)
-
Cieszę się, że mówisz, że dobrze, że ją zabrałam, bo Pani weterynarz zrobiła mi awanturę, że powinnam ją tam zostawić, bo co by jej się stało skoro "nie ma zimy". Jak ja myślałam, że tam zejdę na zawał, nie wiedziałam, czy ona w ogóle żyje. Dziś kilka razy byłam z nią na krótkim spacerku, to strasznie się boi samochodów. Jak któryś blisko przejeżdża, przytula mi się do nóg i nie chce iść dalej. Nie wiem, mam złe przeczucia co do jej przeszłości, póki co nikt się nie zgłosił... ale chyba mam dobre wieści. Rozmawiałam z rodzicami i jeśli nie znajdą się właściciele, mała zostanie u nas :) Jeżeli zostanie, to sterylka będzie na pewno, więc dziękuję za informacje, gdzie mogłabym się zwrócić w tej kwestii. Cały czas mam nadzieję na odzew ze strony "właścicieli", ale z drugiej strony..Jak ktokolwiek, kto jest odpowiedzialnym właścicielem psa mógł dopuścić do takiej sytuacji..Chyba jednak mam wewnętrzną nadzieję, że nikt się po nią nie zgłosi i mała zostanie z nami.
-
Cześć dziewczyny Dawno mnie tutaj nie było, więc większość z was za pewne mnie nie zna/nie pamięta. W każdym razie zwracam się do was po pomoc, poradę. Otóż wczoraj [B]w Sztutowie[/B] po plaży błąkał się pies. Biegał w tą i z powrotem, wyraźnie kogoś szukał. Jednak było chłodno, więc na plaży nie było ludzi, pojedyncze osoby przechadzały się. Jednak nikt nie szukał psa, nikt nie zwracał na niego uwagi, nikt nie widział, żeby ktoś go szukał. Postanowiłam obserwować, co dalej będzie się działo z psem. Chodziłam za nim, znalazł pewną grupkę ludzi i próbował za nimi iść, jednak go przegonili. Nagle po prostu padł prawdopodobnie z wycieńczenia na drogę. Leżał na plecach, nie ruszał się, a oczy miał przewrócone, że widać było tylko białka. Nie wiedziałam co robić, nie chciał się napić wody, próbowałam zwilżyć mu pyszczek, na nic się to zdało. Próbowałam go postawić, żeby zobaczyć czy ma siłę, ale na nic, opadł na ziemię. No więc pierwsza myśl - weterynarz, trzeba przecież sprawdzić co się stało, może ten pies jest chory. Weterynarz w Sztutowie był już zamknięty, martwiłam się o suczkę, więc zabrałam ją do Elbląga do weterynarza, oddalając ja tym samym od miejsca, w którym ją znalazłam, ale na tamten moment nic innego nie przyszło mi do głowy, nie wiedziałam, jak jej pomóc. U weterynarza dowiedziałam się, że z suczką jest wszystko w porządku, że jest [B]młoda[/B] (około 2 lat), [B]nie jest niedożywiona[/B]. Nie znając się na rasach nie wiedziałam nawet, że jest to [B]shih tzu[/B]. Pani weterynarz powiedziała, że nie mogła się długo błąkać, ponieważ nie ma kołtunów. Co prawda mam małe pojęcie o psach, które się zgubiły, ale zawsze wydawało mi się, że widać po nich tęsknotę. Suczka jest zadowolona, ciągle się przytula, merda ogonkiem, chce się bawić, je, pije, ciągle się drapie. Zachowuje się, jakby mieszkała tutaj cały czas. Teraz sobie grzecznie śpi, w nocy nawet nie popiskiwała, po prostu zgasiłam światło, a ona poszła spać i chrapała sobie w najlepsze. Nie wiem co dalej robić, wczoraj oczywiście wróciłam jeszcze do Sztutowa, pytałam w barach, czy nikt nie pytał o zgubionego psa, zostawiłam ogłoszenia w kilku barach, przykleiłam kilka na drzewach i na budkach na plaży. Nie pisałam oczywiście, że jest to rasowy pies, ani nie podawałam żadnych zbędnych informacji, żeby nie przyciągnąć oszustów. Zostawiłam już także informację u lokalnego weterynarza, może ktoś tam szukałby psiaka. Pisze, bo nie wiem co mogę dalej zrobić. Czy macie jakieś przypuszczenia, co mogło stać się z tym psem? Czy naprawdę ktoś ją zgubił? Wiem, że ciężko jest uwierzyć w porzucenie tak ślicznego pieska, ale same wiecie, jakie rzeczy się zdarzają w tym temacie. Dodam jeszcze, że suczka [B]nie ma ani czipa[/B], [B]ani tatuażu[/B], [B]nie miała również żadnej obroży[/B]. Pies może zostać u mnie na jakiś czas, może znajdzie się właściciel, ale co jeśli nie? Nie wiem co robić dalej, bardzo proszę o pomoc, może macie jakieś pomysły, w jaki sposób jeszcze można ustalić ewentualnego właściciela... [URL="http://imageshack.us/photo/my-images/15/p7041327.jpg/"][IMG]http://img15.imageshack.us/img15/9734/p7041327.jpg[/IMG][/URL] Uploaded with [URL="http://imageshack.us"]ImageShack.us[/URL]
-
Elbląg - zagłodzona i pobita Dusza - w domu jak marzenie!
___Justyna___ replied to AgaiTheta's topic in Już w nowym domu
;* Wszystko będzie dobrze na pewno! -
BEZ ŁAPKI - młodziutka malenka sunia Blacky
___Justyna___ replied to kordonia's topic in Już w nowym domu
hop! w górę mała -
Elbląg - zagłodzona i pobita Dusza - w domu jak marzenie!
___Justyna___ replied to AgaiTheta's topic in Już w nowym domu
;* Cieszę się niesamowicie! po prostu wiedziałam, że tak będzie... :) -
Elbląg - zagłodzona i pobita Dusza - w domu jak marzenie!
___Justyna___ replied to AgaiTheta's topic in Już w nowym domu
Ojej... Tak szybciutko... Ja już się denerwuję, a jeszcze tyle czasu... Wierzę, że jej się uda!! Tyle walczyła, na pewno nie odpuści... Wie, że tylu ludzi ją tak bardzo kocha... Nie opuści nas... Na pewno nie...