Przeczytałam cały wątek i zaczęłam się trochę martwić... W ostatnią sobotę adoptowałam suczkę z Palucha, która 5 dni wcześniej (poniedziałek) miała sterylizację. Nie wiem zatem jak to znosiła itd. W dniu adopcji, co zresztą mnie zdziwiło, była już z powrotem w boksie i to bez żadnego kaftanika (eh świetne warunki dla gojącej się rany) - powiedzieli mi, że ze szpitala wyszła dzień wcześniej. Rana z zewnątrz wygląda ładnie, ma założone rozpuszczalne szwy - i tu rodzi się moje pierwsze pytanie: jak długo się one rozpuszczają? dziś już mija 9 dzień od sterylizacji a ja widzę fragment nici (ogólnie chyba ma szwy śródskórne, bo widać było i jest tylko mały fragment). Po drugie martwi mnie to że w okolicy cięcia, po bokach ma pod skórą wyczuwalne zgrubienia, zwłaszcza z jednej strony... już nawet pomyślałam, że wewnętrzne szwy jej puściły i coś 'wypadło' pod skórę :( ale zachowuje się normalnie, nic okazuje żadnego bólu. Też trudno mi ocenić, bo znam ją tyle, ile jako wolontariuszka wychodziłam z nią raz w tygodniu na spacer (od października). Nie wiem czy to ma jakiś związek ale często wyciąga przednie łapy (przeciąga się). W poniedziałek mam jechać na kontrolę, ale i tak nie mam zbyt dużego zaufania do weterynarzy schroniskowych...
Jak będe wieczorem wychodzić na spacer i zdejmować jej kaftan (zrobiony z prześcieradła, więc zdejmuje na wyjścia, bo by na niego narobiła ;P) to zrobię zdjęcie cięcia