Witam Psiarze!
Do starej kociary niedawno przypętała się suczka. Niezbyt się polubiłyśmy, ale jakoś tak została psem podwórzowym. Sama podjęła taką decyzję bardzo szybko. Jest to jest. Przecież nie wygnam. Żarcie się znajdzie... Rzecz w tym, że po kilku dniach okazało się, że z jednej psiny zrobiło się siedem.
Teraz szczeniaczki mają dwa miesiące. Urwanie głowy. Odchowane, odrobaczone, trochę odpchlone... Trochę, bo kupiłam u weta preparat na insekty dla szczeniaków, ale jest na nim napisane, że nie wolno spryskać karmiącej matki. Czyli o ... rozbić takie odpchlanie. Jak wydam małe, to wezmę ją (mam nadzieję, że mnie nie zagryzie) do lecznicy i od razu wysterylizuję, bo nie mam siły, pieniędzy i nerwów na kolejny miot.
Od dwóch tygodni tygodni zaczęłam małym szukać domów. Kilku osobom już odmówiłam. Aż mi wstyd, ale obiecałam też pieska facetowi ode mnie z pracy, ale jak wypytałam ludzi o niego i dowiedziałam się, że siedział 10 lat w więzieniu i ma dziecko w sierocińcu, to go zaczęłam omijać szerokim łukiem i odwlekać sprawę. to jasne, że jemu też nie dam kundla. W sumie to już nie mam gdzie szukać nowych właścicieli. W rezultacie moich działań na skalę masową: jedna suczka dzisiaj będzie oddana, dla dwóch piesków też są pewne i dobre domy. Zostają na stanie dwie sunie i samczyk.
Ale do rzeczy!
Wczoraj dzwoni do mnie mąż, że jakaś kobieta chce ze trzy a nawet cztery szczeniaczki. Co?!? :crazyeye: Wszystkie? Trochę dziwne, bo jak dotąd każdego pojedynczego ciężko było ulokować w nowym domu. A co dopiero aż tyle i to bez względu na płeć. Zadzwoniłam do niej i słyszę wiejską kobitę opowiadającą mi jak to ona bardzo dba o zwierzęta, jakiego ma pięknego kota... Przypaliłam głupa, że mąż mi tylko podał do niej numer telefonu, ale nie powiedział jakiego pieska pani by chciała. Ona na to, że ma być nieduży i ładny. To ja: "A suczka czy piesek?" a ona: "Obojętne.". Myślę sobie, że może temu mojemu chłopu się coś uroiło. Może baba powiedziała, że nawet i trzy by chętnie wzięła, ale w żartach. Pytam więc kiedy możemy się spotkać i czy mogę jej zawieźć pieska wieczorem. Ta pani mi na to, że jeszcze chwilkę niech się wstrzymam, bo ona się musi z mężem naradzić. Hmmm... To chce psa a nie rozmawiała o tym z małżonkiem? Cierpliwie czekam do wieczora.
Rozmowa wieczorem.
- Wie pani co, ja bym wzięła oba pieski, i suczkę, i pieska.
- Aż dwa? Po co pani aż dwa szczeniaczki? - dopytuję podejrzliwie.
A ona na to:
- A bo ja bym jednego wnusiowi wzięła a drugiego dam siostrze. Siostra do mnie z Włoch na święta przyjedzie. do tego czasu piesek byłby u mnie a potem ona go zabierze.
I co Wy na to? Umówiłam się z nią na dzisiejsze południe, ale mam wątpliwości. Czyżby we Włoszech nie było problemu psiej bezdomności? Chętnie się pozbędę kłopotu i zostanie mi już tylko jedna sunia do wydania, ale nie chodzi o to żeby dać je byle gdzie w niewiadomym celu. Co byście zrobili?